Mamy bardzo wiele przypadków łamania sumień. Śmiem twierdzić, że każdy z tych przypadków 800 czy 900 legalnych aborcji, które mają w Polsce miejsce, jest związany ze złamaniem czyjegoś sumienia. Temu się trzeba przeciwstawić

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Bogdan Chazan, który wziął udział w międzynarodowej konferencji organizowanej przez Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Czy w Polsce należy podnosić alarm, jeśli chodzi o kwestię klauzuli sumienia? Ponad rok temu został pan pozbawiony pracy i usunięty z funkcji dyrektora Szpitala św. Rodziny za to, że odmówił pan wykonania aborcji. Czy pańska sprawa była swego rodzaju przełomem?

Na pewno był to przełom. Przypuszczam nieskromnie, że również i ta konferencja, która odbywa się tutaj w tej chwili w bardzo dużym, międzynarodowym gronie, również w jakiś sposób się z tego wywodzi. Bardzo dobrze się stało, że te sprawy są dyskutowane, że poruszyły umysły naukowców. Ale niezwykle ważne jest również to, że poruszyły serca ludzi. Ktoś z prelegentów mówił, że obudziło się w ludziach poczucie sprawiedliwości, stąd ten ich protest przeciwko niesprawiedliwości.

Są jednak sytuacje, w których nie można skorzystać z klauzuli sumienia, ponieważ zachodzi konieczność ratowania życia. Co prawda, to przypadki niezwykle rzadkie, ale jak powinien zachować się lekarz?

Niewątpliwie ochrona życia człowieka ma zawsze pierwszeństwo, ale w tej części ustawy o zawodzie lekarza, która dotyczy klauzuli sumienia, jest ogólne odwołanie się do innych, pilnych przypadków. To jest bardzo nieprecyzyjne, dlatego Naczelna Rada Lekarska odwołała się do Trybunału. Sprawa ta będzie rozpatrywana w październiku tego roku. Chodzi o to, żeby klauzula sumienia miała realne podstawy, żeby lekarze i inni pracownicy medyczni mogli z niej korzystać, bo w tej formie, w jakiej jest obecnie, skorzystanie z klauzuli sumienia zobowiązuje lekarza do tego, by brał udział w postępowaniu w tej procedurze poprzez wyszukiwanie innego lekarza, który zrobi to za niego. To jakieś zupełne nieporozumienie.

Czy kiedykolwiek dopuszczał pan do siebie myśl, że być może trzeba było podjąć inną decyzję w sprawie, która kosztowała pana utratę stanowiska?

Ta sprawa stała się przyczynkiem, pewnym case’em prawnym. Zyskała bardzo duży rozgłos i w Polsce i za granicą. I bardzo dobrze. Byłem teraz na XI Konferencji organizacji MaterCare w Rzymie, która zgromadziła przedstawicieli z 17 krajów z całego świata. Ta konferencja także dotyczyła sumienia lekarskiego. Były tam referowane przypadki podobne do mojego – położnej z Rzeszowa, ze Szkocji, lekarza z Australii, czy lekarza, który został zwolniony z pracy dlatego, że nie przepisał środków antykoncepcyjnych. Mamy bardzo wiele przypadków łamania sumień. Śmiem twierdzić, że każdy z tych przypadków 800 czy 900 legalnych aborcji, które mają w Polsce miejsce, jest związany ze złamaniem czyjegoś sumienia. Temu się trzeba przeciwstawić. Bo lekarz, który ma złamane sumienie nie jest wiarygodny. Ma trudności z porozumieniem się pacjentką w przyszłości i może mieć także trudności z samym sobą.

CZYTAJ TAKŻE: wSieci: Jedenaście pięter manipulacji. Marzena Nykiel odsłania kulisy prowokacji wobec prof. Chazana!

Jak wygląda w tej chwili pańska sytuacja zawodowa? Nie udowodniono panu dopuszczenia się nieprawidłowości, ale nadal nie został pan przywrócony na stanowisko dyrektora szpitala św. Rodziny.

Prokuratura uznała, że swoim postępowaniem nie stworzyłem zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentki. To jest bardzo ważne, ponieważ w ten sposób uniknąłem tego, czego był pewny pan poseł Palikot, a mianowicie siedzenia w więzieniu. Pan mec. Dubieniecki, który okrył się teraz taką niedobrą sławą, obrońca pacjentki, której odmówiłem aborcji, powiedział że będzie odwoływał się od decyzji prokuratury do sądu, ale ostatecznie zrezygnował. Zdecydował natomiast, że wniesie do sądu cywilnego sprawę o odszkodowania za cierpienia swojej klientki zarówno przeciwko szpitalowi św. Rodziny, jak i przeciwko mnie. W dalszym ciągu domaga się od szpitala św. Rodziny odszkodowania w wysokości miliona złotych. Natomiast rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Rady Lekarskiej uznał, że moje postępowanie w tym przypadku było zgodne z zasadami dobrej praktyki lekarskiej i ani ja ani żaden inny pracownik szpitala św. Rodziny nie naruszył tych zasad w postępowaniu wobec tych pacjentów.

Czy będzie się pan starał o powrót do pracy?

Wniosłem sprawę do sądu o przywrócenie do pracy na poprzednim stanowisku. Oczywiście nie chodzi o to, że jestem do tego stanowiska bardzo przywiązany i za wszelką cenę chcę być dyrektorem. Chodziło mi o to, by w przyszłości inni dyrektorzy szpitali czy inni lekarze, których spotka podobna historia, nie zostali potraktowani tak jak ja przez swoich pracodawców.

CZYTAJ WIĘCEJ: Atak na prof. Chazana ma zamaskować błędy „in vitro”. „Uszkodzony płód” bez połowy głowy to efekt sztucznego zapłodnienia. Czy zabijanie „nieudanych egzemplarzy” to standard?

Rozmawiał Aleksander Majewski