DOMINIK ZDORT. Hitlerek i jego goebbelsik
DOMINIK ZDORT. Hitlerek i jego goebbelsik. "Moskiewski kapral Jaruzelski żył i umarł jako sługus Kremla"

JP2 w swoim rzymskim grobie się przewraca, a każdemu normalnemu Polakowi scyzoryk w kieszeni się otwiera.
Jaruzelski nie był Hitlerem. Czasy były inne, jak powiedział Lech Wałęsa (cytuję z pamięci), „kiedyś nas bardziej mordowali, teraz mordują mniej”. No więc Wojciech mordował Polaków znacznie mniej niż Adolf. Od Hitlera różnił się także tym, że Führer dokonał ludobójstwa kierowany osobistymi obsesjami, a Jaruzelski pacyfikował swój naród na obce zlecenie. Każdy musi sam ocenić co – niezależnie od skali – jest bardziej obrzydliwe.
Jaruzela Moskwa osadziła na tronie, Moskwa mu kazała bronić socjalizmu, a na koniec Moskwa nakazała mu oddać władzę, komu należy. To Moskwa nie chciała, by bardziej mordował, więc mordował mniej. Generalnie generał nie był żadnym generałem, ale zaledwie kapralem na usługach kremlowskich sierżantów, od początków kolaboracji w ZSRS do mordów w Wujku i oddania władzy nowym kolegom w Magdalence. Wedle PRL-owskiego prawa jako zdrajca powinien dostać czapę, wedle nowych polskich przepisów czekałoby go najwyżej dożywocie. Jego szczęście, że zmarł, do dni ostatnich kryty przez wpływowe kliki.
