Próbki z wraku TU-154M w kilkuset przypadkach wykazują wysokie prawdopodobieństwo zawartości materiałów wybuchowych – m.in. heksogenu, pentrytu i trotylu. Konieczne będzie ponowne przeprowadzenie badań laboratoryjnych. Te zlecone przez prokuraturę zostały wykonane tak, by nic nie wykryć

— tygodnik „wSieci” ujawnił szczegóły opinii chemików (prof. Krystyny Kamieńskiej-Treli i prof. Sławomira Szymańskiego), którzy punktują skandaliczne błędy popełnione przez biegłych.

W internecie pojawiła się jego anglojęzyczna wersja artykułu, w którym czytamy m.in.

Badania na potrzeby śledztwa wykonało Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji (CLKP). Każdą z 732 próbek zbadano czterema metodami chromatograficznymi: GC/TEA, GC/ECD, GC/MS oraz HPLC/DAD. Założono przy tym – w sposób niezrozumiały dla wspomnianych recenzentów opinii CLKP – że stwierdzenie obecności materiałów wybuchowych będzie możliwe wyłącznie w przypadku wykrycia ich obecności w każdej z podjętych metod. Gdyby więc trzy dały wynik pozytywny, a jedna tylko negatywny – uznano by arbitralnie, że próbka nie zawiera śladów substancji wybuchowych. – To szukanie jakiegoś alibi, nikt nie stosuje takich zasad. Czy chodziło o to, by uchylić się od stwierdzenia, że coś w tych próbkach niestety jest? – pyta prof. Szymański.

Zajmijmy się na początek pierwszą ze wspomnianych metod, bo jej dotyczą najbardziej kuriozalne nieścisłości. Detektor TEA (Thermal Energy Analyser) jest najczulszy na wykrywanie związków chemicznych, których poszukiwano i charakteryzuje się największą selektywnością. Reaguje bowiem wyłącznie na obecność związków zawierających azot (obecny w większości materiałów wybuchowych).

Nie do wytłumaczenia jest więc, w jaki sposób CLKP za pomocą tego urządzenia 350 sygnałów (ujawnionych w czasie badania ponad 100 próbek) zinterpretowało jako wskazujące na ftalany, węglowodory, terpeny czy estry kwasu fosforowego. Żadna z tych substancji nie zawiera azotu!

Aby mieć dwustuprocentową pewność, że wyniki pracy biegłych prokuratury są wzięte z sufitu, naukowcy przeprowadzili prosty eksperyment. Zwrócili się do producenta detektora gazowego (dokładnie tego, którego używało CLKP) z prośbą o wskazanie sprzętu TEA, który pozwoliłby na stwierdzenie obecności wspomnianych substancji wymienionych w policyjnej ekspertyzie rzekomo wykrytych za pomocą tego urządzenia. Firma z USA odpowiedziała, że nie jest w stanie pomóc. Ich detektory nie są bowiem do tego przeznaczone i nie ma szans, by takie substancje wykryły… Albo zatem amerykański koncern nie wie, co sprzedaje, albo polscy biegli przedstawili fałszywe wyniki badań.

Co więc mógł wskazać detektor TEA? W zdecydowanej większości przypadków jego sygnały były charakterystyczne dla heksogenu (RDX), jednego z najpotężniejszych materiałów wybuchowych, obecnego m.in. w popularnej mieszaninie C4.

Zdaniem prof. Kamieńskiej-Treli i prof. Szymańskiego stwierdzenie, że omawiany sygnał na chromatogramach otrzymanych metodą GC/TEA pochodzi od ftalanu diizobutylu jest kompromitujące w świetle najbardziej podstawowej wiedzy o mechanizmie działania detektora TEA.

Do podobnych wniosków prowadzi analiza chromatogramów sporządzonych w czasie badania metodą ECD (Electron Capture Detector) – aż 150 próbek wykazało sygnały zgodne z wzorcem RDX. Co biegli zrobili z tym wielokrotnie powtarzającym się faktem? Zignorowali.

Ta koincydencja jest szczególnie istotna, jeśli weźmie się pod uwagę, skąd pochodziły wspomniane wyżej próbki. Wyjątkowo częste wskazania RDX dotyczyły wymazów pobranych z poszycia foteli TU-154M, które zostały odnalezione w szopie nieopodal miejsca katastrofy. Panowały tam (zarówno w pomieszczeniu, jak i w samej tkaninie) dużo lepsze warunki do zachowania śladów materiałów wybuchowych przez długie miesiące od tragedii do momentu, kiedy Rosjanie wpuścili polskich biegłych na Siewiernyj. Wśród innych związków znaleziono też pentryt i trotyl.

**CZYTAJ WIĘCEJ: A jednak materiały wybuchowe? Biegli jeszcze przed badaniem próbek z TU-154 wiedzieli, co napiszą w raporcie. Tuskowi to się podoba!

Cały tekst Marka Pyzy do przeczytania w ostatnim numerze tygodnika „wSieci” (w kioskach już tylko dziś).

Natomiast serwis smolenskcrashnews.com udostępnił anglojęzyczną wersję artykułu „Ukryty heksogen”. ZNAJDZIESZTUTAJ. Na stronie można także pobrać pełną treść (wraz załącznikami) opinii autorstwa prof. Kamieńskiej-Treli i prof. Szymańskiego, wybitnych chemików, którzy wskazali

Poleć koniecznie znajomym za granicą!

znp

CZYTAJ TAKŻE:

Jan Pospieszalski dla wPolityce.pl o nowych faktach ws. Smoleńska: „Ta informacja powinna spowodować trzęsienie ziemi!”

Małgorzata Wasssermann: Publikacja „wSieci” ma kolosalne znaczenie! Konieczne są nowe ekspertyzy w śledztwie

CZYTAJ TAKŻE: Ewa Kochanowska: Samolot uległ wybuchowi, a nie rozbiciu. Profesjonalizm CLKP jest zerowy… NASZ WYWIAD