Koalicja 13 grudnia i kobiety w polityce. "Nie ilość a jakość"
Koalicja 13 grudnia i kobiety w polityce. "Bo polityka pozostaje brutalnie prosta: albo dowozisz kompetencje, albo dowozisz memy"

Zamiast jakościowego skoku mamy raczej festiwal wpadek, przejęzyczeń, chaosu komunikacyjnego i – co najgroźniejsze – zaskakującej lekkości w podejściu do poważnych spraw państwa. Albo po prostu zwykłej niekompetencji.
W polskiej polityce od lat powraca hasło większego udziału kobiet w życiu publicznym. Postulat ten, powtarzany jak mantra przez środowiska liberalne i lewicowe, miał być symbolem nowoczesności, jakości i – co szczególnie podkreślano – wyższego poziomu debaty. W teorii kobiety w polityce miały być bardziej merytoryczne i mniej konfliktowe. Rzeczywistość, jak to często bywa, postanowiła brutalnie zweryfikować tę narrację.
Nie chodzi o to, że kobiety jako takie nie nadają się do polityki – to teza równie absurdalna jak twierdzenie odwrotne. Problem polega na tym, że konkretne osoby, które dziś pełnią ważne funkcje w ramach koalicji rządzącej, stały się nie tyle wizytówką tej idei, ile jej największym obciążeniem. Bo kiedy spojrzeć na praktykę działania części kobiet z koalicji 13 grudnia, trudno się oprzeć wrażeniu, że zamiast jakościowego skoku mamy raczej festiwal wpadek, przejęzyczeń, chaosu komunikacyjnego i – co najgroźniejsze – zaskakującej lekkości w podejściu do poważnych spraw państwa. Albo po prostu zwykłej niekompetencji.
