Mickiewicz i dzicz kudłataMickiewicz i dzicz kudłata

MK4_scwwr_2020_ggg_DSC08711.webp
Popiersie Adama Mickiewicza (Fot. Fratria)
FacebookTwitter

Kiedy w 2020 roku Rosja zaatakowała wprost Ukrainę, wielu ludzi Zachodu, nie tylko z Europy, nadal twierdziło, że Polacy cierpią na rusofobię. Twierdzili i nadal tak twierdzą, sami Rosjanie. Po dłuższym czasie świat w większości przyznał nam rację – Rosja jest zagrożeniem dla pokoju na całym świecie.

Czy była nią od zawsze? Tu zdania są podzielone, bo na przykład taki, wiecie rozumiecie, Stalin był w pewnym okresie sojusznikiem Wolnego Świata. Czy będzie nią zawsze? Tu pewności jest więcej – musimy wrócić do handlu z Rosją i próbować włączać ten wielki kraj do europejskich struktur. Ale większość Polaków nadal wie swoje, nadal nie ma złudzeń co do istoty tego „geograficznego potwora” – jak pisał o Rosji Mochnacki – i nie wierzy, że cokolwiek może się w tym względzie zmienić. Związek Radziecki, Federacja Rosyjska, Rosja to „cywilizacja turańska” jak pisał Koneczny. Ci, co przeżyli „wyzwolenie” w 1944 roku i nawet nie czytali Mochnackiego ani Konecznego, mówili krótko: „dzicz kudłata” i tę swoją ludową mądrość, opartą na doświadczeniu, starali się przekazać następnym pokoleniom. To wyjątkowe - i moim zdaniem zasadnicze dla przyszłości wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski - narodowe porozumienie jest jednak przede wszystkim oparte na zestawie lektur obowiązkowych przeznaczonym dla dzieci w szkołach podstawowych i młodzieży w szkołach średnich. To nie żart.

Przypominajka z podstawówki

(…)

Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?

Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?

Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,

Król wielki, samowładnik świata połowicy.

Zmarszczył brwi, - i tysiące kibitek wnet leci;

Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci;

Skinął, - padają knuty od Niemna do Chiwy.

Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!

Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,

Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże:

Warszawa jedna twojej mocy się urąga,

Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,

Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,

Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

 

Car dziwi się - ze strachu drżą Petersburczany,

Car gniewa się - ze strachu mrą jego dworzany;

Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara

Jest car. - Car gniewny: umrzem, rozweselim cara.

(…)

Gdyby Reduta Ordona Adama Mickiewicza nie była obecna w zestawie lektur obowiązkowych w czasach, gdy kończyłem naukę w szkole podstawowej i gdyby pan nauczyciel od polskiego nie wymagał ode mnie znajomości tego tekstu na pamięć, to nie mógłbym go „z głowy” recytować kilku uchodźcom z Ukrainy w pewnym podwarszawskim mieszkaniu na jesieni 2020 roku. Byli zdumieni aktualnością tekstu.

Jeśli dzieci – i dorośli – będą nadal zmuszani do zapamiętywania znaczenia setek ikonek w telefonach aby móc z nich korzystać (kto jeszcze pamięta do czego w zasadzie służył telefon) i setek pin-ów oraz dziwnych określeń, nadających nowe znaczenia wyrazom zdawałoby się, że o statusie od dawna ustalonym w słownikach języka polskiego, a nie do ćwiczenia pamięci na kanonicznych tekstach literackich czy matematyce, to jeśli kanclerz Zamoyski miał rację i takie będą Rzeczpospolite … wówczas przyjdzie czas, gdy staniemy się rzeczywistą częścią jednej, wielkiej, wszechludzkiej rodziny i sami poprosimy o włączenie terenów, które zamieszkujemy, do jednej wielkiej cywilizacji Czarzastych. Za nami pójdą inni: Niemcy, Francuzi, Hiszpanie… 

Ad rem

Znów miałem pisać o czymś innym, tym razem o działalności poradni psychologiczno-pedagogicznych, i znów poseł Józefaciuk kieruje mnie w inne rejony problemów edukacyjnych. Szacun panie pośle. Pisze Marcin Józefaciuk: „Państwo może napisać najlepszą podstawę programową w Europie, ale jeżeli nauczyciel ma ją wdrażać po godzinach, z materiałami otrzymanymi w sierpniu i w szkole, w której brakuje dwóch specjalistów, efekt będzie gorszy niż obietnica.” Zapewne ma rację i ta racja tym bardziej istotna dla wszystkich (ministerstwa, rodziców, uczniów) że stoi za nią wieloletnie, osobiste doświadczenie samego posła, który - jak należy sądzić - wyraża także przekonania przynajmniej dużej części nauczycieli. To, o czym pisze, jest na pewno ważne, ale on to pisze z punktu widzenia nauczyciela - czy szerzej praktyka szkolnego. Dlatego - i ponieważ uważam jego tekst (portal Zero 21 września) za ważny - uzupełniam o punkt widzenia rodzica (wyjątkowo nie dopisuję: … i obywatela, bo mogłoby to wyglądać na odbieranie obywatelskości posłowi).

Na początek problemy nauczycieli

W tekście posła czytamy: „papierologia, przeciążenie i brak czasu to codzienność, z którą mierzą się polscy nauczyciele.” I dalej: „na początku sierpnia 2026 r. w oficjalnych danych odnotowano 15 729 ofert pracy dla nauczycieli, odpowiadających 10 895 wolnym etatom. Sama liczba nie opisuje wszystkiego, bo wakat z matematyki w małym mieście nie zniknie dzięki kandydatowi do prowadzenia zajęć wychowania fizycznego w metropolii. Pokazuje jednak skalę niedopasowania kadrowego. Polska potrzebuje krajowego planu kadr oświaty do 2035 r., z prognozą według przedmiotów i regionów, stypendiami dla kandydatów, płatnymi praktykami, wsparciem mieszkaniowym tam, gdzie brakuje ludzi, oraz odbudową roli mentora.” Nie jestem pewien, co można by było powiedzieć, patrząc na to z punktu widzenia obywatela: pewnie racja, skoro tak twierdzi fachowiec. A z punktu widzenia rodzica? Może tak: nie interesuje mnie za bardzo, jak to zostanie rozwiązane, ale wymagam dla mojego dziecka jak najlepszych warunków do nauki, które zapewnić ma najlepsza kadra nauczycielska (inny rodzic może podkreślić najlepszą opiekę nad jego dzieckiem, kiedy sam jest w pracy) a ponieważ obowiązuje przymus szkolny to i tak na niewiele mam wpływ! Ale zaraz! A może zabrać dziecko ze szkoły i uczyć samemu w domu? Czytałem, że wielu rodziców tak zrobiło. W związku z tym mogę napisać tak: system powinien być na tyle elastyczny, by uwzględniać różne potrzeby, zmiany. Życie jest bogatsze i bardziej nieprzewidywalne niż krajowe plany.

Kolejne problemy nauczycieli to zdaniem posła: czas pracy znacznie przekraczający osiemnaście godzin przy tablicy (sprawdzanie, przygotowania prac, dokumentacja, spotkania z rodzicami, rady pedagogiczne, wycieczki, konkursy, telefony i interwencje) i system, który nadal nie stworzył powszechnego, wykonalnego sposobu rejestrowania i rozliczania takiej pracy. Kolejny problem to przeciążenie spowodowane głównie brakami kadrowymi a godziny ponadwymiarowe nie mogą być tu rozwiązaniem. Poseł Józefaciuk zwraca też uwagę na problem bezpieczeństwa nauczycieli, że potrzebują oni czasami szybkiej pomocy prawnej, mediacji, wsparcia psychologicznego itp. Tu obserwujemy zmiany w szerszym wymiarze społecznym. O szkole w tym kontekście pisała ciekawie Karolina Iwaniuk na portalu Interia na samym początku roku szkolnego: „Kiedyś nauczyciel znaczył wiele - zarówno dla ucznia, jak i jego rodziców. Był nie tylko osobą przekazującą wiedzę, ale też kimś, kto mógł wskazać życiową drogę, pomóc wyjść z kłopotów i wesprzeć rodzinę w trudnej sytuacji. Dzięki temu zawód cieszył się ogromnym społecznym prestiżem. Dziś relacja na linii nauczyciel - rodzic - uczeń coraz częściej wygląda zupełnie inaczej. Mówi się o klientyzacji edukacji, w której rodzic i uczeń zaczynają postrzegać szkołę jak usługodawcę, od którego można wymagać coraz więcej.”

Wiem, że rodzice coraz częściej przychodzą do szkoły z "reklamacją", z przekonaniem, że nauczyciel wyrządził jego dziecku krzywdę. Uwaga jest "niesprawiedliwa", ocena została "wystawiona zbyt nisko", wymagania są "za duże". Co zrobić by odzyskać szkołę dla wspólnoty uczniów, rodziców i nauczycieli?  Można rzucić kamyczkiem w stronę ogródka rodziców. Ja co prawda nie znam wielu, którzy traktują szkołę w opisany wyżej sposób i sam – mam nadzieję – takim nie jestem. Można też rzucić kamyczkiem w stronę ogródka nauczycieli – spotkałem kilku, których zaangażowanie w proces dydaktyczny było wątpliwe. Ale zamiast rzucać kamyczkami poszukajmy lepiej, zachowując różne punkty widzenia, pól wspólnych. Wszak wszyscy jesteśmy obywatelami. Szukajmy miejsc, gdzie te różne punkty widzenia mogą się uzupełniać. Pisze poseł, że nauczyciel ma formalnie ochronę funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków, ale w praktyce zostaje sam wobec uporczywego nękania, gróźb, oszczerstw, nagrywania bez kontekstu i presji w mediach społecznościowych. Napisałem wyżej, że jest to zjawisko szersze, sam widzę w różnych miejscach informacje o tym, że kierowca autobusu komunikacji miejskiej, urzędnik, listonosz, lekarz itp. itd. podlegają w czasie wykonywania pracy ochronie funkcjonariusza publicznego. Przyznam, że czytając takie informacje czuję się nieswojo: nie zamierzałem obrażać ani bić listonosza, ale jak rozumiem niektórzy tak robią, bo nie wiedzą, że nie można i nie wypada. I w związku z tym taka społeczna edukacja. Kiedyś w urzędach wisiały informacje, że należy pluć do spluwaczki a nie na podłogę. Kto dziś wie, jak wyglądała spluwaczka? To może realny sukces edukacji społecznej? Ostatni, piąty problem nauczycieli, podnoszony przez posła to awans zawodowy i postulaty, które mają sprawić by ścieżka nauczyciela eksperta i jego doświadczenie wzbogacały system a nie powodowały wyłącznie wzrostu biurokracji. Pewnie racja, ale do tego nam, rodzicom.

10 decyzji do podjęcia natychmiast (według posła Marcina Józefaciuka)

Odniosę się przede wszystkim do pożądanego przez posła, a wymienionego w punkcie drugim jego zestawienia, ustawowego powołania niezależnej Komisji Edukacji Narodowej z długimi, rotacyjnymi kadencjami, większością praktyków edukacji i obowiązkiem publikowania dowodów, kosztów, oceny skutków oraz odpowiedzi na konsultacje.

I tu trzy uwagi: Panie pośle! Po pierwsze to pierwsza KEN została powołana 14 października 1773 r. na wniosek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, a więc: gwoli tradycji i sensu nawiązywania w nazwie a także uszanowania rzeczywistej pozycji najgorszej skądinąd minister rządu Donalda Franciszka Tuska mógłby się pan zwracać w interpelacji do rzeczonej: Najjaśniejsza Pani! Po drugie: pierwsza KEN została powołana przez Sejm Rozbiorowy, co może stanowić zgrabny pretekst dla niektórych. Po trzecie: w pierwszej KEN wcale w większości nie zasiadali praktycy edukacji a byli tam skądinąd także zdrajcy i złodzieje – dla uwspółcześnienia i poprawy wrażenia proponuję w większości powołać do niej obywateli i …rodziców. Ale dość żartów! Pomysł w istocie swojej wydaje się sensowny choć dodam, że powinna tej inicjatywie towarzyszyć szeroka i bezkompromisowa dyskusja. Wszystkim zainteresowanym proponuję przeczytanie Interpelacji nr 17347 skierowanej do ministra edukacji przez posła Józefaciuka w sprawie udziału Komisji Edukacji Narodowej w procesie tworzenia i zatwierdzania podstaw programowych oraz podręczników szkolnych – ponownej, z czerwca tego roku. Czyli popieram, ale dodaję:

 Bez ideologii

Przede wszystkim z edukacji należy usunąć politykę. Łukasz Wolański, ekspert w dziedzinie edukacji i członek jednego z zespołów działających przy MEN pisze o tym tak: „Szkoła nie jest własnością żadnej partii, a minister edukacji nie powinien traktować swojego urzędu jak frontu wojny światopoglądowej. Problem w tym, że kolejne ekipy rządzące, choć różnią się hasłami i wartościami, zaskakująco często myślą o edukacji dokładnie w ten sam sposób.” Jego zdaniem Barbara Nowacka popełnia ten sam błąd co minister Czarnek, a szkoła nie potrzebuje politycznych wojowników. Zmiana rządzących nie musi oznaczać walki z ideologią, którą uosabia przeciwnik polityczny.  I z tym się można zgodzić. Czym jest ideologia? Weźmy dla przykładu coś w miarę mało kontrowersyjnego, nie religię, nie kwestie wykluczenia czy parytetów, ale np. dietę planetarną. Dla jednych jej wprowadzanie w szkolnych stołówkach jest powodowane ideologicznie. Katarzyna Lubnauer, wiceminister MEN, odpiera te zarzuty tłumacząc, że przepisy nie mają podłoża ideologicznego, lecz służą budowaniu zdrowych nawyków żywieniowych i walce z otyłością wśród dzieci. Kto – można by zapytać - jest przeciwko zdrowemu żywieniu czy walce z otyłością? I tu dwie kwestie: pierwsza związana z pojęciem ideologii. Każda ideologia nie dość, że opiera się głównie na przekonaniach, których nie da się w pełni udowodnić naukowo ani obalić za pomocą eksperymentów, to jeszcze narzuca te wartości innym, wskazując jaki powinien być świat zgodnie z wizją narzucającego. I druga, związana z pojęciem wolności. Czy mogę postawić wyżej mój dobrostan, który osiągam także jedząc to, na co mam ochotę, niż szczupłą sylwetkę (pomińmy tu w celach edukacyjnych kwestię otyłości z powodów choroby). Czy mogę sam wybrać, czy można mi narzucać jako obowiązującą wizję ludzi tylko szczupłych i przez to szczęśliwych, kiedy ja tej wizji nie akceptuję? Jakie wartości stoją za narzucającymi oprócz, przede wszystkim, przekonania o własnej racji. Dość! – zaczyna to przypominać dysputy o ilości diabłów na główce od szpilki! Czym innym są dyskusje dietetyków i szerzej specjalistów od żywienia niż przekazywanie aktualnej wiedzy na ten temat, uwzględniającej toczone spory. Czym innym narzucanie jednego, słusznego poglądu. Szkoła powinna przekazywać - najogólniej rzecz ujmując - wiedzę. Wolność polega na możliwości wyboru a chyba chcemy być społeczeństwem wolnych ludzi. I „społeczeństwem” i „wolnych”. Reduta Ordona to także „wiedza”. To, że większość Polaków odczytuje jej przesłanie w sposób, który jest zbieżny z moim, wcale nie powoduje, że chciałbym innym zabronić dowolnej interpretacji dzieła Mickiewicza. Jeżeli przekazujemy dzieciom i młodzieży znane i stosowane narzędzia analizy literackiej, jeżeli godzimy się na konfrontację jej efektów z faktami podawanymi na lekcjach historii, tradycją i poglądami wynoszonymi z rodzinnych domów i poglądami mniejszości, które kłócą się z naszymi, to musimy być także przygotowani na niespodzianki. Na przykład na to, że ktoś zechce nazwać Mickiewicza skrajnym nacjonalistą i ksenofobem, bo takie wnioski wyciągną z lektury Reduty Ordona. Co prawda z Mickiewiczem byłby tu pewien kłopot, bo jak pamiętamy ze szkoły Pana Tadeusza zaczyna on tak: Litwo, ojczyzno moja… Żeby rozwiązać te sploty potrzeba WIEDZY! I WOLNOŚCI!   

Autonomia dla szkół! 

Kolejny punkt: oddanie szkołom realnej autonomii programowej i organizacyjnej w ramach wspólnego minimum państwowego. No, to by mogła być ciekawa dyskusja na temat tego, co oznaczać ma wspólne minimum państwowe. Dla jednych to będzie zupełna dowolność w szkolnych stołówkach, dla innych rośliny strączkowe co drugi dzień. Bo nasze dyskusje toczą się zwykle nie wokół przyczyn tylko sposobów pudrowania skutków. To w każdym razie istotne z punktu widzenia rodzica – chodzi o to, by realnie sam mógł wybrać szkołę dla swojego dziecka. Wiąże się z tym propozycja pilotażu ważonego bonu edukacyjnego w zróżnicowanych samorządach. Finansowanie mogłoby podążać za uczniem, ale musiałoby uwzględniać koszt wsparcia i wiązać każdą publiczną złotówkę z publicznymi obowiązkami. Wszystko, co realnie zwiększa ofertę edukacyjną i poszerza możliwości wyboru szkoły przez dziecko i rodzica, warte jest poparcia, w odróżnieniu od aktualnie obowiązującego modelu bogactwa pozorowanego, której palety osobiście doświadczyłem podczas tegorocznego wyboru szkoły średniej przez syna i opisałem w pierwszym odcinku Z punktu widzenia rodzica …i obywatela. 

Jeśli poseł Józefaciuk twierdzi, że największy deficyt polskiej szkoły nie dotyczy pomysłów a dotyczy czasu, stabilnych ludzi i zaufania – to pisze z punktu widzenia nauczyciela. To nie znaczy, że punkt widzenia rodzica (i to nie każdego, a nie odmawiam też nikomu prawa do nieposiadania własnego punktu widzenia) musi się krańcowo różnić. Przeważnie jest tak, że różnie rozkładają się akcenty i różne mogą być wnioski dotyczące aspektów praktycznego działania. Ja się do wywiadówki przygotowuję inaczej niż nauczyciel – to może być czasami odkrycie.  

Poseł Józefaciuk proponuje wprowadzenie kalendarza stabilnego prawa oświatowego i kontraktów wdrożeniowych dla każdej reformy. Zmiany obowiązujące od września powinny być opublikowane najpóźniej do końca marca, razem z finansowaniem, sprzętem, materiałami, szkoleniami, kwalifikacjami, modelem egzaminów, czasem pracy i miernikami efektu. Z punktu widzenia rodzica jest to nie tylko logiczne, ale i słuszne. Podobnie jak postulat szybkiego zbudowania samorządu zawodowego nauczycieli przez samo środowisko, a nie ponad jego głowami. Coś podobnego!?! Nie sądziłem, że sytuacja wśród nauczycieli jest podobna jak w sierpniu 1980 roku w stoczniach. Trzeba rozwiązać Centralną Radę Związków Zawodowych i powołać Wolne Związki Zawodowe. Rodzice popierają w ramach solidarności! Prosimy tylko uważać na Bolka. Podobnie jest z utworzeniem niezależnego Rzecznika Praw Nauczycieli i Pracowników Oświaty z dostępem regionalnym, pomocą prawną, mediacją i prawem wskazywania luk systemowych.

To oczywiste, że im więcej autonomii dla każdego środowiska tym lepiej dla ogółu, ale cały czas nie mogę otrząsnąć się ze zdumienia, że jest tak źle, skoro jest tak dobrze. Albo poseł przesadza albo ministerstwo straciło kontakt z bazą. Ale może coś w tym jest, skoro poseł w przywoływanej interpelacji musi prosić o konkretne odpowiedzi tak lub nie bo ministerstwo odsyłało go wcześniej do swoich stron internetowych. Kiedyś pisano w takich przypadkach o arogancji władzy. 

 Poseł dodaje, poza tym, że ochrona pracownika (tj. nauczyciela) musi uzupełniać skuteczną ochronę ucznia. To zdumiewające. Jako rodzic powinienem tu chyba tylko dodać, i to z innej beczki, że na korytarzu jednej ze szkół widziałem ogromną planszę z Prawami Ucznia. Obowiązków Ucznia nie było.

Upominając się o szybkie decyzje Marcin Józefaciuk postuluje jeszcze o przyjęcie paktu dla zawodu nauczyciela, wzmocnienie dyrektorów i samorządów jako odpowiedzialnych pracodawców, włączenie pracodawców w stałe współtworzenie kształcenia zawodowego – wszystko to zapewne ważne dla środowisk związanych bezpośrednio ze szkołami. Tu rodzice mogą się wstrzymać z opiniami, ale pamiętajmy o wzajemności.

RODO dla każdego, czyli kto podpisuje za mnie

I na koniec coś dla wszystkich. Coś ważnego z każdego punktu widzenia. Pisze poseł Józefaciuk: „każde duże rozwiązanie cyfrowe i organizacyjne najpierw testowałbym na danych syntetycznych i w pilotażu. Po roku zlecałbym niezależną ocenę, publikował wyniki i poprawiał system.”  Zgoda, to jest ważne, ale nie tylko to jest ważne. Jesteśmy w specyficznym momencie dziejowym. Tak szybki rozwój technologiczny, społeczny i czegoś tam jeszcze, nie był w tak krótkim czasie nigdy dotąd naszym udziałem. I nigdy nie zmienialiśmy na raz tak wiele i tak radykalnie (Komisję Edukacji Narodowej już mieliśmy, ale cyfryzujemy nasze życie, to teraźniejsze i to pośmiertne, po raz pierwszy) więc musimy uważać, by korzyść zmiany nie zamieniła się w koszmar pułapki. Państwo nie tylko powinno umieć powiedzieć – to nie zadziałało, więc to zmieniamy. Państwo nie może zastępować - przy okazji cyfryzowania wszelkich procesów, w tym edukacyjnych - naszych wyborów swoimi, naszej wolności koniecznością algorytmów. To nie System/Państwo ma decydować o tym, czego się uczymy i jakie zdolności chcemy rozwijać. I nie algorytmy mają wybierać dla nas szkoły, bo nie kierują się emocjami, tylko są optymalnie obiektywne a ktoś uznał lub coś uznało, że to dla nas lepsze niż własne błędy.  A pierwsze sygnały takich tendencji już obserwujemy. Ze zdumieniem a potem rosnącym przestrachem patrzyłem na druk kandydata do szkoły średniej, który wypełniałem wraz z synem, na zapisy, które się tam pojawiły, mimo, że my ich tam nie wpisywaliśmy. Ktoś uznał, że tak będzie dla nas lepiej, jeśli te dane zostaną bez naszej zgody „ściągnięte” z innej bazy danych i „same” się wpiszą. Jednocześnie żąda się od rodzica, aby to podpisał, świadomy swojej odpowiedzialności karnej. A RODO? – zapytacie. Niestety, nie mogę odpowiedzieć tak jak bym chciał, bo poprzedni minister Edukacji Narodowej powiedział kiedyś OZE-SROZE i teraz może się to źle kojarzyć.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.