Edycja przeszłości. "Lech Wałęsa spotkał się z Ewą Wrzosek"Edycja przeszłości. "Kilkanaście dni przed tym wydarzeniem Lech Wałęsa spotkał się w Wejherowie z Ewą Wrzosek, prawą ręką Waldemara Żurka"

Możliwości „uśmiechniętej Polski” są nieograniczone. Wydawać by się mogło, że Lech Wałęsa już swoje naopowiadał, ale faktów, dokumentów i zeznań świadków pokonać nie może.
Nawet jeśli jako wiernie oddany swojemu obozowi politycznemu w swoich wypowiedziach żyruje najbardziej radykalne posunięcia. Nic bardziej mylnego. To, co swoją decyzją i uzasadnieniem zrobiła prokuratura Waldemara Żurka, przekracza już ludzkie pojęcie.
Śledztwo o fałszywe zeznania w sprawie teczek Kiszczaka umorzono nie dlatego, że dowody zniknęły. Umorzono je, bo według fikołkowatej interpretacji prokuratury opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych „nie jest kategoryczna”, materiał porównawczy – „nieadekwatny”, a Wałęsa w latach 70. był w praktyce analfabetą, który sam nie pisał długich tekstów. Naprawdę to napisali.
Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego „Solidarność”, były pisane dla niego przez inne osoby
– napisano w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
