Domagając się reparacji Polska normalizuje stosunki z NiemcamiDomagając się reparacji Polska nie zaognia stosunków z Niemcami, tylko je normalizuje, czego nie chce uznać Donald Tusk

Tusk i Niemcy.webp
Donald Tusk/flaga Niemiec / fot. Fratria
FacebookTwitter

Żądanie reparacji to swego rodzaju „hak" na niemiecką nieodpowiedzialność i nieprzewidywalność, które w przeszłości wielokrotnie się ujawniały.

Donald Tusk jak katarynka od co najmniej pięciu lat powtarza, że w czasie wojny na Ukrainie wskazywanie na jakiekolwiek niebezpieczeństwa płynące z Zachodu, a szczególnie z Niemiec, jest szaleństwem. Bo wróg jest na wschodzie, a nie na zachodzie. To narracja dla intelektualnie ociężałych, choć emocjonalnie wzmożonych i fizycznie nakręconych. Bo tu nie chodzi o Zachód, tylko o Niemcy i ich wizję przyszłego (docelowego) kształtu Unii Europejskiej (Europy). I chodzi o to, że właściwie wszystkie propozycje Niemiec są także jakąś formą blokowania (najlepiej po wsze czasy) wypłaty reparacji dla Polski.

Mimo zawarcia 12 września 1990 r. „umowy końcowej w sprawie Niemiec (tzw. traktat 2+4), mimo podpisania 14 listopada 1990 r. polsko-niemieckiego traktatu granicznego, wejścia Polski do NATO (12 marca 1999 r.) oraz wstąpienia Polski do Unii Europejskiej (1 maja 2004 r.), dopiero 1 września 2022 r. Niemcy zostały skonfrontowane z prawdą. Właśnie wtedy opublikowano „Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej". Za raportem poszło wystąpienie do rządu w Berlinie o reparacje.

Wbrew temu, co mówią obecnie rządzący w Polsce, raport i wynikające z niego reparacje nie zaogniają stosunków z Niemcami, lecz przypominają Niemcom ich miejsce, odpowiedzialność i zobowiązania. To jest swego rodzaju „hak" na niemiecką nieodpowiedzialność i nieprzewidywalność, które w przeszłości wielokrotnie się ujawniały. I ten „hak" pojawił się w momencie, gdy Polska stała się silna gospodarczo, konkurencyjna, w szybkim tempie odrabia cywilizacyjne zapóźnienia, a w wielu miejscach Polacy żyją już na europejskim poziomie. Coraz więcej rodzajów nowoczesnych usług, np. bankowych, zdrowotnych, administracyjnych jest w Polsce znacznie wyżej rozwiniętych niż w Niemczech.

Niemcy to nadal mocarstwo ekonomiczne (czwarta gospodarka świata), ale nie są już one mocarstwem w innych aspektach, choćby militarnym, zaś działające na rzecz mocarstwowości związki z Rosją musiały zostać zerwane po jej ataku na Ukrainę, choć nie zostały skompromitowane, więc znowu w Niemczech tylko czekają na szybki powrót do tego, co było przez dekady. W stosunku do Polski zazwyczaj Niemcy stosowały politykę korumpowania elit i zastraszania społeczeństwa.

Po 1989 r. wielokrotnie podnoszono w Niemczech nie kwestie reparacji dla Polski, ale niemieckich roszczeń dotyczących przyznanych Polsce podczas Konferencji Poczdamskiej terenów należących przed wojną do Niemiec oraz podjętych wtedy decyzji o przesiedleniach ludności niemieckiej z terenów Czechosłowacji, Polski i Węgier. Robił to m.in. Związek Wypędzonych, którego liderzy byli posłami do Bundestagu i najczęściej członkami CDU. Polskę straszono nawet militarnym rozwiązaniem w kwestii granicy polsko-niemieckiej, choć polsko-niemiecki traktat z 14 listopada 1990 r. uwzględniał ważność wszystkich dotychczasowych umów i aktów prawnych między Polską, a NRD i RFN (z lat 1950, 1951, 1970 i 1989).

Polska nie dokonała aneksji niemieckich ziem, lecz wskutek niemieckiej agresji, wojny i okupacji Rosja, czyli do 22 czerwca 1941 r. sojusznik III Rzeszy, w porozumieniu ze zwycięskimi mocarstwami (USA, Wielką Brytanią i Francją) zajęła należące do Polski tereny (48 proc. przedwojennego obszaru RP – 178 tys. km kwadratowych), za co nasz kraj otrzymał rekompensatę w postaci tzw. ziem odzyskanych. Niepełną rekompensatę, gdyż ostatecznie utraciliśmy 77 tys. km kwadratowych terytorium. Winę za te zmiany terytorialne ponoszą Niemcy, bo to rozpętana przez nie wojna do tego doprowadziła, a konferencja w Poczdamie to tylko potwierdziła.

Niemcy wciąż nie rozliczyły się ze ścisłej współpracy z Rosją w dziedzinie energetyki: Nord Stream 1 i 2, przejmowanie niemieckiej infrastruktury przez rosyjskie firmy, uczynienie z Niemiec hubu energetycznego dla całej UE, co uzależniałoby wszystkie inne państwa, w tym Polskę od rosyjskich surowców energetycznych dystrybuowanych przez Niemcy. I układ niemiecko-rosyjski w tej dziedzinie może jeszcze zostać odtworzony.

Niemcy usiłują utrzymać Polskę w stanie zależności, nawet w jakimś sensie kolonialnej, w czym pomaga im rządząca koalicja 13 grudnia, z Donaldem Tuskiem na czele. Zawsze, gdy Tusk pełni funkcję premiera, Polska nie stanowi dla Niemiec żadnej przeszkody w forsowaniu jej wizji funkcjonowania i przyszłości Unii Europejskiej, a nawet jest głównym pomocnikiem Berlina. Bez żadnych praw, a jedynie za poklepywanie po plecach i nic nieznaczące komplementy. Rządy Tuska regularnie ubezwłasnowolniały Polskę w stosunkach z Niemcami. A jeśli powstanie europejskie superpaństwo zdominowane przez Niemcy, Polska będzie tylko jedną z prowincji – niemiecką bądź peryferyjną. W istocie toczy się obecnie walka o to, żeby Niemcy mogły decydować o Polsce i za Polskę, i o to, by nasz kraj wchodził w lenną zależność od zachodniego sąsiada.

Nie jest niespodzianką, że polityka wschodnia Tuska i Sikorskiego ponosi klęskę w konfrontacji z niemiecką polityką wschodnią. A najistotniejszym elementem wschodniej polityki Niemiec jest sformułowana w 1915 r. idea Mitteleuropy. Choć we współczesnej niemieckiej polityce żadna ważna siła polityczna oficjalnie nie odwołuje się do idei „Mitteleuropy" w jej oryginalnym, imperialnym czy geopolitycznym rozumieniu sformułowanym w książce Friedricha Naumanna „Mitteleuropa", to przez dekady, jakie minęły od zjednoczenia Niemiec (3 października 1990 r.) jest ona z różną intensywnością realizowana.

Wprawdzie sam termin stał się w Niemczech pojęciem tabu w dyskursie geopolitycznym ze względu na kontekst historyczny (I wojna światowa, a później wypaczenie tej idei przez III Rzeszę), ale nie są tabu działania na rzecz Mitteleuropy. Mówili o tym m.in. uczestnicy konferencji „Mitteleuropa- czy to tylko historia?" zorganizowanej 14 czerwca 2023 r. przez Instytut Pileckiego. Prof. Bogdan Musiał nazwał wtedy koncepcję Friedricha Naumanna „cywilizowanym imperializmem" i dowodził, że jest ona przez Niemcy realizowana w Europie Środkowej i Wschodniej po 1990 r. „Współczesnym środkiem do celu określonego w 1915 r. przez Naumanna jest oddziaływanie poprzez różne instytucje, fundacje i inne organizacje współpracy oraz wychowanie i podporządkowanie swoim interesom pewnej części politycznych elit, które realizują niemiecką wizję w Polsce i innych krajach regionu. De facto koncepcja realizowana po 1990 r. się powiodła" - stwierdził prof. Bogdan Musiał, dodając, że „Polska została częściowo skolonizowana".

„Według Naumanna liczyło się przede wszystkim zachowanie przez Niemcy wpływu i kontroli nad regionem. Polaków nie należało germanizować, ale wpływać na nich kulturowo. Z uczestnikami debaty [w Instytucie Pileckiego] zastanawiamy się, czy w naszych czasach nie mamy do czynienia z nową wersją, rodzajem 'Mitteleuropy 2.0'' – mówił prof. Grzegorz Kucharczyk. „Warto zastanowić się, czy obecnie, na naszych oczach nie realizuje się wizja Naumanna - budowania hegemonii Niemiec bez drastycznych metod, za to z użyciem tzw. soft power" - dodał. „Książka Naumanna to projekcja tego, co Niemcy powinny zrobić, by zająć miejsce w koncercie mocarstw - stać się imperium, które porównywał z imperium brytyjskim i rosyjskim - mówił prof. Hieronim Grala z Uniwersytetu Warszawskiego.

Coraz powszechniejsze są głosy, że silna integracja Unii Europejskiej pod przywództwem Berlina realizuje w sposób pokojowy i metodami ekonomicznymi to, co Naumann zakładał ponad 100 lat temu – federację państw zdominowanych politycznie i kulturowo przez Niemcy. A w przyszłości także militarnie, skoro to Niemcy zamiast USA mają nieść ciężar konwencjonalnej obrony Europy. A w Berlinie już coraz mniejsze są obawy, że nawiązanie do geopolitycznego konceptu Mitteleuropy spotkała się z oskarżeniem o rewizjonizm i imperializm.

Dla Polski płyną oczywiste wnioski z realizowania przez współczesne Niemcy konceptu Mitteleuropy, szczególnie gdy Berlin wciąga do niego Ukrainę, która miałaby robić w przyszłości to, co Niemcom nie wypada, głównie z powodów historycznych. Wniosek podstawowy: żadnej Mitteleuropy pod niemieckim butem, niezależnie od tego, czy zostanie to przedstawione jako nowa, lepsza, bo bardziej zintegrowana forma istnienia Unii Europejskiej. Zawsze, gdy Niemcy robiły coś „dla Europy" oznaczało to wyłącznie kłopoty, a nawet niewyobrażalne zbrodnie.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.