Z punktu widzenia rodzica… i obywatelaZ punktu widzenia rodzica… i obywatela

1 września czyli pretekst do oceny aktualnej sytuacji polskiej szkoły.
Nie będę dziś podnosił problemów związanych z podstawą programową ani edukacją zdrowotną ani ograniczeniem liczby godzin religii ani zajmował się wetem prezydenta dotyczącym systemu informacji oświatowej. O tym będzie w kolejnych odcinkach. Zacznijmy od końca, tu: od końca roku szkolnego 2025/2026. Ten koniec to jak zwykle egzamin ósmoklasisty i wybór, przez uczniów kończących szkołę podstawową, szkoły średniej a także matury ich starszych koleżanek i kolegów kończących kolejny etap edukacji. Nie będzie dziś także o maturach. Ogłoszono już terminy egzaminów w kolejnym sezonie edukacyjnym. Jak liczne były zastrzeżenia do ostatniego egzaminu ósmoklasisty? Mam wrażenie, że wcześniej dyskusja o nim była bardziej ożywiona a zastrzeżenia formułowane bardziej radykalnie. Przyzwyczajenie? Aktualnie głosy w tej sprawie są stosunkowo nieliczne i dotyczą przede wszystkim sytuacji, w których dziecko nie dostało się do wymarzonej szkoły średniej, mimo ogólnie dobrych lub bardzo dobrych wyników w nauce, osiąganych przez ucznia podczas całej nauki w szkole podstawowej. To głosy rozczarowanych, artykułowane przede wszystkim przez ich rodziców. A całość systemu łącząca egzamin w szkole podstawowej i rekrutację do szkoły średniej – jego sensowność, przejrzystość, sprawiedliwość, której ważnym elementem powinno być wyrównywanie szans uczniów z różnych środowisk, rodzin i szkół podstawowych o zróżnicowanym poziomie? W tym zakresie brak szerszej dyskusji społecznej, której ten temat potrzebuje. brak wątpliwości i brak jasnego obrazu całości, szczególnie wśród tych, którzy nie mają dzieci w wieku szkolnym a wciąż pamiętają, że „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” i dlatego (np. w trosce o własną przyszłość i przyszłość Polski) interesuje ich nasz rodzimy system oświaty.
Wspomóżmy się tutaj „sztuczną inteligencją” i rozwińmy tę myśl, aby wykazać, że ona też się może do czegoś konkretnego przydać i odeprzeć jednocześnie ewentualne zarzuty o uprzedzenia wobec elektronicznej rejestracji kandydatów do szkoły średniej, postępującej cyfryzacji systemu oświatowego oraz żarłoczności i nachalności Systemu, który zafascynowany swoimi możliwościami lekceważy Tradycję i Zdrowy Rozsądek. To krytykować będziemy później. Na razie przypomnijmy skąd ten cytat i co według AI oznacza: to słynny cytat przypisywany kanclerzowi i hetmanowi wielkiemu koronnemu Janowi Zamoyskiemu, który w rzeczywistości jest sparafrazowaną myślą pochodzącą z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej z 1600 roku.
Znaczenie cytatu
- Wychowanie: Przyszłość państwa zależy od edukacji i moralnego wychowania młodych ludzi.
- Odpowiedzialność: Dorośli i władze ponoszą odpowiedzialność za to, jakim wartościom hołduje kolejne pokolenie.
- Trwałość kraju: Dobrze wychowana młodzież stanowi fundament silnej i bezpiecznej Rzeczypospolitej.
Kontekst historyczny
- Akademia Zamojska: Jan Zamoyski założył uczelnię, aby kształcić obywateli świadomych swoich praw i obowiązków wobec kraju.
- Tradycja: Sformułowanie na stałe weszło do polskiego języka jako uniwersalna maksyma o wadze edukacji narodowej.
Dokonajmy przede wszystkim chociażby skrótowego opisu tego, w jaki sposób młodzież kończąca w czerwcu 2026 roku szkoły podstawowe miała szanse wpisać się w ten kontekst historyczny i na czym polegała, lub raczej powinna była polegać, nasza odpowiedzialność: dorosłych i władz. Postaram się by był to na razie przede wszystkim opis. Oparłem go przede wszystkim na przykładzie Gdyni – śledziłem, wiem.
1. Dni otwarte szkół - poszczególne placówki udostępniały swoje wnętrza od marca 2026, w różnych terminach, niestety, czasami w tych samych dniach i głównie w godzinach zajęć lekcyjnych, co często kolidowało np. z terminami sprawdzianów w szkołach podstawowych. Wydział Edukacji UM Gdynia zorganizował Gdyńską Giełdę Szkół Ponadpodstawowych, na których prezentowane były oferty. Dni otwarte zorganizowane były bardzo różnie, w niektórych szkołach było można po prostu przejść się po budynku, w innych udzielano szczegółowych informacji a dyrekcja i nauczyciele spotykali się z kandydatami i rodzicami, odpowiadali na pytania. Czternastoletni letni kandydaci ograniczali się przeważnie do stwierdzeń, że budynek jest fajny lub nie, reszta, w oczywisty sposób, przekraczała ich możliwości. Dlaczego? Nawet najbardziej „zaangażowani” rodzice mieli problem, bo oprócz szkoły pierwszego wyboru, gdzie należało zarejestrować kandydata, można było na liście preferencji umieścić wszystkie szkoły Trójmiasta (czyli także Sopotu i Gdańska) ze wszystkimi oddziałami. Czyli teoretycznie można było zgłosić dziecko np. do stu oddziałów ( w rodzicielskiej trosce, że przecież gdzieś się w końcu powinno dostać). Dalsza, preferencyjna kolejność, po szkole pierwszego wyboru, też była ważna, bo teoretycznie kandydat nie dostając się do szkoły umieszczonej na pierwszym miejscu „spadał” po kolei na następne miejsca i mógł się „zatrzymać” np. na szóstym czy ósmym. Każde miejsce było ważne. A każdy oddział miał inną charakterystykę, podawaną przez każdą ze szkół w dowolny, nieujednolicony sposób. Przykładowo, w jednym z liceów klasy określano tak: o profilu1.matematyczno – geograficzna. 2.matematyczno – informatyczna. 3. matematyczno – fizyczna / matematyczno – biologiczna. 4. biologiczno – chemiczna / humanistyczna. Dla osób pamiętających jeszcze czasy kiedy - nawet nie w każdym liceum - tylko jedna z klas określana była mianem matematycznej lub humanistycznej a ten profil odnosił się bezpośrednio do zdolności uczniów zweryfikowanych egzaminem wstępnym, który odbywał się w tymże liceum, zestawienie profilu biologiczno-chemicznego po połowie z humanistycznym (i taki zapowiadany jest podział) może być tylko zrozumiały i wytłumaczalny w jakimś organizacyjnym kontekście potrzebnym szkole do sprawnego funkcjonowania.
W innym liceum podział klas był następujący: 1. psychologiczna dla uczniów zainteresowanych psychologią, naukami społecznymi i humanistycznymi, 2. biologiczno–chemiczna, 3. psychologiczna (kierunki: psychologia, nauki społeczne) dla uczniów zainteresowanych psychologią, naukami społecznymi i humanistycznymi. W klasie pierwszej cotygodniowe zajęcia warsztatowe z psychologiem, w kolejnych latach liczne spotkania i warsztaty tematyczne. Po ukończeniu klasy możliwości rekrutacji na studia wyższe, np. psychologię, pedagogikę (w tym: doradztwo edukacyjne, terapię pedagogiczną, resocjalizację lub kryminologię), fizjoterapię czy też logopedię, 4.matematyczno–geograficzna (kierunki ekonomiczne i politechniczne) dla uczniów zainteresowanych geografią, ekonomią i naukami społecznymi, 5.teatralno-filmowa (kierunki humanistyczne, artystyczne) dla uczniów o zainteresowaniach humanistycznych, artystycznych. W klasie pierwszej i drugiej dodatkowe zajęcia z historii teatru oraz historii sztuki filmowej, 6. humanistyczna (kierunki prawne i dziennikarskie), 7. biologiczno–chemiczna (kierunki biomedyczne). Klasa dla uczniów zainteresowanych naukami medycznymi i biochemicznymi – ten sam opis co w p. 2. Celowo zostawiłem w kilku miejscach szersze charakterystyki profili (zaznaczyłem te miejsca kursywą) aby pokazać jaką trudność może sprawić czternastolatkowi wybór kiedy sprofilowana oferta wprost odwołuje się do przyszłych studiów. Te dwie szkoły wybrane zostały jako przykłady i nie jest moją intencją odnoszenie się do ich merytorycznej strony a już na pewno nie krytykowanie ich oferty. Ujawnia to tylko przed jak trudnym, a powiedzmy sobie szczerze, że wręcz niemożliwym, staje się racjonalne wybranie odpowiedniej oferty spośród kilkudziesięciu szkół, mających po co najmniej 4 różnie sprofilowane i w różny sposób opisane oddziały. Na dodatek uwzględnić też trzeba nieznaną w chwili pierwszego wyboru ilość ostatecznie uzyskanych przez dziecko punktów, progi punktowe z lat ubiegłych, predyspozycje kandydata, który często swoje szanse widzi inaczej niż rodzice, niekiedy przez pryzmat decyzji koleżanek czy kolegów, opinie dotychczasowych nauczycieli itp.itd. W każdej szkole kandydaci powinni też uwzględnić (dla zwiększenia swoich szans dostania się) – to ważna informacja – podane przez szkołę przedmioty do punktacji rekrutacyjnej (wyniki osiągnięte w szkole podstawowej) a jednocześnie powinni podjąć decyzje, jakich przedmiotów będą uczyli się w liceum na poziomie rozszerzonym, potem przygotowywać się do matury a w konsekwencji na jakie pójdą studia. Czy takie „profilowanie” czternastolatka ma sens? W rzeczywistości najczęściej decyzje te podejmują rodzice kierując się własnym rozeznaniem „co dziecko lubi”, „z czego córka/syn są dobrzy” i jaki zawód aktualnie daje dobre perspektywy – pod tym kątem najpewniej prezentuje się „lekarz” i – niestety – coraz bardziej „prawnik” i „psycholog”. Do tego dochodzi nauka języków obcych, najczęściej drugiego, bo pierwszy zwykle jest decyzją szkoły – kontynuacja? wybór nowego? Jak w trosce o własne dziecko dokonać stosownej analizy tak bogatych (czy pozornie bogatych?) możliwości? Nie mówię już o analizie, którą miałby przeprowadzić przyszły absolwent szkoły podstawowej. Pomocne mogłyby być też progi punktowe z lat ubiegłych, ale tylko orientacyjnie gdyż wyniki egzaminu ósmoklasisty zostały ogłoszone na początku lipca więc wyboru i realnej oceny możliwości ucznia dostania się do konkretnej szkoły dokonać można by było dopiero wtedy.
Trzeba tu jeszcze raz podkreślić, że opisuję sytuację dziecka kończącego pierwszy etap edukacji w Gdyni, czy szerzej: Trójmieście. Dotyczy to także innych, dużych aglomeracji. Takie decyzje podjęły samorządy. W wielu miejscach w Polsce było inaczej bo zgodnie z Prawem oświatowym np. w Bydgoszczy czy Bielsku-Białej można było uwzględniać przy wyborze trzy szkoły publiczne i dowolną w nich ilość klas, co powodowało, że tamtejsi kandydaci i ich rodzice mieli łatwiejszy wybór. Tam również progi punktowe umożliwiające dostanie się do konkretnej szkoły były, porównując średnie wartości, niższe. System, który miał w założeniu spowodować większe ujednolicenie szans, wyrównanie dysproporcji generuje coraz większy bałagan i chaos oraz coraz większe rozwarstwienia.
Do zdobycia było 200 punktów. 100 z egzaminu i 100 za świadectwo, ewentualny pasek na nim, udział w olimpiadach przedmiotowych, wolontariat…
2. Egzamin ósmoklasisty odbywał się w dniach 11-13 maja.
3. Zgłoszenie do szkoły pierwszego wyboru składane było od 15 maja do 12 czerwca. Do 29 maja należało złożyć wniosek jeśli dostanie się kandydata do wybranego oddziału wymagało zdania dodatkowego testu/sprawdzianu. O tym szerzej napiszę później. Sprawdziany dodatkowe odbywały się w dniach od 1 do 3 czerwca a ich wyniki szkoły ogłaszały po kilku dniach.
4. Wyniki egzaminu ósmoklasisty ogłoszone zostały 3 lipca i od tego dnia do 8 lipca należało dostarczyć szkole pierwszego wyboru kopię świadectwa ukończenia szkoły podstawowej i kopię zaświadczenia o szczegółowych wynikach egzaminu ósmoklasisty. W tym terminie można też było dokonać zmiany wyboru szkoły – wycofać wniosek z dotychczasowej i wybrać inną. No cóż, był to piątek, teoretycznie można było dokonać zmiany wyboru szkoły od 8.00 rano, ale wyniki ogłoszono nieco później a więc praktycznie dla większości zostawał do ewentualnej zmiany poniedziałek i wtorek do godziny 15.00. Co jeszcze ciekawsze np. wgląd w egzamin ósmoklasisty w znanym mi przypadku wyznaczony został na 14 lipca czyli donosiło się kopię zaświadczenia o szczegółowych wynikach egzaminu nie wiedząc jeszcze czy nie będzie zachodziła potrzeba dokonywania odwołania od decyzji komisji egzaminacyjnej i - w przypadku jej powodzenia - zmiany punktacji.
5. 15 lipca nastąpiło ogłoszenie listy kandydatów zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych do konkretnych szkół. Teraz już tylko należało 16 lipca potwierdzić wolę podjęcia nauki w szkole, do której kandydat został zakwalifikowany, dostarczyć oryginały odpowiednich dokumentów i po 21 lipca, kiedy to szkoły ogłosiły listy przyjętych udać się na zaplanowane wakacje. No, chyba, że braliśmy udział w postępowaniu rekrutacyjnym uzupełniającym co spowodowało, że musieliśmy czekać jeszcze jeden dzień.
Takie krótkie terminy a i tak cały proces, który mógłby zostać sprowadzony do triady: nauka – egzamin - wyniki zostaje, dzięki swoistemu ubogaceniu, znacznie wydłużony.
Cyfryzacja procesu
Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, niezmiernie ważny moim zdaniem. Niezależnie od intencji, które przyświecały Ministerstwu wdrażającemu reformę likwidującym gimnazja i wprowadzającemu egzamin ósmoklasisty, wiele się od tego czasu zmieniło a przede wszystkim upowszechnił się elektroniczny sposób komunikacji między obywatelem a instytucjami. Ktoś powie, że to wygodne ale moim zdaniem także niebezpieczne. Wniosek o przyjęcie kandydata do szkoły ponadpodstawowej można było złożyć w Gdyni w formie papierowej lub elektronicznej jako tzw. e-wniosek. Wypełnić go mógł także uczeń, ale podpisać musiał, z uwagi na niepełnoletniość kandydatów, jeden z rodziców/opiekun prawny. Zanim można było zobaczyć na ekranie komputera i przeczytać cały, gotowy wniosek, zawierający także oświadczenie dotyczące treści wniosku, zaczynające się zdaniami: „Oświadczam, że wszystkie podane wyżej podane dane są zgodne ze stanem faktycznym. Jestem świadomy(a) odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia (…)” należało zadeklarować pisemną lub elektroniczną formę złożenia wniosku. Później już tej formy nie można było zmienić. W opisywanym przypadku, w części Dodatkowe informacje o kandydacie w każdej rubryce wypełniający zapisał: „Nie”. Gotowy wniosek, który „ukazał się” jako gotowy do podpisania i wysłania zawierał w Dodatkowych informacjach o kandydacie rubrykę, której wcześniej tam nie było i zapis: „Tak” opozycyjny w stosunku do jednego z zapisów poczynionych przez wypełniającego. W innym, stosownym do tego miejscu pojawił się Załącznik związany z wcześniejszym, dodanym „Tak”. Sam system dokonał zmian i uzupełnień! Sam ściągnął dodatkowe dane! Po co w takim razie był potrzebny podpis rodzica zagrożonego odpowiedzialnością karną za złożenie fałszywego oświadczenia? Jeśli sam System może wypełniać wniosek, lepiej wie od wypełniającego co należy wpisać i może ściągać potrzebne mu dane, to po co angażować rodzica i dziecko? Dlaczego zmusza się rodzica (czas naglił a ostateczny termin złożenia wniosku był bliski) do podpisywania wniosku w formie, której ani kandydat ani on sam nie akceptowali? To powinien być także temat do szerszej rozmowy na temat wolności osobistej, rzeczywistej ochrony danych osobowych, prywatności i granic Systemu w ich łamaniu.
Co na razie wynika z powyższego?
Przeniesiono ciężar kwalifikacji ze szkoły, do której się zdaje na szkołę, którą uczeń kończy po ośmiu latach nauki – to jest zapewne do dyskusji i być może pojawią się nawet głosy, że powinno się tak samo zrobić np. z egzaminami do szkół wyższych kiedy to wyniki matury mogłyby decydować o dostaniu się na konkretną uczelnię. Dyskutować można na każdy temat. Egzaminu ósmoklasisty nie można nie zdać a egzamin, którego nie można nie zdać przestaje być egzaminem. Przesadzam?
Przesadzę jeszcze bardziej, gdy wyrażę obawę iż dążymy do stanu, w którym System wybierze za nas, wskaże nam najbardziej według niego odpowiednią dla nas szkołę, uczelnię, nie da nam szansy sprawdzenia się, zinfantylizuje, upupi w sposób dotychczas niewyobrażalny. Oczywiście nie nas tylko przyszłe pokolenia. Zmieni je z obywateli w konsumentów, którzy już nie tylko w supermarketach będą wkładali do koszyków więcej niż potrzeba, nauczy od dziecka pokory wobec szkolnych wymogów, zabije indywidualność a wszystkich rodziców zmusi do korzystania z korepetycji (jak marketingowe sztuczki manipulujące do niepotrzebnych zakupów). Być może zostanie jeszcze jakiś czas pozostawiona szansa dla niepokornych geniuszy czy choćby wybitnie uzdolnionych, ale tylko w jednej dziedzinie, których tak poszukują i tak pragnął jeszcze dziś szkoły o wysokiej reputacji. Ale do czasu. Do czasu kiedy każdy uczeń kończący szkołę podstawową będzie miał świadectwo z paskiem, każdy będzie aktywny w wolontariacie, każdy będzie miał wybitne osiągnięcia w różnych dziedzinach (wystarczy tylko wszystkich zdiagnozować i w zależności od diagnozy zastosować ułatwienia umożliwiające każdemu osiągnięcie sukcesu a przez to dobrostanu). Wówczas wszyscy będą zadowoleni, wszyscy zdadzą egzaminy i wszyscy skończą wyższe studia bez wysiłku, bez zdobywania rzeczywistej wiedzy, rozterek, wahań i wszyscy rodzice będą szczęśliwi, że mają tak utalentowane dzieci.
Obawiam się, że Jan Zamoyski by tego nie zrozumiał, ale on żył ponad 400 lat temu.
