Zełenski wódz. "O zamordowaniu 100 tys. polskiej ludności"
Zełenski wódz. Hitlerowskie Niemcy, wywołując wojnę w celu „budowy” wielkiej niemieckiej Europy, nie podbijały jej same

Wspominając tamtą zdradę Zachodu wobec Polski i kolaborację z Hitlerem aż tylu ówczesnych Europejczyków, trzeba realistycznie patrzeć na obecne stosunki polsko-ukraińskie.
Kalendarz historyczny przypomina wydarzenie sprzed 80 lat. W 1946 r. w Londynie odbyła się zwycięska defilada aliantów – wszystkich z wyjątkiem przedstawicieli Polski. Kraju, który zmobilizował czwartą pod względem liczebności armię walczącą z Niemcami na wszystkich frontach II wojny światowej. Znamy wiele historycznych świadectw polskich żołnierzy więcej niż upokorzonych zachowaniem Wielkiej Brytanii wobec swojego najwierniejszego alianta. Ale wtedy prowadzono już politykę uległości wobec Stalina, a sprawa oddania Polski pod sowiecki zarząd była przesądzona. Ta bolesna lekcja historii przypomina, że w polityce nie ma sentymentów i wiernych przyjaciół. Dopiero w 2003 r. premier Wielkiej Brytanii Tony Blair przeprosił Polaków, a dwa lata później nieliczni weterani mogli się pojawić w rocznicę historycznej defilady, na której zabrakło Polaków, a dumnie maszerowały nawet brytyjskie wojska kolonialne z Fidżi.
Ten haniebny akt zdrady należy wzbogacić o inny fakt, przemilczany, bo niewygodny. Hitlerowskie Niemcy, wywołując wojnę w celu „budowy” wielkiej niemieckiej Europy, nie podbijały jej same. Wraz z nimi walczyli obywatele z ponad 15 państw. W składzie elitarnych dywizji Waffen SS znaleźli się ochotnicy z Łotwy (80 tys.), Holandii (50 tys.), Belgii (40 tys.), Ukrainy (27 tys.), Francji (20 tys.), Węgier (20 tys.), Włoch (15 tys.), Litwy (11 tys.), Rosji (10 tys.), Norwegii (6 tys.), Danii (6 tys.), Serbii (4 tys.), Estonii (3 tys.), Finlandii (1,2 tys.). Tylko Polska nie poszła na kolaborację. Polscy tzw. rewizjoniści historii będą jednak uporczywie wymieniać jedno nazwisko – Władysław Gizbert-Studnicki, który w 1939 r. napisał do władz III Rzeszy „Memoriał w sprawie odtworzenia Armii Polskiej i w sprawie nadchodzącej wojny niemiecko-sowieckiej”. Wyjechał z nim do Berlina i został aresztowany przez gestapo. Zwolniono go po klęsce Francji, ale wkrótce trafił na Pawiak. Studnicki był twardym realistą, przeciwnikiem linii politycznej, naiwnie uznającej Sowiety za „sojusznika naszych sojuszników”. Dobrze zasłużył się Polsce – potrafił wyciągać Polaków z niemieckich katowni, a na emigracji głosił potrzebę walki z komunistyczną przemocą.
