Bruksela przeciera oczy ze zdumienia: „Jesteśmy na pasku Pekinu”Bruksela przeciera oczy ze zdumienia: „Jesteśmy na pasku Pekinu"
Europa ma potężny problem z Chinami: jest uzależniona od dostaw kluczowych surowców z tego kraju, niemal tak samo jak w poprzednich latach od gazu z Rosji. I nie są to ostrzeżenia niezależnych ekspertów, ale unijnego komisarza do spraw klimatu. Jakby tego było mało, zapowiada, że polityka ratowania klimatu będzie dużo droższa.
O tym, że relacje handlowe z Chinami stanowią poważny problem i przyprawiają o ból głowy unijne władze, wiadomo od dawna. I nie chodzi tylko o deficyt rosnący z każdym dniem o miliard euro. W ostatnich tygodniach, a nawet dniach – sądząc po wypowiedziach ich przedstawicieli – najwyraźniej nabrał zupełnie nowego wymiaru. Okazało się bowiem, że do decydentów brukselskich dotarła w końcu prawda, o której wielu niezależnych specjalistów mówi co najmniej od kilku lat: chodzi o rosnącą zależność kontynentu od importu z Chin metali ziem rzadkich i elementów do rozwoju czystych technologii, na których próbuje budować swoją gospodarczą; przyszłość Unia Europejska. I co szczególnie istotne – ta zależność była do przewidzenia, bo od lat to Chiny dominują na rynku w; tych kluczowych sektorach, a także kontrolują nie tylko wydobycie ale i przetwórstwo pierwiastków krytycznych. A skoro tak, to też mogą - wzorem polityki Moskwy z minionych dwóch dekad - dyktować warunki, gdy chodzi o dostawy a zatem i ceny. I to robią, co pokazały ostatnie dwa lata, gdy Pekin ograniczał tzw. kwoty eksportowe dla niektórych pierwiastków i minerałów, a firmy europejskie słały listy z prośbą do Brukseli o interwencję.
„Naiwna polityka” wobec Pekinu
O tym, że władze unijne zaczynają, niestety poniewczasie, rozumieć powagę sytuacji, świadczy choćby najnowsze wystąpienie unijnego komisarza ds. klimatu na Uniwersytecie Technicznym w Delfcie w Holandii. Vopke Hoekstra nie tylko przyznał, że Europa zbyt długo przyjmowała „naiwną” postawę wobec polityki Pekinu, ale też stwierdził, że Chiny „osłabiają nasze społeczeństwa poprzez ogromne dotacje państwowe, kradzieże własności intelektualnej, cyberataki i szpiegostwo gospodarcze”.
Działają również na rzecz jeszcze większego uzależnienia nas od kluczowych surowców
– dodał komisarz.
Chińczycy nie mają litości
I przypomniał dane, które już kilka lat temu powinny zaalarmować władze unijne i wszystkich forsujących transformację klimatyczną kontynentu poprzez budowę coraz to większej liczby farm wiatrowych i słonecznych czy przejście na elektromobilność. Komisarz Hoekstra wymienił tylko główne przewagi Chin.
Dominują w 70–90 procentach łańcucha wartości baterii, 90 procentach rafinacji pierwiastków ziem rzadkich i 94 procentach produkcji magnesów potrzebnych do turbin wiatrowych, pojazdów elektrycznych i systemów obronnych
– mówił.
I zarzucił, że Pekin „bezlitośnie wykorzystuje” swoją dominującą pozycję „przeciwko” Unii.
Jeszcze dalej w swojej ocenie chińskiej polityki i jej skutków Wopke Hoekstra poszedł w wywiadzie udzielonym wczoraj portalowi Euronews. Przyrównał bowiem obecne uzależnienie Europy od importu z Państwa Środka do niesławnej zależności kontynentu od dostaw rosyjskiego gazu. A – przypomnijmy – był on stosunkowo tani dla najwierniejszych sprzymierzeńców; i partnerów Moskwy czyli Niemiec, Francji, Włoch, zaś szczególna presja władz w Berlinie (kanclerzy Gerharda Schroedera i Angeli Merkel) na budowę gigantycznego rurociągu z Rosji przez Bałtyk do niemieckiego wybrzeża tylko zwiększała; gazową zależność.
A jednak Europa nie odstąpi od transformacji klimatycznej
Choć teraz Europa mierzy się z zależnością od dostaw chińskich, to nie znaczy wcale, że zmniejszy tempo transformacji. O osłabieniu polityki klimatycznej czyli celu neutralności klimatycznej w połowie wieku nie ma mowy, o czym zapewnił w wywiadzie komisarz Hoekstra. Jego zdaniem Unia musi budować jeszcze więcej wiatraków, paneli i elektryków, mimo że „zależności w wielu dziedzinach stały się po prostu zbyt duże”. I Unia na pewno nie „zakończy handlu z Chinami”. Komisarz uważa, że teraz „wyzwaniem jest rozbudowa europejskiego potencjału — nawet jeśli w krótkiej perspektywie będzie się to wiązać z wyższymi kosztami”.
A to w praktyce sygnał, że za tę rozbudowę europejskiego potencjału zapłacą wszyscy Europejczycy, bo technologie rodzime są i jeszcze (biorąc pod uwagę różnice choćby w kosztach energii i siły roboczej) znacznie droższe od chińskich. Zatem wszyscy w Unii powinni przygotować się na jeszcze wyższe koszty rewolucji energetycznej (transformacji) mimo, że już pochłonęła setki miliardów euro. A powodem jest między innymi; fakt, że fani polityki klimatycznej w Brukseli przez kilka lat nie zauważyli, że Chiny budują dominację w czystych technologiach i minerałach krytycznych.
Przypomnijmy, że na osiągnięcie celu na 2050 rok, który sztywno wyznaczyła sobie Unia Europejska, potrzebne będą biliony euro, choć Europa odpowiada zaledwie za około 7 procent globalnych emisji. Ani rząd Chin, na które przypada 30 proc. emisji, ani Indii i USA zajmujących pod tym względem kolejne pozycje pod względem wielkości emisji, celu neutralności klimatycznej nie wyznaczyły.
