Oświata. Co do korekty?Oświata. Co do korekty?

4f98790e4a154614ab46c249df63d923.webp
Trzy uczennice przed szkołą, zdjęcie ilustracyjne, (fot. Fratria)
FacebookTwitter

Jestem rodzicem, to są moje doświadczenia, ale chciałbym – w konfrontacji z innymi opiniami – tak uogólniać byśmy mogli wspólnie popatrzeć na występujące zjawiska i wspólnie szukać lepszych rozwiązań edukacyjnych, które sprostają różnorakim kontekstom i odniesieniom: społecznym, historycznym, politycznym…

Egzamin ósmoklasisty 

W pierwszym odcinku „Z punktu widzenia…” starałem się przede wszystkim opisać przebieg tegorocznego egzaminu ósmoklasisty i problemy, pojawiające się w związku z terminami kolejnych etapów na drodze kandydata do szkoły średniej, któremu z racji wieku towarzyszyć musi rodzic, podpisujący odpowiednie dokumenty. Ciekawe, że wcale nie tak dawno składać podpis, a więc wziąć także na siebie część odpowiedzialności, musiał także sam kandydat i np. pisał swój życiorys. W dzisiejszych czasach widać uznano, że stres związany z podejmowaniem przez nastolatka decyzji, dotyczących jego życia, jest tak dotkliwą formą opresji, iż tylko psycholog szkolny mógłby wyrazić na to odpowiednią zgodę, a psychologów wciąż za mało. Opisywałem także trudności w wyborze odpowiedniej szkoły, paradoksalnie spowodowane „bogactwem” oferty oraz niebezpieczeństwa związane ze złożeniem dokumentów w wybranej szkole średniej w formie elektronicznej. Nie przedstawiałem bliżej systemu punktowego, który odzwierciedla nie tyko wynik egzaminu. Nie omówię go także w tym tekście, bo chcę przedstawić takie propozycje, które można zrealizować w miarę szybko, nie czekając na upragnioną przez wszystkich dużą, kolejną i jak zwykle rewolucyjną reformę oświaty.   Wcześniejszy opis dotyczył obszaru działania jednego kuratorium, zawierał tylko własne obserwacje i przemyślenia. Starałem się unikać wyciągania na tamtym etapie wniosków, czego nie zawsze dało  mi się dotrzymać. Dziś pora na te wnioski, uogólnienia i odwołania się także do innych opinii. Postaram się krótko, a kto będzie chciał sięgnąć do konkretnych przykładów, zapraszam do przeczytania pierwszego odcinka.

Dlaczego tak a nie inaczej

I jeszcze tylko wyjaśnienie dotyczące tytułu cyklu. Jestem rodzicem, to są moje doświadczenia, ale chciałbym – w konfrontacji z innymi opiniami – tak uogólniać byśmy mogli wspólnie popatrzeć na występujące zjawiska i wspólnie szukać lepszych rozwiązań edukacyjnych, które sprostają różnorakim kontekstom i odniesieniom: społecznym, historycznym, politycznym…  Nasze dzieci będą budowały nowy świat a ich dzieci i kolejne pokolenia staną przed wyzwaniami, których nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Chciałbym, żeby te przyszłe pokolenia nadal przyznawały się do polskości, mówiły w języku polskim, który będzie rozwijał się w sposób naturalny a nie w wyniku decyzji polityków, rozumiały dlaczego kluczowy dla poczucia naszej istoty narodowej poemat zaczyna się od słów: Litwo, ojczyzno moja…,  Chciałbym żeby jednocześnie były otwarte na świat i ludzi i żeby umiały same o siebie zadbać, zarówno jako wspólnota jak i poszczególni ludzie, którzy według wielu wpływowych tego świata powinni być nieustannie i w każdej dziedzinie otoczeni opieką specjalistów, bo przecież specjaliści wiedzą lepiej, co jest dla każdego z nas dobre. Będą, jak zawsze, wyznawali różne wartości i odwoływali się do różnych wątków z tradycji i historycznej przeszłości, ale wszyscy powinni znać tradycję i wiedzieć, co ukształtowało tych, którzy podejmowali jakiekolwiek działania 50, 150, 500 lat temu, bo wtedy zrozumieją, dlaczego tamci Polacy tak robili i dlaczego zostawili nam to, co teraz czasami musimy przekształcać, bo rozwinęły się nowe technologie, ukształtowała się nowa sytuacja międzynarodowa albo nauka dokonała przełomowego odkrycia. I tak codziennie i bez końca. To naszym dzieciom pozwoli zmieniać wszystko sensownie i stanąć bardziej po stronie ewolucji niż rewolucji. Ale niech znają i umieją ocenić też rewolucje, które wybuchały bo przekroczony został jakiś punkt krytyczny, a nie w wyniku spisku kilku, którzy - jak zwykle - wiedzą lepiej niż inni, a dla udowodnienia, że to prawda, są gotowi sprawić tym innym piekło. Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie.

Co można zmienić bez większych problemów –  z punktu widzenia rodzica

Rozmawiajmy przede wszystkim o tym, co w roku szkolnym 2026/2027 zmienić by należało, w trosce o jego końcówkę (egzamin ósmoklasisty i matury) i cały następny rok szkolny oraz co MEN zrobić może. Jak zdążyć w tym roku szkolnym z niezbędnymi działaniami? Nie mówimy tu o kolejnej reformie na wielką skalę. Niestety, zwykle to dopiero pod koniec wakacji ogłaszane są zmiany w oświacie, bo zbliża się 1 września, a mało co tak mobilizuje jak presja czasu. Potrzebę wielu, różnych zmian zauważają specjaliści i dziennikarze. Chodzi o sprawy pierwszo i drugoplanowe.

Wiele tematów porusza Łukasz Wolański, członek zespołu do praw i obowiązków ucznia przy Ministerstwie Edukacji Narodowej. W swoich felietonach odnosił się zarówno do zakazu używania telefonów, wskazując jednocześnie, że prawdziwym problemem są media społecznościowe jak i do tego, że dziś plany lekcji układają przede wszystkim przypadek, braki kadrowe i wiele innych, tym podobnych czynników. Marcin Józefaciuk, poseł i wieloletni praktyk oświatowy, też porusza zarówno sprawy zasadnicze - postuluje realną autonomię szkoły jak i te problemy, które dezorganizują pracę szkół na co dzień.  O jednym problemie piszą wszyscy i rozmawiają rodzice na pierwszych, wrześniowych zebraniach klasowych, kiedy wychowawcy stwierdzają, że: „to nie jest jeszcze ostatecznie ustalone”. Nie trzeba być specjalistą by stwierdzić, że jeśli rozporządzenie zmieniające zasady oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów wdano 20 sierpnia, opublikowano 24 sierpnia, a przepisy zaczynają obowiązywać 1 września, to kłóci się to nie tylko z tzw. „zdrowym rozsądkiem”, ale także z wieloma zasadami, którymi kierują się w swoim życiu zawodowym rodzice, niezależnie od tego czy sprzedają kwiaty, są kierowcami pojazdów komunikacji miejskiej czy dyrektorami instytutów naukowych… Stąd ich zdenerwowanie.

Dyskutujmy o tym we wrześniu, skoro nie chcieliśmy wcześniej. Czyli:

1. Nie wierzmy w teorie spiskowe, to tylko bezmyślność

To, że istnieją dwie formy składania wniosku o przyjęcie kandydata do szkoły średniej, nie może, w jakimkolwiek zakresie, wpływać na jego treść i różnicować ją. Uważam, że sposób wypełniania wniosku musi pozostać w dwóch formach tj. pisemnej i elektronicznej a precyzyjniej – papierowa jego forma musi zostać zachowana. W tym roku można było wydrukować formularz, wypełnić ręcznie i osobiście dostarczyć do szkoły pierwszego wyboru lub wypełnić w formie elektronicznej i wysłać za pomocą Internetu. Nie można dopuścić, a przecież pojawiają się tego typu pomysły, aby forma elektroniczna była jedyną możliwą (jak np. w przypadku wniosku dotyczącego świadczenia 800+). Nieuchronnie, w jakiejś perspektywie czasowej, doprowadziłoby to do sytuacji, kiedy o wyborze szkoły nie będą decydowali ani uczeń ani jego rodzice tylko tajemnicze, decydujące Coś, zbierające informacje o zdrowiu, predyspozycjach, sukcesach i szkolnych porażkach ucznia, opinie nauczycieli na jego temat itp.,itd. W poprzednim odcinku nazywałem to Coś Systemem, ale to kieruje nas za bardzo w stronę teorii spiskowych. Opisałem też sytuację „wymuszenia” przez elektroniczny system podpisania (i to pod jednoczesną groźbą odpowiedzialności na fałszywe oświadczenia) przez rodzica wniosku, którego rodzic w tym kształcie nie akceptował a także umieszczenia załącznika, którego zamieszczać nie zamierzał. Jednocześnie w system wmontowana była pułapka – wyboru formy elektronicznej trzeba było dokonać zanim wypełniony wniosek (w opisywanym przypadku z informacjami sprzecznymi z tym, co wypełniał rodzic) można było w całości zobaczyć. I była to decyzja nieodwracalna. Wykluczała możliwość zmiany formy po jej podjęciu.  Dlatego ten sam wniosek papierowy różniłby się w treści od złożonego w formie elektronicznej. To trzeba zmienić. Ze składaniem wniosku wiąże się kolejny problem, ale taki, którego nikt zdaje się nie zauważać:

2. Matka jest tylko jedna, ojciec zresztą też

Wniosek podpisuje tylko jeden rodzic. Wielu, nawet wśród samych rodziców, może nie zauważyć tu problemu. Podobne jak pracownik Wydziału Oświaty  urzędu miejskiego, który zdziwił się, że może to powodować jakieś komplikacje i nie umiał tak naprawdę powiedzieć, co trzeba byłoby zrobić gdyby np. do dwóch różnych szkół wpłynęły dwa odmienne wnioski dotyczące tego samego ucznia a każdy podpisany przez innego rodzica. Oczywiście w tzw. idealnym świecie jest to sprawa być może mało znacząca. W przypadku, gdy nie wszystko w życiu rodzinnym układa się idealnie, lub choćby poprawnie, a stawką jest potraktowane poważne (nie jako wytrych czy hasło) dobro dziecka, które raz zdaje egzamin ósmoklasisty i właśnie teraz marzy o konkretnej szkole średniej. Temu problemowi warto się zresztą przyjrzeć w szerszym kontekście. Wizyty dziecka u lekarza – pomińmy tu, na roboczo, katar jako powód – szczególnie u specjalisty typu psycholog czy psychiatra i związane z nimi wywiady lekarskie, udzielane - im dziecko młodsze w tym większym stopniu - przez rodzica, zmiana szkoły, wizyty w poradni psychologiczno-pedagogicznej itd.,  muszą być realizowane za wiedzą i zgodą obojga rodziców posiadających prawa rodzicielskie. Nie wierzcie Państwo, że tak się dzieje czy działo – niezależnie od obowiązujących przepisów, informacji podawanych przez instytucje na swoich stronach internetowych itp., itd. Praktyka dnia codziennego jest bardzo odmienna. Powoduje to konsekwencje stwarzane metodą „faktów dokonanych”. Konsekwencje często niekorzystne, przynajmniej częściowo, dla dziecka i przeważnie nieodwracalne, ale urzędy realizują procedurę. Pokażcie mi Państwo procedurę, w której z punktu C można w każdej chwili wrócić do punktu B. Tym, którzy nie znają tego problemu, życzę by nigdy go nie poznali. Wydaje się, że rozsądnym wyjściem z tej sytuacji byłoby przygotowanie przez odpowiednie ministerstwo uniwersalnego, krótkiego oświadczenia, dołączanego do wielu różnych dokumentów składanych w różnych placówkach, instytucjach itp. które by mogły je egzekwować. Co mógłby podpisać w ciągu kilku sekund jeden z rodziców. Mogą być inne propozycje.

3. Proszę Pani, a co będzie na obiad? 

Dieta kosmiczna dla jednych a planetarna dla drugich. No, z tego trzeba się po prostu wycofać i nieważne jest czy redaktor Igor Zalewski pomylił Ministerstwo Edukacji Narodowej z Ministerstwem Zdrowia – a to jest według pani minister Lubnauer argumentem za czymś lub zgoła przeciw czemuś. Będzie drożej, mniej smacznie? I co z tego? Złamiemy kręgosłup szkodliwym przyzwyczajeniom, zda się mówić MEN. I dodaje, że te zmiany na stołówkach będą wsparciem dla polskiego rolnika i przyczynią się do zatrzymania zmian klimatycznych. Według AI demagogia to sposób wpływania na ludzi, który polega na odwoływaniu się do emocji, składaniu nierealnych obietnic i głoszeniu chwytliwych haseł po to, aby zdobyć zwolenników lub władzę. Tyle AI, aż strach sięgnąć do Słownika Wyrazów Obcych Kopalińskiego. 

4. Bilokacja nie dla każdego

To jest naprawdę proste i nie wymaga intelektualnego wsparcia kuratoriów ze strony ministerstwa. Trzeba skoordynować działania tak, żeby terminy Dni Otwartych szkół średnich w danym mieście nie pokrywały się ze sobą.

5. Egzamin czyli wolność, równość i braterstwo: każdy może, każdy musi, każdy zda.

Ministerstwo mogłoby zachęcać szkoły do jak najszerszego wprowadzania egzaminów/testów dodatkowych, tak jak robią teraz tylko nieliczne placówki. Obecnie służy to głównie odsiewaniu i „przechwytywaniu” uczniów najbardziej zdolnych. Szkoły tak pozycjonują dodatkowe testy i ich wyniki, by właśnie one mogły praktycznie przesądzić o wyniku rekrutacji – rodzi to wątpliwy „elitaryzm” poszczególnych placówek. Powinno służyć temu, by uczeń mógł się sprawdzić, i swoją wiedzę, w sposób rzeczywisty, z dala od festiwalu hipokryzji, obłudy, korepetycji, dętego wolontariatu, zawyżania ocen, kilkumiesięcznego a nawet kilkuletniego trenowania schematów egzaminacyjnych itp. itd.,  jakimi są dzisiejsze wyścigi o 200 punktów. Egzamin ósmoklasisty zostanie lub nie, w tej formie lub innej, może będą inne pomysły, ale co stoi na przeszkodzie temu, by szkoły (i to średnie! – te do których ma trafić konkretny absolwent szkoły podstawowej!) proponowały już teraz  dodatkową i dobrowolną formę sprawdzenia wiedzy, uczniom aspirującym do klas o określonym profilu?

6. Wybierz - zanim się dowiesz na czym stoisz

Należy uporządkować terminy związane z ogłoszeniem wyników egzaminu ósmoklasisty i kolejnymi etapami składania i procedowania wniosku o przyjęcie do szkoły średniej. Stanowczo wydłużeniu musi ulec faktyczny okres, w którym można dokonać zmiany wyboru szkoły i dostarczenia kopii dokumentów (ministerstwo może dziś sprawdzić, czy w tym, przyszłorocznym okresie, mieści się np, niedziela - o sobocie nie wspominając – do tego wystarczy kalendarz, nawet tradycyjny, naścienny). Nie powinno być też tak, że  ósmoklasista i jego rodzice otrzymują możliwość wglądu w wyniki egzaminu, a co za tym idzie szansę odwołania się od decyzji komisji egzaminacyjnej, już po złożeniu dokumentów do wybranej szkoły, bo ewentualna zmiana ilości zdobytych punktów to kolejna rewolucja, kolejne pisma, odwołania itd. Podobne zjawisko występuje przy okazji matur.

Podałem tu sześć problemów o różnej wadze i randze. Siódmym było odkładanie przez MEN wszelkich decyzji na ostatnią chwilę. To wszystko można zmienić do przyszłego września mniejszym lub większym nakładem sił. Powtarzam: piszę z punktu widzenia rodzica, jednego, ale zawsze to coś. Staram się zachować przy tej prywacie także spojrzenie obywatela. Czy wszyscy dostrzegają potrzebę takich zmian? Nie wiem, ale widać, nawet z pobieżnego przeglądu różnorakich mediów, portali, gazet, telewizji, kont społecznościowych, że potrzeba pilnych zmian istnieje. Dyskutujmy więc.

MEN i Szkoły

Zrekapitulujmy:  wchodzą w życie kolejne rozporządzenia MEN. Nowe przepisy, które szkoły będą musiały stosować, nowe zadania dla nauczycieli. Jedne wchodzą w innym kształcie i brzmieniu niż zapowiadali politycy, inne zaskakują, wymagają zmiany procedur lub ministerstwo odstępuje od ich wdrożenia. Sprytnie podawane są np. terminy egzaminu ósmoklasisty a nie, o wiele bardziej ważne dla tych samych uczniów, daty kolejnych etapów rekrutacji do szkół średnich. Współczuję szkołom tj. dyrekcjom i nauczycielom. Praktycy – nauczyciele, dyrektorzy szkół w swoich wypowiedziach nazywają to legislacyjnym zamieszaniem i wskazują, że resort od lat nie potrafi dopasować kalendarza legislacyjnego do kalendarza szkoły.

MEN i Rodzice

Rodzicom nie współczuję. Interesują się przede wszystkim losem własnego dziecka. Jest to skądinąd więcej niż zrozumiałe, ale bez wspólnego frontu rodziców, wielu spraw,  dotyczących poszczególnych przypadków, po prostu nie uda się rozwiązać. Jeśli nawet zgodzimy się z tym, że specjaliści wiedzą lepiej od nas, co powinniśmy jeść, a z tym chyba zgodzić się możemy – w końcu to specjaliści, niech im będzie –  nie znaczy to, że mogą przy pomocy MEN-u egzekwować w szkolnych stołówkach skutki swoich naukowych zauroczeń czy ideologicznych olśnieni, przy pomocy naszych dzieci i naszym kosztem. Dotyczy to zresztą specjalistów wszystkich dziedzin i reprezentujących różne szkoły badawcze. Ja w każdym razie od specjalistów oczekuję wyjaśnień, porad i wskazówek. Decyzję podejmuję sam. Dziękując za pomoc. Z kolei urzędnicy, ale wciąż z czającymi się za ich plecami specjalistami, którzy służą im podpowiedzią, wiedzą nie tylko lepiej co powinniśmy jeść, ale w ogóle wiedzą lepiej na każdy temat, również w dziedzinie edukacji, umieją odróżnić postęp od niepostępu, wskazać skąd się bierze zalew fake newsów, nauczyć nasze dzieci odróżniania prawdy od fałszu, weryfikowania źródeł informacji oraz rozumienia nowych technologii. Postęp, według nich, polega także na korzystaniu z nowych technologii z należytą dozą refleksji. W tym miejscu wypada wyrazić zdziwienie, że z podstawy programowej nie usunięto jeszcze utworów Sławomira Mrożka, człowieka, który jak nikt inny, drodzy Towarzysze, fałszywie interpretował idee postępu.

W związku z powyższym podopieczni pani minister Gospodarki, i ona sama, w sposób naturalny lekceważą rodziców jako emanację przypadkowego społeczeństwa, zbiór przypadkowych osobników, którym należy wszystko wyjaśnić a właściwie, pod płaszczykiem wyjaśniania, sprytnie nimi pokierować, bo sami niczego nie zrozumieją.

MEN a opinia publiczna 

W sierpniu i wrześniu następuje też wysyp medialnych doniesień na temat tego co czeka nas w oświacie. Jedni piszą z pozycji rodzica, dziwiąc się temu, lub tylko stwierdzając, że istnieją nauczyciele mądrzy i głupi, a inni rodzice są gorsi od najgorszej reformy. Wypowiadają się też praktycy: nauczyciele, niektórzy będący także rodzicami, wtedy siedzący niejako okrakiem na edukacyjnej barykadzie i co ciekawe: ciągnie ich mocno w stronę krytykujących poczynania MEN-u. Rozumiem, że są spokojni o własne dzieci bo jako ludziom z branży łatwiej im trzymać rękę na pulsie, lawirując dla dobra progenitury. Skądinąd działania ministerstwa chwalą wyłącznie jej urzędnicy. To festiwal samozadowolenia a Katarzyna Lubnauer nawet kokietuje: Nie twierdzę, że w trzy lata rozwiązaliśmy wszystkie problemy edukacji. Sama minister Gospodarka zapewniła, że "wiedza pozostaje fundamentem procesu nauczania" i wszyscy odetchnęli z ulgą. A to nie koniec, bo chodzi o to: "aby była to wiedza, którą możecie, Drodzy Uczniowie i Drogie Uczennice, wykorzystać w praktyce i która nada poczucie sprawczości i sensu codziennej nauce". W ten sposób pojęcie sprawczości zdobyło szansę usunięcia w cień pojęcia historii sufferingu (Słowacki, Wyspiański, Herbert – wybór nazwisk M.Jordan).

Według Barbary Nowackiej, dzięki działaniom MEN-u i zmianom w programie Kompas Jutra dostrzeżemy w końcu wartość bezpośrednich rozmów, także w kontaktach rodzinnych.

„Od dziś zaczynają obowiązywać przepisy prawa, które zakazują uczniom korzystania w szkołach z telefonów komórkowych i innych osobistych urządzeń elektronicznych. Mam nadzieję, że ta zmiana w niedługim czasie pokaże niezbywalną wartość rozmów twarzą w twarz – również w rodzinnym gronie, a jednocześnie stanie środkiem przeciwdziałającym różnym rodzajom presji społecznej, przeciążenia informacyjnego czy mechanizmom wykluczenia.”

Jeśli dobrze rozumiem to istnieją ludzie (i pracują w ministerstwie oświaty) którzy wierzą w to, że jak się zmieni prawo i czegoś zakaże to rzeczywistość zmieni się niebawem, zgodnie z intencjami zakazującego. Na dodatek, przy okazji, wyeliminuje z życia społecznego tak niekorzystne zjawiska jak bezmyślność, złośliwość, samouwielbienie i wiarę we własną nieomylność, nienawiść i zapewne kilka innych. Ten cytat po pierwsze ukazuje schematy myślowe ludzi kierujących dziś ministerstwem, po drugie stawia dorosłych ludzi w sytuacji dzieci, które nie tyle zapomniały, ile nie zdają sobie sprawy, że można rozmawiać „twarzą w twarz”, bo jedynym sposobem komunikacji jest używanie telefonu. To zresztą bardziej jakaś upiorna wizja przyszłości niż obserwacja realnego świata.

Jednym zdaniem: MEN działa obok, w zamkniętym świecie, bez rzeczywistego kontaktu z partnerami, których nieobecność sprawia, że jego istnienie traci sens: uczniami, rodzicami, nauczycielami, społeczeństwem.

Do czego doszło: poseł Józefaciuk ma rację!

„Pierwszy dzwonek nie resetuje szkoły. Nie usuwa wakatów, przeciążenia, chaosu kwalifikacyjnego, problemów nieprzewidywalności wynagrodzeń ani nakładania na dyrektorów szkół odpowiedzialności i obowiązków, którym nie mogą sprostać z powodu braku odpowiednich narzędzi. MEN może pokazać listę podpisanych rozporządzeń, programów i poradników. To nadal nie jest reforma państwa. Resort edukacji zbyt często myli aktywność legislacyjną ze skutecznością, konsultację z wysłuchaniem, a opublikowanie materiału z przygotowaniem szkoły. (…) Mówi o sprawczości, a szkołę nadal oplata siecią przepisów, sprawozdań i decyzji zależnych od centrum. Nowy rok zaczyna się więc z nowymi zadaniami, ale ze starym sposobem zarządzania.”

 Tak to sobie napisał poseł Marcin Józefaciuk na portalu zero.pl. No cóż, trudno byłoby mi się nie zgodzić.

Postawy skrajne

Z postawami skrajnymi spotykam się nieczęsto i znienacka. Tak powiedział (mniej więcej) do mnie jeden z poznanych na wywiadówce rodziców, podczas rozmowy o ilości dni dzielących nas od kolejnych, przyszłorocznych ferii i wakacji: „… to, cholera, jeszcze kupa czasu zanim dzieci w końcu odpoczną. Czytałem, że są systemy oświaty w innych krajach, gdzie uczniowie mają więcej czasu na odpoczynek, więcej przerw w roku szkolnym, a mniej na naukę. To chyba dobre” - tylko kto w tym czasie zajmie się dziećmi, bo w to, że dzieci mogą się przynajmniej jakiś czas zajmować same sobą, nikt już nie wierzy – „i powinniśmy jak najszybciej zrobić tak samo. To postęp. To rozwiąże wszystkie problemy edukacyjne. Uczniowie po skretynieniu nie będą się już niczym różnić od urzędników MEN-u i nas, rodziców. Wspólne odśpiewamy” - tu sam zanucił – „kochajmy się! Niech żaden cień nie zmąci nam radości tej!!!”

Anarchista? Ironizował? Śpiewał serio? Obawiałem się spytać.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.