Gra na emocjach. Od miłości do nienawiści jest tylko jeden krokGra na emocjach. "Zbyt wiele polskich reakcji to wybuch emocji, a nie racjonalna polityka. Widać erupcję wrogości"

Wystarczy mieszać w tym kotle, a potem przeprowadzać rzeczy, na które społeczeństwo polskie by się nie zgodziło.
Stosunki z Ukrainą przesłoniły wszystkie inne sprawy w Polsce. Jakby nie było innych problemów i zagrożeń niż tylko psujące się relacje z naszym południowo-wschodnim sąsiadem. Sprawdza się stare powiedzenie, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. Kłopot w tym, że zbyt wiele polskich reakcji to wybuch emocji, a nie racjonalna polityka.
To wszystko szczera prawda: przez ostatnie trzy lata Wołodymyr Zełenski wykonał wiele nieprzyjaznych gestów wobec Polski. Jest też kolejnym prezydentem Ukrainy, który dla swoich partykularnych interesów gra kartą banderowską. On, rosyjskojęzyczny postsowiecki Żyd o liberalnych poglądach i powiązaniach z liberalną międzynarodówką, dołączył do propagowania kultu UPA. Formacji, który spełnia wszystkie kryteria, aby nazywać ją faszystowską, szowinistyczną i przy okazji antysemicką w ludobójczym sensie tego słowa. Jest też smutną prawdą, że kult ten staje się na Ukrainie coraz bardziej popularny. Jeszcze kilka lat temu był obecny tylko w zachodnich obwodach. Gdzie indziej traktowano go jako coś nieswojego albo wręcz wrogiego. Wskutek działań ukraińskich władz państwowych, w tym Zełenskiego, zyskuje akceptację także na tych terenach Ukrainy, które nie miały żadnych związków z UPA.
