Izrael w ogniu wojny kulturowejIzrael w ogniu wojny kulturowej. I tak Binjamin Netanjahu stał się prawdziwym „czarnym ludem”, zagrażającym wolności

Skala kryzysu politycznego, który nagle wywołały projekty Lewina, zaskoczyła wszystkich nie tylko poza Izraelem
Choć zapalnikiem masowej rewolty stała się reforma sądowa, jest to w istocie rewolta skierowana przeciw wpływom religii mojżeszowej oraz tradycyjnej kulturze i obyczajom. W takim kraju jak Izrael, gdzie granica między religijną i demokratyczną legitymizacją państwa zawsze była niejasna i płynna, jest to kryzys nieuchronnie sięgający samych podstaw bytu państwa.
Zawieszenie prac nad reformą sądową, wymuszone na premierze Binjaminie Netanjahu, nie przyniosło uspokojenia w Izraelu. A pierwsza kwietniowa sobota była już 13. z kolei, gdy dziesiątki tysięcy antyrządowych manifestantów blokowało Tel Awiw, a także niektóre mniejsze miasta żydowskie. Oglądając relacje z Izraela, można było nawet odnieść wrażenie, że zapalczywość i determinacja manifestantów rośnie wraz z ujawnieniem się gotowości Netanjahu do negocjacji i ewentualnych ustępstw. Jeśli więc kluczową telewizyjną mowę premiera, wygłoszoną wieczorem 27 marca, traktować jako taktyczną próbę uspokojenia nastrojów, to okazała się ona niepowodzeniem. Mimo to jeszcze przed początkiem święta Paschy (przypadającym tego roku na dzień 5 kwietnia) pod patronatem prezydenta Icchaka Herzoga rozpoczęły się rozmowy rządu i opozycji, których celem jest znalezienie kompromisu w sprawie kształtu reformy sądowej. Niezależnie od ich wyniku to z pewnością znak dobrze świadczący o kondycji żydowskiego państwa. Politycy, którzy zdążyli rzucić na siebie nawzajem najstraszniejsze oskarżenia, rozpętując przy tym największe żydowskie rozruchy w historii nowożytnego Izraela, są bowiem ciągle świadomi powinności poszukiwania pokoju społecznego.
