Kaucja do bani. "Trudno określić to inaczej niż jako upokorzenie"Kaucja do bani. "Zrobiliśmy z ludzi śmieciarzy. Trudno określić to inaczej niż jako upokorzenie"

Staliśmy się niewolnikami systemu kaucyjnego. Nie tylko musimy poświęcać swój czas na segregowanie i transport śmieci, lecz także dopłacamy do tego biznesu. Trudno określić to inaczej niż jako upokorzenie.
„Rozszerzamy system kaucyjny” – informuje „ministra” klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Teraz do plastikowych, aluminiowych i szklanych butelek po napojach dojdą jeszcze tzw. małpki, czyli małe flaszki, w których sprzedaje się wysokoprocentowy alkohol.
Prawdopodobnie nie będzie za to zapowiedzianego na początek przyszłego roku włączenia do systemu kaucyjnego wielomateriałowych opakowań po mleku, napojach mlecznych, oleju roślinnym i sokach. Te zmiany mają zostać wprowadzone później, gdy zostanie zwiększona liczba butelkomatów.
Urzędnicy ministerstwa przyznają, że w dzisiejszej sytuacji poszerzenie systemu o kartony po mleku czy pudełka po śmietanie skończyłoby się porażką logistyczną i higieniczną. Trudno się z tym nie zgodzić – setki cuchnących opakowań walających się na zapleczu sklepów nie wyglądałoby najlepiej. Tak czy inaczej Polska – zgodnie z dyrektywą unijną – ma czas na pełne wdrożenie systemu kaucyjnego do 2029 r., gdy powinniśmy odzyskiwać 90 proc. butelek z tworzyw sztucznych.
Regres cywilizacyjny
Hennig-Kloska zachwyca się, że od uruchomienia systemu udało się zebrać 3,2 mld opakowań. Niestety nie podaje przy tym, jaki to procent wszystkich butelek podlegających kaucji i wprowadzonych do obrotu. Trudno więc ocenić skuteczność systemu kaucyjnego. Można się jedynie domyślać, że jest ona niewielka, skoro rząd nie chwali się danymi procentowymi. Tym bardziej że kaucje z niezwróconych opakowań przejmują operatorzy systemu – z ich punktu widzenia słabe zwroty to większe pieniądze. Może więc lepiej, żeby obywatele nie wiedzieli, ile milionów z ich kieszeni trafia na utrzymanie systemu.
