Mec. Pszczółkowski o działaniach NPW: Stanowisko prokuratury jest nieuprawnione i wysoce krzywdzące. NASZ WYWIAD

Fot. M. Czutko
Fot. M. Czutko

Nie jest prawdziwa teza, jakoby zeznania kontrolerów miały ‘ewoluować’. Ta ‘ewolucja’ świadczy o braku wiarygodności” - mówi portalowi wPolityce.pl mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Czytaj również: Prokuratura Wojskowa: Nie było komendy zejścia na 50 metrów, nie ma mowy o fałszerstwie. A zeznania pilotów? Ponoć niewiarygodne…

Macierewicz i Wosztyl odpowiadają prokuratorom: NPW manipuluje. „Nie ma mowy o pomyłce ws. rosyjskiej komendy zejścia na 50 metrów”

Artur Wosztyl, pilot Jaka-40: Jestem pewny, że ze strony Rosjan padła komenda o zejściu poniżej 50 metrów

wPolityce.pl: Jak odbiera Pan konferencję prokuratury wojskowej ws. nagrań z Jaka-40? Czy znów możemy mówić o bagatelizowaniu przez śledczych ważnych tropów w sprawie Smoleńska?

Mec. Piotr Pszczółkowski: Dobrze, że opinia publiczna będzie mogła przekonać się o atmosferze, jaka panowała na wieży kontroli lotów. Warto podkreślić, że kodeks postępowania karnego nie różnicuje  i nie wartościuje dowodów. Równoprawnym dowodem jest opinia uzyskana przez biegłych prokuratury, jak również zeznania załogi Jaka. Absolutnie wykluczoną jest teza, jakoby te zeznania były niewiarygodne na skutek pozyskania tej wiarygodnej ekspertyzy. Prokurator ma obowiązek obejrzeć całość materiału dowodowego i wyciągnąć wnioski oceniając jego wszystkie elementy. W moim przekonaniu nie jest prawdziwa teza, jakoby zeznania lotników miały „ewoluować”. Ta „ewolucja” świadczy o braku wiarygodności. Judykatura i orzecznictwo wyraźnie premiują dowód z relacji świadka uzyskany natychmiast po zdarzeniu. Z doświadczenia życiowego przedstawicieli organów ścigania powinien płynąć wniosek, że świadek zeznający w dniu zdarzenia czy dzień po zdarzeniu pamięta szczegóły w większym zakresie, niż na którymś z rzędu przesłuchaniu w wojskowej prokuraturze.

Pomijam już fakt, że prokurator musi brać pod uwagę i tę okoliczność, że jeden ze świadków nie żyje. Nie jest to kwestia, która przesądzałaby o czymkolwiek, ale według mnie – jako prawnika – prokurator powinien przy tak szybkiej ocenie, mogącej być krzywdzącej dla świadka, ją uwzględnić.

Dlaczego w takim razie nie została uwzględniona przez śledczych?

Prokuratura powiedziała dzisiaj, że najważniejsza jest treść. Ujawniła po raz kolejny treść nie badając jeszcze wszystkich aspektów ekspertyzy. A przecież w grudniu prokuratura otrzymała próbki głosów kontrolerów lotu. Skoro zatem dokonywano skomplikowaną ekspertyzę fonoskopijną i badano w jej toku kwestie związane z pochodzeniem poszczególnych wypowiedzi, nie sposób jest zauważyć, że opublikowano ekspertyzę, która nie odpowiada na podstawowe pytanie: do kogo należą głosy, które w stenogramie są przypisane konkretnym osobom. Wydaje mi się, że w tym zakresie prokuratura zbyt szybko przyjęła ekspertyzę Instytutu Sehna. Skoro pozyskano dowód w postaci próbek głosu kontrolerów lotu i skoro uprawniona wydawała się prośba o pomoc prawną skierowana do prokuratury rosyjskie,j by te próbki pozyskać, to należy opinię Instytutu Sehna niezwłocznie uzupełnić. Według mojej wiedzy prokuratura rozważa wykorzystanie tych próbek głosu i uzupełnienie opinii Instytutu Sehna. Jeśli nie zrobi tego sama, złożę w tej sprawie stosowny wniosek, zwłaszcza, że doprowadziłem do tego, że prokuratura zwróciła się do Federacji Rosyjskiej o pozyskanie próbek głosu. Dopiero po uzupełnieniu wspomnianej opinii będzie można głosić, czy zeznania poszczególnych świadków są wiarygodne czy niewiarygodne. Mimo upływu prawie 5 lat ocena dowodów wydaje się… przedwczesna.

To dosyć mizerne rezultaty jak na upływ 4,5 roku…

Skoro próbki głosu zostały ściągnięte w grudniu i pozostają poza zakresem opinii, to ta opinia na chwilę obecną jeszcze wymaga uzupełnienia. Mówienie dzisiaj ustami rzecznika prokuratury, że wspomniana wcześniej opinia jest wiarygodna, a zeznania świadków - niewiarygodne jest szalenie krzywdząca dla tych świadków. Z mojej perspektywy ta wypowiedź jest całkowicie nieuprawniona i wysoce krzywdząca, w szczególności dla chorążego Musia i kpt. Wosztyla.

Antoni Macierewicz zauważył, iż prokuratura wojskowa nie opublikowała nagrania z magnetofonu znajdującego się na pokładzie Jaka-40, natomiast kpt Wosztyl zwrócił uwagę, że śledczy nie odnieśli się do tego fragmentu nagrania, w którym padła komenda o zejściu samolotu do wysokości 50 metrów. Dlaczego prokuratorzy pomijają tak istotne fakty?

Dobrze, że kpt Wosztyl nie daje zwieźć się w tej sprawie, opiera się na własnym, głębokim przekonaniu i informuje opinię publiczną o tym, co słyszał. Dla mnie ma to olbrzymie znacznie dowodowe. Dla mnie zeznania kpt. Wosztyla w żadnym stopniu podważone nie są. Szukałbym raczej odpowiedzi na pytanie, z czego może wynikać tak jednoznaczne i mocne stwierdzenie rzecznika prokuratury wojskowej, że kpt Wosztyl mija się z prawdą. Wydaje się, że kpt Wosztyl doskonale wie o czym mówi, a to w treści protokołów trzeba szukać bądź to nieprawidłowości, bądź niezarejestrowania wszystkiego, bądź też powoływania się na niewłaściwy fragment nagrania, o którym mówi kpt Wosztyl. Wydaje się, że mamy do czynienia z niestosownym działaniem ze strony tak szacownej instytucji jak prokuratura.

Rozmawiał Aleksander Majewski

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...