Lincz po polsku. "Laurkę wystawiają mu wrogowie"
Lincz po polsku. "Bąkiewicz całkiem nieźle rokuje, a laurkę wystawiają mu przede wszystkim jego wrogowie"

Bąkiewicz inaczej niż część Konfederacji i niestety prawicowej publicystyki nie uderza w tony antyukraińskie, rozumie działanie gospodarki i nie bełkocze o likwidacji podatków.
Ech, dzisiejsze lincze to już nie to samo, co kiedyś – musieli w drugiej połowie XX w. wzdychać podstarzali działacze Ku Klux Klanu. I to samo muszą chyba stwierdzać pracownicy pionów szczucia z mediów reklamujących się jako ostoje liberalizmu. Weźmy takiego Roberta Bąkiewicza. Kiedyś Czerska mogłaby go wdeptać w ziemię. Dziś próbuje, a facet ma się dobrze.
Przyznam, że Bąkiewiczem zainteresowałem się właśnie głównie pod wpływem zainteresowania nim miłosiernego towarzystwa z tzw. liberalnych mediów. Zauważyłem, że jeśli kogoś próbuje się tak konsekwentnie wdeptać w ziemię, zaszczuć, zniszczyć rodzinę, jak robiono w przypadku Bąkiewcza, to nieraz świadczy o tym, że jest to przyzwoity człowiek. W związku z tym trochę sobie z panem Robertem porozmawiałem. I tu uwaga – ani mi on nie płaci, ani nie jest moją rodziną, nasze poglądy na wiele spraw się różnią. Z reguły nie piszę peanów na cześć polityków, ale nagonka, w której wzięły udział nawet Muzeum Powstania Warszawskiego i jeden z tygodników prawicowych, przekracza moje granice akceptacji.
