Nawrocki i Krajewski na Jasnej Górze. Co wiedzą rolnicy?Prezydent Nawrocki entuzjastycznie przywitany przez rolników na Jasnej Górze, a minister Krajewski - bardzo chłodno
Już od wielu lat w pierwszą niedzielę września na Jasnej Górze odbywają się ogólnopolskie dożynki – tym razem pod hasłem „Do Maryi, pierwszej nauczycielki” – w których udział wzięli prezydent Karol Nawrocki i minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Prezydenta Nawrockiego tysiące rolników zgromadzonych na jasnogórskich błoniach przywitało niezwykle entuzjastycznie, przez kilka minut wznosząc okrzyki: „Karol, Karol!”, nie pozwalając mu nawet rozpocząć przemówienia. Z kolei ministra Krajewskiego rolnicy przywitali niezwykle chłodno, bo przecież reprezentuje rząd, który dla rolników nie zrobił nic – mimo niesłychanie trudnego roku, bardzo trudnych warunków atmosferycznych od momentu zasiewów aż po zbiory, a także wręcz skrajnie niekorzystnych warunków ekonomicznych: niezwykle niskich cen płodów rolnych i bardzo wysokich kosztów produkcji, w szczególności nawozów i paliw.
"Ręce precz od polskiej ziemi!"
Prezydent najpierw podziękował rolnikom za plony i za chleb w każdym polskim domu, i dodał, że u stóp Królowej Polski, Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, na Jasnej Górze z głębi serca dziękuje „za polską wieś i za polskich rolników”. Mówił także, że dziś polski rolnik jest gwarancją bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej – bezpieczeństwa żywnościowego, bez którego nie ma suwerenności. Podkreślił przy tym, że rolnicy są nie tylko producentami żywności, ale również strażnikami polskiej ziemi i naszego dziedzictwa kulturowego. W tym kontekście przypomniał jedną ze swoich pierwszych inicjatyw ustawodawczych, dotyczącą zakazu sprzedaży polskiej ziemi i wydłużenia tego zakazu do 10 lat, mocno podkreślając swoje stanowisko w tej sprawie, wyrażone zdecydowanym zawołaniem: „Ręce precz od polskiej ziemi!”.
Skrytykował także politykę klimatyczną Unii Europejskiej, która szkodzi europejskiemu rolnictwu, a także umowy handlowe z krajami trzecimi, w tym z krajami Mercosuru, które niestety poświęcają interesy europejskiego rolnictwa na rzecz interesów europejskiego przemysłu.
Rolnicy wiedzą, że Krajewski ich oszukał
Natomiast przemówienie ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego zostało przyjęte bardzo chłodno, ponieważ rolnicy już doświadczyli skutków polityki rządu Tuska oraz braku jakiejkolwiek pomocy w sytuacji, kiedy warunki gospodarowania w rolnictwie są skrajnie trudne. Przypomnijmy, że minister Krajewski parokrotnie zapewniał rolników, że tegoroczna pomoc nawozowa wyniesie 500 zł na hektar gruntów rolnych, a dodatkowa pomoc paliwowa w postaci zwiększonego zwrotu akcyzy w paliwie rolniczym zostanie zwiększona o 52 grosze (z obecnych 1,48 zł do kwoty 2 zł za litr zużytego oleju napędowego).
Teraz okazało się, że minister ma na ten cel kwotę zaledwie 859 mln zł, na co składa się 66,6 mln euro (czyli około 286,2 mln zł), które Polska otrzymała od Komisji Europejskiej z rezerwy kryzysowej w unijnym budżecie, a także 200% tej kwoty (czyli ok. 572,4 mln zł) pochodzącej z polskiego budżetu. To są wszystkie środki, które ma do dyspozycji minister rolnictwa – zarówno jeżeli chodzi o wypłatę pomocy nawozowej, jak i pomocy paliwowej. Jednak nawet zgrubne wyliczenia wskazują, że tych środków jest stanowczo za mało, żeby taką pomoc wypłacić. Do tej pory zresztą tej pomocy nie wypłacono. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że środki, którymi minister dysponuje, w żaden sposób nie wystarczą na wywiązanie się z tych obietnic, a więc minister świadomie oszukuje rolników.
W sprawie wysokości pomocy nawozowej i paliwowej minister Krajewski oszukał polskich rolników, a o pomocy związanej ze skutkami wiosennych przymrozków, a nawet mrozów, a także suszy, na razie w ogóle nic nie słychać. A przecież oszacowane tylko wstępnie przez Związek Sadowników szkody przymrozkowe, zaprezentowane na komisji rolnictwa, w przypadku jabłek (zarówno konsumpcyjnych, jak i przemysłowych) wyniosły aż ok. 3,5 mld zł, a w przypadku truskawek ponad 800 mln zł. Z kolei w przypadku wielu sadów czereśniowych i wiśniowych, a także plantacji malin i borówek, szkody sięgały często 100% spodziewanych zbiorów. Ponieważ we wszystkich tych rodzajach owoców Polska jest ich czołowym producentem w Europie, oznacza to kolejne setki milionów złotych strat w skali całego kraju. Jeszcze w czerwcu na komisji rolnictwa wiceminister Małgorzata Gromadzka poinformowała, że minister Krajewski wystąpił do unijnego komisarza ds. rolnictwa z informacją o przymrozkach w Polsce i że w związku z tym, po oszacowaniu strat, nasz kraj wystąpi o pomoc finansową z unijnej rezerwy kryzysowej w ramach funduszy WPR.
Jednak ponieważ unijna pomoc będzie zaledwie symboliczna i wyniesie kilkanaście milionów euro (w 2025 roku była to kwota 14 mln euro), to nawet z wynoszącą 200% pomocą krajową będzie to zaledwie ok. 180 mln zł. W stosunku do poniesionych strat będą to środki niewspółmierne, więc zapewne resort w ogóle tej pomocy nie uruchomi. Rolnicy już wiedzą, że zostali oszukani w sprawie pomocy nawozowej – wszystko wskazuje bowiem na to, że ta pomoc może wynieść zaledwie kilkadziesiąt złotych do hektara, a nie 500 zł, jak parokrotnie obiecywał minister Krajewski. Co więcej, część z nich w ogóle odejdzie z kwitkiem od biurek urzędników ARiMR, bowiem przy zastosowaniu zasady „kto pierwszy, ten lepszy” środków pomocowych szybko zabraknie. Kwota 860 mln zł jest bowiem 3–4-krotnie mniejsza niż ta rzeczywiście wypłacona w latach 2022–2023, jeszcze przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. W tej sytuacji trudno się dziwić, że prezydent Karol Nawrocki jest przyjmowany przez rolników entuzjastycznie, a minister rolnictwa Stefan Krajewski – bardzo chłodno.
