Wojna? Niemiecka infrastruktura stanie kością w gardle NATOWojna? Niemiecka infrastruktura stanie kością w gardle NATO

Czy niemiecki system energetyczny jest przystosowany do potrzeb NATO w przypadku wojny? Odpowiedź jest mało optymistyczna i dlatego powinna dać do myślenia również polskiemu rządowi.
Na stronie internetowej Bundeswehry dostępne są ogólne informacje o Niemieckim Planie Operacyjnym (OPLAN DEU) i „zaangażowaniu sojuszniczym Niemiec”, jako głównego „węzła NATO w sercu Europy”. Gdyby doszło faktycznie do kryzysu na wschodniej flance NATO, czyli na przykład w Polsce, to właśnie przez Niemcy przetoczyć ma się cała fala sprzętu wojskowego i tysiące żołnierzy w transportach jadących na wschód. Bundeswehra informuje oficjalne, że założenie jest takie, iż „w ciągu sześciu miesięcy przez Niemcy musi zostać przerzuconych nawet 800 000 żołnierzy sojuszniczych i 200 000 pojazdów”. A zatem władze muszą zapewnić „wsparcie w zakresie ochrony i bezpieczeństwa, kontroli ruchu, transportu i przeładunku drogą lądową, kolejową, morską i na lotniskach, zakwaterowania i wyżywienia, tankowania i konserwacji, opieki medycznej, a nawet doradztwa prawnego”. I co bardzo ważne, nie wystarczy dobra wola rządu ani udział tylko powiązanych z państwem firm i instytucji, lecz także „usługi partnerów cywilnych i komercyjnych”.
Wojsko zależne od rozdrobnionych cywilnych instalacji
Tymczasem, jak wskazuje portal Oilprice.com, cała infrastruktura, jaką w sytuacji kryzysu będzie chciało w Niemczech wykorzystać NATO zależy „od cywilnej sieci elektroenergetycznej”. Stąd jakikolwiek „atak na sieć w pobliżu jednego z węzłów transportowych” zagroziłby poważnymi utrudnieniami w ogóle w całej operacji wsparcia i pomocy dla zagrożonego kraju. Tymczasem – jak informuje portal - „niemiecki system elektroenergetyczny jest podzielony między czterech operatorów sieci przesyłowych wysokiego napięcia i aż 851 operatorów sieci dystrybucyjnych”. Jednocześnie zdecydowana większość spółek dystrybucyjnych to nie są potężne firmy: to grupa liczącą 643 podmioty, które obsługują mniej niż 30 tys. klientów (odbiorców). „Konwoje NATO przecinające Niemcy korzystałyby zatem z sieci elektroenergetycznych należących do setek firm o bardzo zróżnicowanym terytorium, poziomie zatrudnienia i zasobach finansowych” – wskazuje portal i przypomina, że „za ochronę instalacji odpowiadają operatorzy”. A biorąc pod uwagę ostatnie incydenty, jakie miały miejsce w Niemczech, jak choćby ten na lotnisku w Lipsku, kwestia zabezpieczenia odpowiedniego infrastruktury energetycznej nabiera szczególnie ważnego znaczenia. Portal przypomina, że „policja dba o bezpieczeństwo otaczającej i (instalacje energetyczne) przestrzeni publicznej”.
W Polsce mamy znacznie mniej spółek dystrybucyjnych niż w Niemczech i nie wynika to tylko z różnicy w powierzchni obu państw. W naszym kraju działają duże podmioty jako operatorzy, kontrolowane przez największe firmy sektora energetycznego czyli PGE, Tauron, Energa (należąca do Orlenu) oraz Enei i niemieckiego koncernu E.ON, a każdy z nich obsługuje miliony odbiorców. Ale są także bardzo małe podmioty, lokalne – w sumie około 200. Za największe sieci odpowiada spółka PSE czyli krajowy operator.
Zderzenie polityki klimatycznej z armią
Inna kwestia – poza systemem elektroenergetycznym, która jest tak samo ważna dla obronności, jak stabilne dostawy energii to zapatrzenie w paliwo. I nie tyle chodzi o najpopularniejszą benzynę Pb95 ale o olej napędowy. To na paliwie diesla bazuje wojskowy transport i potrzebuje go w olbrzymich ilościach. Portal Oilprice przytacza dane z początku roku i ćwiczeń Bundeswehry, z których wynika, że armia zużyła w krótkim czasie 300 tysięcy litrów diesla i 170 tysięcy litrów oleju lotniczego. Tymczasem skala tej operacji była niewielka w porównaniu z tą, z jaką mielibyśmy do czynienia w sytuacji realnego konfliktu, bo „Niemcy przyjęły i przetransportowały około 6400 żołnierzy Sojuszniczych Sił Reagowania NATO”. Odbyło się „tylko” 75 lotów wojskowych, wykorzystano siedem statków transportowych i promów oraz prawie 100 konwojów drogowych.
Armia bazowała i bazuje na tradycyjnym paliwie i musi mieć gwarancje jego dostaw, nawet jeśli Komisja Europejska i kilka przodujących w niej krajów członkowskich opowiada się za redukcją paliw kopalnych i elektromobilnością.
