Akademia chaosu. "Nieprawdopodobne rozmycie znaczeń"Akademia chaosu. "W zasadzie w każdej sferze jej działania mamy do czynienia z nieprawdopodobnym rozmyciem znaczeń"

Prawdziwy chaos zapanował w sferze osiągnięć naukowych mierzonych punktami. W niektórych sprawozdaniach nie wymaga się nawet podawania tytułu publikacji, poprzestając na nazwie periodyku i liczbie punktów.
Zainicjowana przez ministra Przemysława Czarnka nowela do ustawy o szkolnictwie wyższym, nazywana popularnie „pakietem wolnościowym”, zakazuje władzom uczelni karania dyscyplinarnego pracowników z powodu wyrażanych przez nich poglądów, czy to filozoficznych, czy to politycznych, czy też religijnych. To bez wątpienia ważny i w świetle doświadczeń bardzo potrzebny krok, ale obciążony nieuchronnymi konsekwencjami, których znaczenia nie można pominąć.
Otóż wolność głoszenia poglądów, wolność sporów i swoboda wypowiadania myśli są jednym z najgłówniejszych filarów idei universitas. Idea ta legła u podstaw Akademii jako faktu kulturowego kreującego tożsamość Starego Kontynentu. Przez całe wieki tego prawa i przywileju uniwersytetu nie trzeba było dekretować, tak jak nie dekretuje się prawa do oddychania, jak nie dekretuje się prawa do intymności. Prawo to bowiem należało do „oczywistych oczywistości”, że zacytuję klasyka. Stało się fundamentem Akademii i jądrem nauki. „Pakiet wolnościowy” bezlitośnie wieszczy koniec Akademii, jaką znamy. Nie ma bowiem universitas tam, gdzie trzeba się uciekać do niemal policyjnego działania urzędnika państwowego. „Pakiet wolnościowy” jest nie tylko ochroną, ale nade wszystko diagnozą środowiska akademickiego, diagnozą niezwykle dramatyczną i bolesną.
