Z dużej chmury mały deszcz, czyli pozorna reforma ETSZ dużej chmury mały deszcz, czyli pozorna reforma ETS

Bój o złagodzenie ETS-u, czyli kosztownego systemu handlu emisjami wchodzi w Unii w decydującą fazę. Ma strategiczne znaczenie dla Polski ze względu na olbrzymie koszty dla energochłonnego przemysłu i energetyki. Propozycje przedstawiają Niemcy – Ursula von der Leyen, która wstępnie zaproponowała reformę ETS, i niemiecki poseł z Peter Liese – sprawozdawca Europarlamentu i od lat zwolennik systemu podatku od emisji.
Peter Liese dziś oficjalnie przedstawia w Brukseli własną koncepcję zmian w systemie handlu emisjami, które – według ostatnich doniesień medialnych – są nieco korzystniejsze dla obywateli i biznesu od wstępnych założeń autorstwa Komisji Europejskiej. Jednak szczegóły i ostateczny kształt reformy ustalą nie tylko dwie instytucje europejskie (Europarlament i KE), ale także w ramach dalszych negocjacji kraje członkowskie. Kłopot polega jednak na tym, że opinie w sprawie reformy ETS są podzielone, a zwolenników polityki klimatycznej, pomimo horrendalnych kosztów z jakimi się wiąże dla społeczeństw i gospodarki, ciągle jest bardzo wielu. Na dodatek należy spodziewać się, że tak dla sprawującego teraz prezydencję w UE rządu Irlandii, jak i Niemiec, Hiszpanii czy Francji dogłębna reforma ETS-u nie ma tak istotnego znaczenia, jak choćby dla Polski, gdzie energetyka opiera się na węglu i gazie, i gdzie strategicznym składnikiem gospodarki jest wiele zakładów w branżach energochłonnych:cementowej, hutniczej, papierniczej, chemicznej czy nawozowej.
Projektant systemu ETS ma też go teraz reformować
Poseł Liese to weteran ETS, on wprowadzał ten system, więc nie ma szans, by faktycznie chciał go zreformować. Tym bardziej, że w reformie nie chodzi tylko o wskaźniki, ale o mechanizm warunkowości, który ma obowiązywać, gdy chodzi o wsparcie na inwestycje i darmowe pozwolenia. Będą mogły na to liczyć te przedsiębiorstwa, które nie tylko zobowiążą się do inwestycji dekarbonizacyjnych, ale władze unijne je zatwierdzą i uznają za wykonane
– mówi była minister klimatu i środowiska Anna Łukaszewska-Trzeciakowska.
Zdaniem Anny Łukaszewskiej-Trzeciakowskiej to kolejny bardzo niepokojący dowód na to, że władze unijne chcą pod każdym pretekstem rozszerzać swoje kompetencje i roszczą sobie prawo do oceny decyzji inwestycyjnych prywatnych firm.
Podatek klimatyczny uderza w polski przemysł
Przypomnijmy, że ETS jest swoistym podatkiem węglowym, który musi płacić tak energetyka jak przemysł ciężki (emitenci); ETS ma za zadanie skłonić ich do dekarbonizacji. Muszą bowiem kupować pozwolenia na emisje CO2, a ich cena w ostatniej dekadzie znacząco wzrosła – 10 lat temu za tonę CO2 płacono poniżej 10 euro, a cztery lata później – już ponad 20 euro. Jednak w kolejnych latach ceny a wraz nimi i koszty dla przedsiębiorstw poszły gwałtownie w górę i obecnie tona CO2 wyceniana jest na blisko 86 euro.
Właśnie to obciążenie finansowe i presja na dekarbonizację w powiązaniu z wyjątkowo drogą energią tak nadwerężyły kondycję przemysłu w Europie, że Komisja Europejska postanowiła cały system ETS nieco złagodzić. Szczególnie, że wielkimi krokami zbliża się termin, gdy uprawnień do emisji na rynku ma być coraz mniej, a co za tym ich cena jeszcze bardziej i szybciej by rosła. Po reformie EU ETS redukcja liczby uprawnień ma zostać opóźniona, a pozwolenia na CO2 mają być w mniejszym rozmiarze wycofywane co roku. Poseł Liese proponuje obniżenie rocznego tempa redukcji limitu (tzw. liniowy współczynnik redukcji) do 3,4 proc. na początku lat 2030 a Komisja Europejska - 3,7 proc. Zaś po 2035 roku ten wskaźnik miałby wynosić 2,3 proc. (a według KE - 1,7 proc.). Łagodniejsze podejście, proponowane przez niemieckiego eurodeputowanego byłoby w najbliższych latach korzystniejsze dla przemysłu. Ale później ten efekt byłby już mniej korzystny.
Z dużej chmury mały deszcz
Anna Łukaszewska-Trzeciakowska uważa, że proponowana reforma EU ETS nie przyniesie żadnych efektów. Bo gdyby o takie chodziło, to Komisja Europejska nie wywierałaby tak silnej presji na jak najszybsze wynegocjowanie i zatwierdzenie zmian w systemie, zaś sam poseł Liese przedstawiłby dalej idące i lepiej przygotowane propozycje.
Niestety szumnie zapowiadana reforma ETS ma zwyczajnie wymiar polityczny, a szybkie jej zatwierdzenie to odpowiedź na przyszłoroczny kalendarz wyborczy
– mówi.
Komisja Europejska obawia się radykalnej zmiany opcji politycznej w kilku dużych krajach Unii – nie tylko w Polsce ale także w Hiszpanii czy Francji i w efekcie odrzucenia przez nowe rządy nie tylko ETS-u, ale też całego planu budżetowego na lata 2028-2034
– ocenia Anna Łukaszewska-Trzeciakowska.
