To ma być teraz największy kłopot Niemców? Ten artykuł wywołał burzęFILIPCZYK: To ma być teraz największy kłopot Niemców? Artykuł w prestiżowym dzienniku wywołał burzę
Kiedy spojrzy się na nagłówki niemieckich gazet ekonomicznych, obraz nie napawa optymizmem: kryzys przemysłu motoryzacyjnego, rosnące koszty energii, wyzwania związane z bezpieczeństwem czy pękający w szwach system socjalny. Wydawać by się mogło, że to właśnie te tematy powinny bez reszty absorbować tamtejszą opinię publiczną i media głównego nurtu. Nic bardziej mylnego. W niemieckiej prasie opiniotwórczej – takiej jak monachijska „Süddeutsche Zeitung” – nie brakuje miejsca na zupełnie inne, „fundamentalne” dylematy współczesności. Jednym z nich staje się instruktaż i rozważania nad tym, jak skomplikowane i pełne barier bywa dziś... „queerowe randkowanie”.
Od etykiety do ideologicznego labiryntu
Artykuły pochylające się z powagą nad doświadczeniami osób ze środowisk LGBT na rynku matrymonialnym starają się przekonać czytelnika, że zwykłe wyjście na kawę czy do restauracji stało się operacją wysokiego ryzyka. Mowa tu o nieustannym balansowaniu między odpowiednimi zaimkami, analizowaniu poziomów „uprzywilejowania”, lęku przed mikroagresjami czy trudnościach w odnalezieniu się w stale rosnącym katalogu tożsamości.
To, co kiedyś opierało się na naturalnej chemii, rozmowie i wzajemnym szacunku, w optyce wielkomiejskich publicystów zza Odry staje się kolejnym polem do socjologicznej dekonstrukcji. Zamiast prostego pytania: „Czy do siebie pasujemy?”, pojawia się potrzeba tworzenia całych poradników tłumaczących, jak nie popełnić ideologicznego faux pas już przy pierwszym drinku.
Problemy pierwszego świata w pełnej krasie
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z klasycznym syndromem tzw. „problemów pierwszego świata”. Kiedy społeczeństwo przez dekady żyje we względnym dobrobycie i stabilności, uwaga elit przenosi się z twardych realiów życia codziennego na poziom hiperindywidualistycznych niuansów.
Dla przeciętnego zjadacza chleba – czy to w Polsce, czy nawet na prowincji w Niemczech – który każdego dnia zmaga się z inflacją i kosztami życia, roztrząsanie „barier w komunikacji inkluzywnej na randkach” brzmi jak relacja z innej planety. A jednak dla lewicowo-liberalnych środowisk to właśnie takie tematy stanowią jądro współczesnej debaty o wolności i samorealizacji.
Odrzucenie prostoty
Konserwatywny obserwator widzi w tym zjawisku coś więcej niż tylko medialną ciekawostkę. To objaw postępującej komplikacji relacji międzyludzkich na własne życzenie. Zastępowanie tradycyjnych kodów kulturowych – które przez wieki porządkowały relacje między ludźmi – sztucznym, akademickim żargonem prowadzi w prostej linii do jeszcze większego wyobcowania i samotności.
Zamiast swobody, nowoczesne podejście do randkowania serwuje kolejny zestaw reguł, z których każda może stać się powodem do oskarżenia o brak wrażliwości. Pozostaje postawić pytanie: czy rozkładanie relacji damsko-męskich i partnerskich na czynniki pierwsze w imię postępu rzeczywiście pomaga komukolwiek znaleźć szczęście, czy jest jedynie publicystycznym wypełniaczem dla wielkomiejskich elit, które dawno straciły kontakt z rzeczywistością?
