Unia Europejska nie może istnieć bez długuUnia Europejska nie może istnieć bez długu
Wakacje w instytucjach UE się kończą, problemy zaczynają. Dlatego przewodniczący Rady Europejskiej António Costa, socjalista, były portugalski premier, któremu afera w jego rządzie przerwała karierę w rodzimym kraju w 2024 r., rozpoczyna właśnie objazd stolic UE. Sprawnie działający lewicowo–liberalny układ w UE na otarcie łez, po utracie premierostwa, dał mu stanowisko, też jeszcze w 2024 r.
Wizyty te są potrzebne, żeby zbudować większość dla propozycji budżetu przedstawionego do konsultacji przez Ursulę von der Leyen, szefową Komisji Europejskiej na lata 2028-2034. Wiele wskazuje na to, że na razie oficjalnie nic nie jest przesądzone, czyli ani wielkość budżetu, ani wysokość składek krajowych, ani nowe zasoby własne, czyli nowe podatki unijne, mające dostarczyć świeżych pieniędzy na spłatę blisko 700 miliardowej pożyczki na ratowanie UE po pandemii.
Sytuacja wygląda na skomplikowaną tym bardziej, że od 1 stycznia 2028 r., potrzebne będą pieniądze na realizacje programów UE i zarazem trzeba będzie spłacać pożyczkę zaciągniętą na Krajowe Plany Odbudowy wysokości ok 30-35 miliardów euro rocznie aż do roku 2058.
Komisarz do spraw budżetu Piotr Serafin jasno informuje wszystkich, że jeśli nie będzie nowych dochodów, czyli nowych podatków, to będzie mniej pieniędzy do podziału, bo UE musi spłacać dług, żeby być wiarygodnym pożyczkobiorcą.
Wakacyjna bomba Draghiego
Trudną sytuację UE komplikują konszachty europejskich bogaczy: Niemiec, Austrii, Danii, Holandii, którzy nie dość, że nie chcą pozwolić na podwyższenie składki poszczególnych państw do budżetu UE, to jeszcze żądają cięć w przedłożonym przez Komisję Europejską projekcie budżetu wynoszącym dwa biliony euro. Blok obecnie rządzący UE przerażony jest też perspektywa wyników wyborczych w 2027 roku, kiedy to elektoraty m. in., w Hiszpani, we Włoszech czy Polsce lub podczas wyborów prezydenckich we Francji wybiorą nowe władze, które mogą zablokować zatwierdzenie nowego budżetu na siedem następnych lat, gdy nie uda się zamknąć tej sprawy w 2026 roku.
Tymczasem wakacyjną bombę odpalił właśnie były szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, doradca Ursuli von der Leyen, który powołał do życia nowy ośrodek myśli, „Rhine Group” z siedzibą w Szwajcarii, który zamierza, wspierany przez 55 ekonomistów i biznesmenów, lobbować za wszystkim tym, co pomoże uniezależnić się Unii Europejskiej od USA i Chin. Krytycy tej inicjatywy obawiają się, że M. Draghi będzie kreował postulaty i priorytety pod adresem UE bez uwzględnienia całości UE. Było to widać już przy jego raporcie z 2024 roku, buńczucznie wspieranym przez Komisję Europejską w którym pominięto gospodarczą sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Podobnie postąpił również teraz, o czym świadczy skład personalny tego think tanka, w którym nie ma ani jednego ekonomisty z Polski. Inicjatywa ta jest szeroko komentowana, bo wspiera ją irlandzki miliarder Patrick Collison znany ze stworzenia globalnej platformy obsługującej płatności online dla firm internetowych. W UE powstaje więc środowisko lobbingowe nakierowane na pomoc ,,starej UE”, bez odniesienia do posowieckich krajów.
Narasta bunt wobec unijnego układu
Zatem po przerwie wakacyjnej Unia Europejska wystartuje pod presją starych zaniechań i obarczona:
- drożyzną w obszarze energii,
- zaprogramowanym zwalczaniem USA,
- słabnącą gospodarka Niemiec, na czym korzysta skrajna Alternatywa dla Niemiec, promująca hasła wyjścia ze strefy Schengen i strefy euro,
- długiem publicznym w stosunki do PKB podobnym do tego jaki Europa miała pod koniec II wojny światowej,
- potrzebami pożyczkowymi na obronność,
- drogo kosztującą firmy i gospodarstwa domowe dekarbonizacją,
- przestarzałą administracją, która wymyśla nowe polityki, a nie analizuje zarządzania pieniędzmi powierzanymi UE,
- krytycznymi raportami Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, który wytyka Komisji Europejskie nieefektywne wydatki,
- słabymi wynikami RRF (Instrument na Rzecz Odbudowy i Rozwoju), a wręcz zmarnowanymi pieniędzmi z pożyczki, którą trzeba będzie spłacać od 2028 r.,
- koniecznością kolejnych emisji długu, w czym UE dogania pierwsze na tej niechlubnej liście Chiny!
- widmem nowych podatków od paliw domowych i samochodowych (ETS2), tytoniu, elektrośmieci i wielkich firm.
Rolowanie problemów w nieskończoność jest tylko tymczasową receptą na trwanie obecnego unijnego układu. Bunt przeciw niemu narasta, szczególnie wśród euro realistów, których przybywa, bo sam dług to nie tylko kwestia księgowości, ale także zaufania rynków i wyborców do rządzących.
