Metanowa pułapka Brukseli. Jak Komisja Europejska dusi EuropęMetanowa pułapka Brukseli. Jak Komisja Europejska dusi Europę w imię klimatu. "Wyższe ceny energii, mniejsza konkurencyjność przemysłu, zagrożone miejsca pracy i powrót do zależności"

Szanowni czytelnicy „Sieci”, wyobraźcie sobie eurokratów jako czarnoksiężników w brukselskiej wieży, mieszających eliksir z podejrzanych intencji, tabelek w Excelu i ideologicznej pychy. Efekt? Dyrektywa metanowa – regulacja, która niby walczy z ulatniającym się metanem, lecz w rzeczywistości zaciska pętlę na szyi europejskiego importu surowców energetycznych.
To nie jest zwykła biurokracja – to po prostu akt samobójstwa energetycznego, przygotowywany i głosowany w Brukseli z uśmiechem na ustach.
Dyrektywa (2024/1787) nakłada na importerów obowiązek szczegółowego raportowania intensywności emisji metanu od 2025 r., a w latach 2027–2030 przestrzegania ostrych limitów i standardów MRV (Monitoring, Reporting, Verification). Dotyczy to ropy, gazu i węgla. Brzmi naukowo? Dla praktyków to koszmar.
Eksperci biją na alarm. Już w 2027 r. nawet 43 proc. unijnego importu gazu oraz 87 proc. importu ropy może okazać się niezgodne z przepisami. To wielkość porównywalna z szokiem po odcięciu rosyjskich dostaw w 2022 r.! Dostawy mogą zostać przekierowane na inne rynki – do Azji, która nie zadaje głupich pytań – a Europa zostanie z luką podażową, wyższymi cenami i zimowymi rachunkami, które przypomną najgorsze koszmary.
