Artyści a emerytura. "Odkładać, inwestować nadwyżki finansowe"Artyści a emerytura. "Ocenianie artystów przez urzędników (polityków) wpisuje się w lewacką operację niszczenia sztuki i promowania usłużnych „tfórców”

Produkcja reklam i wydawanie własnych płyt dały mi pierwsze godziwe pieniądze" W PRL komisjom weryfikacyjnym, Czesław Niemen (uważany za ikonę powojennej popkultury) wielokrotnie oblewał egzaminy!
Nie wypowiadałem się do tej pory na temat emerytur dla artystów. Może dlatego, że sam jestem już emerytem. W 1982 r., po odpracowaniu studiów inżynierskich, wybrałem niepewny zawód muzyka. Profesję dającą ogromną satysfakcję na scenie, ale bez etatu i z bardzo niepewnymi dochodami. Już wtedy miałem świadomość upływu czasu, więc z myślą o bardzo odległej starości regularnie opłacałem składki ZUS. Zdarzało się, że pożyczałem pieniądze na te opłaty. W latach 90., by ratować rodzinny budżet (hiperinflacja, zapaść na rynku pracy), wyjeżdżałem na Zachód do zwykłej, fizycznej pracy. Była to świetna szkoła przetrwania i… mobilizacji! Po powrocie skorzystałem z nowych możliwości: otworzyłem działalność gospodarczą, by lepiej sprzedawać swoje usługi „songwritera”. Produkcja reklam i wydawanie własnych płyt dały mi pierwsze godziwe pieniądze. Wymagało to ciężkiej pracy i opanowania zupełnie nowych specjalności (marketing). Prosperity skończyła się wraz ze „schłodzeniem” gospodarki przez Balcerowicza. Ratowała mnie dywersyfikacja artystycznych profesji (autor, kompozytor, scenarzysta, felietonista, redaktor muzyczny i inne). Tak dotarłem do wymarzonej artystycznej emerytury i… nadal pracuję, bo praca twórcza jest moją życiową pasją.
Jeśli dziś miałbym udzielać rad młodym talentom, to sugeruję:
