Hipokryta. "Skazać Polskę na słabość i zniszczenie"Hipokryta. "Z całych sił będę pracował nad rozdziałem państwa i Kościoła". Symbolem jest aresztowanie ks. Michała Olszewskiego

Ktoś chce skazać Polskę na słabość i zniszczenie. Ten proces zawsze zaczyna się od niszczenia rodziny i Kościoła. A nie ma bardziej skutecznego zniszczenia niż rozsadzenie od wewnątrz. I właśnie temu służą tak chętnie przywdziewane maski katolicyzmu.
Polityczna schizofrenia czy wyrachowany koniunkturalizm? Co sprawia, że Donald Tusk z taką łatwością lawiruje w obszarze osobistych deklaracji na temat wiary i religijności? Dlaczego jednego dnia atakuje Kościół, drugiego leci do Watykanu, by oświadczyć, że „ma identyczne poglądy” z papieżem, a następnego zapowiada „małżeństwa” homoseksualne, otwierając wrota do ideologicznego piekła? Ta schizofreniczna zmienność trwa od lat. Jest w niej jednak jedna stała tendencja – konsekwencja w laicyzowaniu państwa.
Zaledwie przed tygodniem Donald Tusk udał się do Watykanu, by zaprosić papieża Leona XIV do Polski. Po wyjściu z audiencji długo opowiadał dziennikarzom o poruszeniu, jakiego doznał podczas spotkania. Oświadczył, że wreszcie znalazł rozmówcę, z którym ma „identyczne poglądy na sprawy polityczne”. Złożył też zapewnienie, że dopóki jest premierem, będzie „nadal szukał dialogu i mądrej rozmowy, a nie konfrontacji”. I można by się zastanawiać, czy nie doszło do jakiejś duchowej przemiany, olśnienia czy nawrócenia, gdyby nie fakt, że kilka dni później Donald Tusk rozpętał ideologiczne piekło. Nie bacząc na ład prawny, gwarancje konstytucyjne, stanowisko Kościoła i sprzeciw społeczny, podjął decyzję o wdrażaniu transkrypcji „małżeństw” homoseksualnych.
