Norwegia nie chce być dłużej „zieloną baterią” dla EuropyNorwegia nie chce być dłużej „zieloną baterią” dla Europy
Norwegowie najwyraźniej mają dość wspierania Unii Europejskiej swoją tanią energią i nie będą już budować żadnych kabli podmorskich, by zwiększyć jej eksport. Powód jest oczywisty – wymiana handlowa powoduje wyższe rachunki.
Jeśli władze unijne liczyły na dalszą integrację norweskiego systemu energetycznego z europejskim, to muszą skorygować oczekiwania. Władze w Oslo uznały, że nie ma to uzasadnienia, a wcześniejszą strategię w tym zakresie za po prostu nieaktualną. Mówił o tym w wywiadzie dla agencji Reuters minister energii Terje Aasland. Założenie, że Norwegia będzie „zieloną baterią” dla Starego Kontynentu nazwał wręcz koncepcją „wadliwą” i przestarzałą”. - To był chybiony pomysł – dodał.
Norwegia chce mieć tani prąd, a nie dopłacać do Europy
Choć minister nie powiedział wprost o tym, iż skutkuje wysokimi rachunkami za energię dla Norwegów, to jednak jest to powód rezygnacji z budowy kolejnych interkonektorów do Unii i Wielkiej Brytanii.
Problem cen jest kluczowy w tym kontekście. Bowiem doświadczenia ostatnich dwóch lat pokazują, że ta integracja i wymiana handlowa z kontynentem zwyczajnie nie zawsze jest korzystna. Zdarzało się np. że duże wahania cen energii elektrycznej w Europie niejako „przeniosły się” do Norwegii i uderzyły po kieszeni mieszkańców niektórych regionów. Minister Aasland argumentuje, że Norwegia sama nie jest w stanie zrównoważyć europejskiego rynku energii.
Norwegia bazuje niemal wyłącznie na taniej energii odnawialnej i pełniła często rolę stabilizatora dostaw do północnej Europy, poprzez połączenie Nord Link z Niemcami oraz Skaggerak 1 i 2 do Danii. Szczególnie w okresach, gdy produkcja energii z wiatraków na kontynencie była zbyt słaba. Ale gwałtowne skoki cen energii, jakie zdarzały się w ostatnich latach zniechęciły nie tylko polityków, lecz przede wszystkim obywateli do szerszej integracji systemów. Nawet badania opinii pokazały w 2024 roku, że 60 proc. respondentów sprzeciwia się budowie nowych połączeń międzysystemowych, a powodem są właśnie obawy o rosnące ceny.
Kryzys rządowy wywołany przez skok cen prądu
Przypomnijmy, że gwałtowny skok cen prądu na południu kraju w grudniu 2024 roku - z powodu problemów z energetyką wiatrową w Niemczech - miał poważne skutki polityczne, bo pośrednio przyczynił się do upadku rządu w Oslo. W tle sporu politycznego były unijne plany budowy dodatkowych połączeń ze Skandynawią. Nowy premier Jonas Gahr Store odrzucił wszelkie nowe propozycje dotyczące połączeń międzysystemowych przed 2029 r. i wprowadził nawet stałą cenę energii elektrycznej w wysokości 400 NOK/MWh (34 EUR/MWh) dla gospodarstw domowych, aby przeciwdziałać wahaniom cen. Ogłosili to w styczniu 2025 roku w Oslo wspólnie premier i minister energii Terje Aasland.
Wypowiedzi dla agencji Reuters tylko potwierdzają, że ten kurs
zostanie utrzymany, choć Oslo wspierało i wspiera nadal unijną politykę klimatyczną, mimo że Norwegia nie jest członkiem Wspólnoty. Niestety, energia elektryczna w Unii jest bardzo droga, a odnawialne źródła póki co nie zapewniają obniżki cen i zależą od pogody, dlatego konieczne jest utrzymanie elektrowni konwencjonalnych – szczególnie opalanych gazem. Droga energia negatywnie wpływa na konkurencyjność wielu przedsiębiorstw przemysłowych.
