Antyamerykański zwrot w proamerykańskim społeczeństwie
Antyamerykański zwrot w proamerykańskim społeczeństwie. "Skoordynowana i zaplanowana akcja"

W Polsce rozpoczęła się gra o odwrócenie nastrojów. FRząd Tuska skłania się ku europejskiemu federalizmowi z wiodącą rolą Berlina.
Zasięg tej akcji, intensywność, a nawet orkiestracja – na antyamerykańskich nastrojach grają sfanatyzowani wyborcy PO, pracujące dla tej partii media, eksperci i analitycy, maści wszelakiej działacze od tego i owego oraz schowani za pierwszym szeregiem władzy politycy – wskazują na to, że przynajmniej w części to skoordynowana i zaplanowana akcja. Oczywiście nie wypada w niej brać udziału rządowi, więc premier Tusk już nie powtarza publicznie, że Trump jest ruskim agentem, a minister Sikorski, że będzie zasiadał na złotym sedesie w willi pod Moskwą.
To, co dzieje się w Polsce, jest częścią szerszego procesu, który od dawna dotyka unijną Europę. Już w czasach młodości Ameryka była dla Olafa Scholza wrogiem numer jeden. I tak jak w czasach zimnej wojny Rosjanie nauczyli europejskich polityków, tak im zostało i jest przekazywane tradycyjnie z pokolenia na pokolenie. Na tym tle Polska jawi się wyjątkowo. Zgodnie z badaniami Pew Research Center z 2024 r., 86 proc. Polaków ma pozytywną opinię o Ameryce. Tymczasem w Niemczech ten odsetek wynosi ledwie 26 proc., we Francji 31 proc., we Włoszech, Wielkiej Brytanii i na Węgrzech 50 proc. W UE negatywne postrzeganie jest silniejsze niż pół roku temu z oczywistych powodów – Ameryka ma teraz nieprawidłowy rząd, który nie zaprowadza cenzury, odrzuca ideologię LGBT+ i szaleństwa religii klimatyzmu. Niemniej i w Polsce rozpoczęła się gra o odwrócenie nastrojów.
