Kobieta drzewo. "Trzeba grać z orkiestrą do końca"
Kobieta drzewo. "Jak się jest matką chrzestną takiego okrętu, to trzeba grać z orkiestrą do końca"

W polityce zbyt krótką kołderkę najlepiej przykryć inną kołderką, to powiedziałam szczerze, co niedawno myślałam o wojnie.
Moje ulubione drzewo – leszczyna, leszczyna… Jak ją za mocno przygiąć w lewo, to w prawo się odgina… A jak za mocno przygiąć w prawo, to w lewo bije z wprawą… A stara sosna szumi radosna: brawo, brawo!… Piękna piosenka.
Kurczę, czemu ja jej w kampanii nie wykorzystałam? Może ta najważniejsza ciągle przede mną? Z drugiej strony, jak zacznę w spocie o starej sośnie śpiewać, to mnie w tej roli obsadzą dożywotnio, a jaka ze mnie sosna, o wieku nie wspominając? Może i jestem trochę rozdartym drzewem, jak w wierszu poety, ale to jest naturalny efekt zderzenia ambicji z możliwościami. Bo co ja osiągnęłam? Radę miasta w Częstochowie? Wiceministra finansów pod hrabią Żąwincentem? Dlatego trochę się dziwię, że Donald z tą prośbą akurat do mnie wystartował. Wychodzę z Wiejskiej, ciemno prawie, nagle ktoś mnie pod latarnią – cap za ramię. „Cześć, Iza” – mówi, a mnie od razu loki dęba stanęły i myślę:
