Lekcja polityki. "Agenturalna działalność Wałęsy"Lekcja polityki. "Co do współpracy Wałęsy z SB. On sam przyznawał się do tego wielokrotnie, by następnie swoim słowom zaprzeczać"

Wprawdzie, pełniąc funkcję prezydenta, zniszczył dokumenty na swój temat, które odnalazł, co było poważnym przestępstwem, ale świadków i świadectw pozostało wystarczająco dużo, nawet przed ujawnieniem teczki z szafy Czesława Kiszczaka.
Kłótnia w sprawie nominowania przez prezydenta na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego Zbigniewa Kapińskiego dotyczy wyroku w sprawie Lecha Wałęsy z 2000 r. Sąd, w składzie którego zasiadał obecny prezes SN, uznał, że lider Solidarności nie był agentem SB. Uważam, że na tę nominację należy popatrzeć z innej politycznej perspektywy.
Niemniej musimy zacząć od sędziowskiego orzeczenia sprzed 26 lat. Nie było już wówczas wątpliwości co do współpracy Wałęsy z SB. On sam przyznawał się do tego wielokrotnie, by następnie swoim słowom zaprzeczać. Wprawdzie, pełniąc funkcję prezydenta, zniszczył dokumenty na swój temat, które odnalazł, co było poważnym przestępstwem, ale świadków i świadectw pozostało wystarczająco dużo, nawet przed ujawnieniem teczki z szafy Czesława Kiszczaka. Kwestią sporną pozostawały czas i zakres agenturalnej działalności Wałęsy. Dla traktujących sprawę poważnie wyrok z 2000 r. był skandalem.
