Rządu Tuska miłość do wiatraków. "Dorzuci do rachunków"
Rządu Tuska miłość do wiatraków. "500 m od domu". Szwedzi, Niemcy, Francuzi i Duńczycy rezygnują z nowych farm na Bałtyku

Transformacja energetyczna z wiatru i słońca nie ma w Niemczech sensu. Wiatraki i farmy słoneczne powstają bez żadnego planu i kosztem społeczeństwa, a ogromne pieniądze są marnowane na projekty, które powinny się same utrzymać. Wiatraki zabijają ptaki, zakłócają radary, systemy monitorujące i obrony przeciwrakietowej.
Problemy w funkcjonowaniu farm wiatrowych czy słonecznych są powszechne i już trwałe. Dotyczą całej Europy oraz znacznej części świata. Tylko rząd Tuska zdaje się ich nie widzieć.
Po tym jak Karol Nawrocki zawetował ustawę wiatrakową ze strony rządzącej koalicji posypały się oskarżenia, iż chce, by Polacy płacili więcej za prąd. Zamysł rządu był taki, że przez trzy miesiące z własnych podatków dopłacamy za prąd, więc rachunki na papierze będą niższe, ale za to na całe dziesięciolecia zostaniemy obstawieni wiatrakami. Ponadto prezydent jako wróg postępu i nauki złośliwie zablokował nowoczesność w domu i zagrodzie, uniemożliwiając stawianie wiatraków w odległości 500 m od zabudowań.
