W odpowiedzi ministrowi WaszczykowskiemuW odpowiedzi ministrowi Waszczykowskiemu
Polityka zagraniczna nie jest turniejem retoryki, w którym wygrywa ten, kto najwznioślej artykułuje swoje racje. Jest sztuką skutecznej obrony interesu kraju w najbardziej nawet złożonych i niekorzystnych okolicznościach.
Kiedy Mateusz Morawiecki obejmował urząd premiera Polska znajdowała się w otwartym sporze z Unią Europejską.
Komisja od początku rządów Zjednoczonej Prawicy groziła uruchomieniem procedur traktatowych przeciwko Polsce włącznie z karami, w reakcji na zmiany przeprowadzane w wymiarze sprawiedliwości. Jakość i skuteczność tych reform to rzecz na osobną dyskusję.
Choć KE nadużywała w dość oczywisty sposób w tej sprawie prawa, wykorzystując nader wątpliwą podstawę prawną - art. 19 ust. 2 Traktatu o UE, jedną z klauzul generalnych - parła w tej nadinterpretacji mocno do przodu i zdążyła uruchomić pierwsze procedury naruszeniowe już w lipcu 2017 r.. Zdążyła także zagrozić złożeniem bezprecedensowego wniosku o uruchomienie „opcji atomowej” czyli procedury art. 7 TUE, co zresztą zrobiła kilka dni po nominacji Mateusza Morawieckiego na premiera, 20 grudnia 2017 r.
Nad Polską wisiała więc realna groźba izolacji na forum europejskim, kar i zamrożenia środków unijnych – to wszystko przy jednoczesnym dalszym zagrożeniu wymuszania na Polsce działań sprzecznych z naszą racją stanu w różnych obszarach (np. w dziedzinie migracji). To obraz sytuacji, z którym musiał się zmierzyć powołany w grudniu 2017 r. nowy premier Mateusz Morawiecki.
Dlatego nie mogę nie zareagować na dalece niesprawiedliwy, tworzący alternatywną rzeczywistość tekst Witolda Waszczykowskiego, byłego Ministra Spraw Zagranicznych, który własne wystąpienie na prestiżowej konferencji uważa za skuteczną obronę racji stanu, zaś cały szereg działań premiera Mateusza Morawieckiego, dzięki którym uniknęliśmy daleko idących konsekwencji, uważa za „błędną politykę ustępstw wobec Brukseli”.
Witold Waszczykowski: Polityka ustępstw wobec Brukseli była błędem
Zacznijmy od początku. Warto być uczciwym w ocenach. Jednym z pierwszych ruchów ministra Waszczykowskiego wobec zastrzeżeń Komisji Europejskiej do reform wymiaru sprawiedliwości było zaproszenie do Polski Komisji Weneckiej. Odwołanie się do opinii podmiotu zewnętrznego, która zresztą finalnie była niezwykle stronnicza i krytyczna wobec wprowadzanych zmian, trudno było uznać za działanie udane i skuteczne. Raczej nasiliło one zarzuty ze strony Komisji Europejskiej. Trudno także doszukiwać się konstruktywnych efektów najbardziej nawet płomiennych przemów szefa MSZ na prestiżowych konferencjach. Zabrakło także być może właściwego zadaniowania i wykorzystania Konrada Szymańskiego, wiceministra spraw zagranicznych przez cały czas urzędowania ministra Waszczykowskiego w MSZ, a późniejszego Ministra ds. UE, którego dzisiaj były Minister Spraw Zagranicznych tak chętnie krytykuje.
Chcę też żeby jasno wybrzmiało – podzielam krytyczną optykę Ministra Waszczykowskiego co do działań Komisji Europejskiej i braku ich uzasadnienia prawnego. W polityce jednak nie wystarczy mieć rację. Trzeba być skutecznym, a za twardymi deklaracjami muszą iść realne zdolności do ich obrony. Trzeba mieć przygotowane instrumenty nacisku, sojuszników, alternatywne scenariusze i odpowiedź na pytanie: co zrobimy, jeśli druga strona powie „sprawdzam”? Polityka twardych słów bez zabezpieczenia własnego interesu może na niektórych robić wrażenie, ale przypomina strzał armatni w powietrze. Wprawdzie słychać huk, ale pocisk ląduje gdzieś w krzakach, daleko poza polem bitwy.
W obliczu otwartego konfliktu z Komisją Europejską, premier Morawiecki postanowił podjąć dyplomatyczne wyzwanie walki o polską rację stanu nie ograniczając się do wygłaszania konferencyjnych przemówień. Dzięki temu nie tylko nie został uruchomiony żaden kolejny etap procedury art. 7 – nie zostały także zamrożone żadne środki z budżetu głównego UE.
Ktoś zapyta więc o KPO. Trafnie! Gdyby Morawiecki istotnie prowadził „politykę ustępstw” środki z tego funduszu wpłynęłyby do Polski już w 2021 r. Stało się inaczej, bo biliśmy się o pryncypia! Fakt, że broniliśmy naszych racji do samego końca, sprawił, że spór trwał tak długo. Wiem to jak mało kto.
Prowadziliśmy negocjacje w sprawie Krajowego Planu Odbudowy nie dlatego, że wierzyliśmy w dobrą wolę Brukseli, która mówi językiem interesu konkretnych państw. Prowadziliśmy je wiedząc, że ponad siedmiuset miliardów złotych nie wywalczy się salwami honorowymi wygłaszanymi z trybuny, tylko żmudną, cierpliwą pracą przy stole, gdzie każda kwestia staje się polem walki o polski interes. Gdybyśmy rzeczywiście skapitulowali, środki wpłynęłyby natychmiast.
Pozostaje więc pytanie gdzie ta kapitulacja i sprostowanie kilku nieprawd z tekstu byłego ministra.
Rząd Mateusza Morawieckiego nigdy nie poparł mechanizmu warunkowości. Przeciwnie – głosował przeciw niemu i zaskarżył go do Trybunału Sprawiedliwości UE, a jednocześnie ograniczył go po twardych negocjacjach w konkluzjach Rady Europejskiej z grudnia 2020 do przypadków nieprawidłowości przy realizacji środków unijnych. Dzięki temu mechanizm warunkowości, dotyczący środków z tzw. głównego budżetu UE, a nie KPO, nigdy nie został wobec Polski zastosowany. KPO zostało zaś zablokowane właśnie ze względu na brak uległości!
Broniliśmy pryncypiów choćby we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym, który nigdy nie został wycofany.
Relokacja migrantów? Mimo procedury naruszeniowej uruchomionej w czerwcu 2017 r., dzięki żmudnym rozmowom i zbudowaniu koalicji wyszehradzkiej Mateusz Morawiecki uzyskał uchylenie obowiązkowości mechanizmu w konkluzjach Rady Europejskiej z czerwca 2018 r. i zakończył sprawę bez kar dla Polski, a następnie powstrzymywał pakt migracyjny aż do końca swoich rządów.
Zielony ład? Najpierw przeciągaliśmy negocjacje a następnie głosowaliśmy przeciw i skarżyliśmy akty prawne do TSUE.
Gdzie w takim razie ta kapitulacja?
Czy wreszcie możliwe jest, by Mateusz Morawiecki, który rzekomo tak naiwnie i nieudolnie zarazem prowadził negocjacje z Brukselą, był jednocześnie genialnym iluzjonistą, który przez lata manipulował i czarował wybitnego stratega polskiej sceny politycznej Prezesa Prawa i Sprawiedliwości, a to wszystko w warunkach transparentnych i otwartych przecież w znaczącej większości spraw negocjacji i rozmów pod pilną obserwacją opinii publicznej?
Nie drodzy Państwo, ta narracja przeczy elementarnej logice. Mateusz Morawiecki z pewnością nie wystrzegł się jako premier błędów, ale zarzucanie mu polityki „białej flagi” i formułowanie sążnistych aktów oskarżenia teraz, kiedy wyrzucono go z Prawa i Sprawiedliwości jest skrajnie niesprawiedliwe, tym bardziej jeśli samemu nie odnotowało się w podobnych obszarach odpowiedzialności, zasadniczej skuteczności.
Racji stanu w polityce zagranicznej nie obroni się długofalowo ani pospolitym ruszeniem, ani salwami na wiwat, ani biernym trwaniem w okopach. Złożona wojna pozycyjna nie jest rejteradą, lecz jedyną odpowiedzialną receptą na współczesne wyzwania, zagrożenia i na utrzymanie granic naszej suwerenności.
