Kręgosłup na ścianie. O czym milczymy po tragediach w szkołach?Ceyrowski: Kręgosłup na ścianie. O czym milczymy po tragediach w szkołach?

MK3_dzszk_2022_aa_DSC07644.webp
(fot. Fratria)
FacebookTwitter

Za każdym razem, gdy szkolny korytarz staje się sceną tragedii, w mediach rusza ten sam, doskonale wszystkim znany teatr moralnego oburzenia. Na scenę wkraczają dyżurni eksperci od wszystkiego, z zatroskaną miną obwieszczając światu odwieczną prawdę: to przez te wstrętne gry i filmy. To one są wszystkiemu winne. Diagnoza prosta, elegancka i bezbolesna dla dorosłego sumienia. W istocie kryje się za nią wygodny eskapizm, który chciałby sprowadzić ludzki dramat do banalnie prostego schematu, w którym wszystko dookoła ponosi większą winę za zło. Wszystko, tylko nie my sami.

Gdyby te same zatroskane autorytety zechciały cofnąć się o trzy dekady i zajrzeć przez ramię dzieciakom dorastającym w latach 90. - choćby takim jak ten, który pisze te słowa - zapewne zarządzono by natychmiastową kwarantannę całego pokolenia.

Stosując tę logikę i przyjmując za miarodajne takie tłumaczenia rzeczywistości, musielibyśmy uznać, że nikt z nas nie powinien nigdy w życiu legalnie wsiąść za kółko. Przecież po setkach godzin spędzonych w Carmageddonie czy Destruction Derby, gdzie punkty przyznawano za widowiskowe rozjeżdżanie wszystkiego, co miało nieszczęście znaleźć się przed zderzakiem, zmotoryzowane roczniki 70., 80. i 90. powinny urządzać na ulicach codzienne derby rozwałki. Nie wspominając o finezyjnym wyrywaniu kręgosłupów w Mortal Kombat czy radosnym bieganiu z nożem po korytarzach Wolfensteina 3D.

Zamiast armii psychopatów z deficytem empatii wyrosło jednak społeczeństwo, które dziś grzecznie stoi w korkach, płaci podatki i… dokładnie tak samo jak ich rodzice szuka kozła ofiarnego w nowych zabawkach swoich dzieci.

Nowe czasy, ale stare tłumaczenia, dokładnie te same, które słyszeliśmy wówczas my, kiedy jeden z kolegów coś przeskrobał. „To pewnie przez te gry!” - krzyczeli wówczas wszyscy ci, którzy mieli gotową receptę. „To na pewno dlatego, że siedział tak długo przed komputerem” - tłumaczyli.

Ten mechanizm jest dość prosty. Niezwykle wygodnie jest wierzyć, że zło to plik wykonywalny z rozszerzeniem .exe albo algorytm TikToka. Banalizowanie rzeczywistości jest przecież znacznie starsze niż ta dzisiejsza debata i niezwykle urocze w swojej naiwności: zakażmy gier, ograniczmy smartfony, a nastolatki nagle zaczną recytować Norwida przy niedzielnym obiedzie, emanując stoickim spokojem podczas każdego możliwego zatargu. Nie, przepraszam. Nie będzie przecież żadnych sporów, więc po prostu podczas poetyckich slamów, które na pewno będą wówczas powszechną rozrywką. Zamiast tego całego głupiego MMA, bo komu to w ogóle potrzebne? 

Lubimy poszukiwać takiego alibi, prawda? To wspaniała cecha ludzi dorosłych. Przecież jeśli winny jest pistolet, to nikt nie zapyta o to, dlaczego przy rodzinnym stole była pustka. Jeśli winna była gra, to nikt nie zwróci uwagi na chroniczny brak czasu dla naszych bliskich. Jeśli winny był TikTok, to nikt nie zauważy, że od szkoły przypominającej XIX-wieczną pruską fabrykę posłuszeństwa przeszliśmy do instytucji, która głównie śmieszy, tumani i przestrasza. W tym wszystkim nie będziemy już pytali o genezę samotności w świecie, który wymaga sukcesu za wszelką cenę.

Przecież już znaleźliśmy winnego, po co psuć sobie humor?

Kiedy jednak chcielibyśmy zjawisko nastoletniej przemocy analizować nieco bardziej na serio, musielibyśmy zauważyć, że radykalizacja i agresja nie biorą się z pikseli. Dochodzenie do zła to proces powolny, wielowątkowy, hodowany latami w cieniu dorosłej obojętności, hipokryzji i wiecznego „zaraz, nie mam teraz czasu”. Dzieci nie stają się agresywne dlatego, że widzą przemoc na ekranie.

Stają się takie, gdy ekran jest jedyną rzeczą, która poświęca im sto procent swojej uwagi.

Wołają o nasz czas i naszą bliskość. Kiedy nie da się inaczej, to w taki sposób, jaki obserwujemy ostatnio w wielu tragediach dziejących się, o zgrozo, niemal jednocześnie w polskich szkołach. Ideałem byłoby oczywiście wyciągnąć wnioski i zapytać o realną genezę tego zjawiska.

Zamiast po raz kolejny urządzać krucjatę przeciwko elektronice, warto byłoby spojrzeć w lustro. To nie konsola zawodzi na całej linii, gdy młody człowiek decyduje się na krok ostateczny. Zrzucanie odpowiedzialności na gry wideo jest nie tylko lenistwem intelektualnym, to także wygodny moralny eskapizm.

Zawodzi system, zawodzą relacje, zawodzimy my. Rodzice. Dorośli.

Dekonstrukcja zła wymaga powiedzenia prawdy. To ja mam za mało czasu dla moich bliskich. Oczywiście, mam na to cały szereg usprawiedliwień! Przecież realizuję właśnie ważną misję w świecie równoległym. Doskonale tłumaczę samemu sobie, że robię to głównie po to, żeby niczego - nigdy - nikomu z nich nie brakowało. Przecież muszę to robić! Jestem dorosłym człowiekiem, ojcem, mężem, odpowiedzialnym pracownikiem dużego wydawnictwa z mniej lub bardziej poważnym stanowiskiem.

Obok moje dzieci rosną, dojrzewają, poznają świat. Uczą się go tu i teraz. Z roku na rok starsi. Poważniejsi. Z innymi, nowymi problemami. Jeśli nie będę miał dla nich czasu, zaczną szukać odpowiedzi gdzie indziej. Oby, daj Boże, znajdowały tylko dobre i właściwe. Mam gwarancję i pewność, że zawsze tak będzie? Nie wiem. Robię wszystko, żeby nigdy nie zbłądziły.

A Ty?

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.