Berek, czyli w Trybunale postać znanaBerek, czyli w Trybunale postać znana. Zadyma i protesty jako sposób na przejęcie TK?
Maciej Berek, były minister w rządzie Donalda Tuska został wybrany przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego nielegalnie. Może właśnie o to chodziło: wybierzmy kogoś nielegalnie, kogoś kto nie spełnia wymogów, to będą protesty, rozruchy, prowokacje i w tej zadymie będzie najlepsza okazja by Trybunał rozwalić.
Żadne opinie ciał najwyższych - jakiejś Komisji Weneckiej, Zgromadzenia Ogólnego ONZ, NATO, Światowej Rady Srego i Owego, ani nawet walnego zgromadzenia akcjonariuszy Agory – wydawcy GW nie zmienią tego, że Maciej Berek został przez Sejm nielegalnie wybrany jako ktoś kto ma być sędzią TK. Także wniesienie pana Berka do Trybunału na policyjnych tarczach i wyrąbanie mu drogi pałami nie uczyni wyboru Sejmu legalnym. Nie zmienią też tego żadne słowne wygibasy, manipulacje polityków, publicystów czy kauzyperdów. Próbuje się wmawiać, że trzeba jakiejś nadzwyczajnej wiedzy, pogłębionych ekspertyz by to rozstrzygnąć. Nie, nie trzeba, podobnie jak nie trzeba kończyć studiów z weterynarii albo zoologii by świnię czy barana rozpoznać.
Weźmy np. opinie takiego profesora Matczaka, który szyderczo wywodzi, że skoro sędzia Trybunału musi się wyróżniać prawniczą wiedzą, to prezydent pewnie chciałby robić testy ze znajomości Konstytucji. I dalej:
Sędzia musi mieć odpowiedni stan zdrowia do pełnienia obowiązków - niech wybraną przez Sejm osobę prezydent zaprosi do ringu, przegoni przez jakiś tor przeszkód, albo chociaż niech każe zrobić jej dwadzieścia przysiadów
- pisze Matczak na X.
A skoro nieskazitelny charakter to - obowiązkowe zaświadczenie od proboszcza. Przecież nie można Sejmowi ufać, wszystko trzeba sprawdzać. To absurd, powiecie. Ale dlaczego? Skoro jeden wymóg może prezydent kontrolować, dlaczego nie inne
- czytamy.
Panie Matczak, pan nie rozumiesz. Można formułować najgłupsze opinie z czego pan akurat jest znany i wywodzić, że Berek jest niespotykanie apolityczny i niezależny, nieposzlakowany, choć wiemy, że kłamie bo nie składał ślubowania wobec prezydenta etc. i prowadzić w tych sprawach jakieś dyskusje, a nawet regularnie brać za nie pieniądze jako ekspert od śmego i owego. Tu nie chodzi jednak o to by Berka oceniać, nawet jego stanu zdrowia po traumatycznym przeżyciu jakim było zastawienie mu wejścia do pokoju. On może i się z tego nie otrząsnął. Sejm wybrał Berka nielegalnie bo Berek nie spełnia wymogów formalnych. Nie przepracował 10 lat ani jako adwokat, ani sędzia, radca prawny etc.
Te kwestie nie podlegają ocenie, tylko sprawdzeniu. Panie Matczak, czy pan odróżnia ocenianie od sprawdzania? Nie wystarczy być radcą prawnym jak pan Berek i zostać wpisanym na listę radców Okręgowej Izby Radców Prawnych (OIRP) w Warszawie pod numerem WA-4775 jak pan Berek, tylko trzeba w tym zawodzie przepracować 10 lat by by zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Wpisanie na listę oznacza tylko i wyłącznie to, że ma się prawo do wykonywania zawodu, a nie, że się pracuje/pracowało.
Gdyby ustawodawca chciał, żeby wystarczyło być radcą prawnym, to ujął by to w ustawie, a nie pisał o wymogu pracy. Wtedy zaświadczenie z OIRP wystarczyłoby, a tak to trzeba jeszcze wykazać, że się przez 10 lat pracowało. To, że ktoś jest radcą nie oznacza, że pracuje jako radca. Rozumie pan, panie Matczak? Wytłumaczę to panu inaczej: np. marszałek Czarzasty jest alkoholikiem, o czym sam mówił i być może jest nawet zarejestrowany w jakiejś poradni, ale nie pije. Teraz pan zrozumiał? Bycie alkoholikiem nie oznacza że się człek upija, bycie radcą nie oznacza, że się pracuje. Może być i odwrotnie – nie być oficjalnie zarejestrowanym alkoholikiem i regularnie się jak pewien europoseł uchlewać i w takim stanie publicznie występować. Tak, czy owak Berek został wybrany nielegalnie i dopóki nie udowodni, że ma 10 lat stażu pracy, to nic tego nie zmieni.
Zamiast przepisu jesteśmy zasypywani różnego rodzaju „eksperymentami myślowymi” pana Przydacza i Boguckiego: co by było, jakby sejm wybrał do TK konia, małpę albo kogoś, kto nie ma polskiego obywatelstwa
- pisze Matczak na X.
No właśnie o to chodzi, że skoro według Matczaka kandydat do Trybunału nie musi spełniać zapisanych w ustawie wymogów, to większość sejmowa może wybrać byle kogo. Np. postać znaną Donaldowi Tuskowi - Murańskiego, jakiegoś ćpającego rapera z grzywką, albo kogokolwiek komu Donald Tusk każe się do Trybunału zgłosić. Dokładnie tak działa obecna władza. Przykład z koniem jest akurat trafny bo swojego rumaka Incitatusa cesarz Kaligula chciał zrobić konsulem, ale nie zdążył bo go własna straż zabiła.
Nie wiemy, co by było, bo to jest science fiction. A jak kiedyś sejm wybierze małpę albo konia, to Sejm (a nie prezydent, bo on w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia) skorzysta z doświadczenia PiS i stwierdzi nieważność powołania tych zwierzaków w drugiej uchwale - przecież tak zrobił PiS w 2015, żeby wprowadzić dublerów. Tylko że wtedy wybrano do TK porządnych ludzi, a nie konie, i wszyscy mieli polskie obywatelstwo
- ciągnie swe wywody Matczak.
Sejm z niczego nie skorzysta. Większość posłów zrobi dokładnie to co każe Donald Tusk, bo będzie się bała, że ich na listy wyborcze nie wpuści. Osobną, bardzo ciekawą kwestią jest to jak wyglądał proces wyłaniania/wymyślania kandydatury Berka. Czy to sam Berek siebie wymyślił? Powiedział sobie: jestem taki niepotykanie apolityczny, niepartyjny, niezależny to może zostanę sobie sędzią TK. Czy wtedy w sierpniu kiedy wymyślano/wyłaniano Berka to ktoś zwrócił mu uwagę: Ty, Berek, a ty masz 10 lat stażu pracy w odpowiednim prawniczym zawodzie? A Berek, wiedział czy nie wiedział czy ma czy nie ma odpowiedni staż jako radca? A może powiedziano mu, żeby się nie przejmował bo w Sejmie nikt tego nie będzie sprawdzał, a do Trybunału wniesie się go na tarczach, a drogę utoruje się pałami.
Jak działa taki system władzy i prawa że na tysiące możliwych, wyobrażalnych kandydatów, z których każdy mógłby się gorliwie władzy wysługiwać, postawiono akurat na takiego, który nie spełnia najbardziej oczywistych i klarownie sformułowanych wymogów?
A może przewidywano, że wywoła to protesty, że będą awantury? A może o to chodzi, by zadymy wywołać, bo to będzie okazja do całkowitego opanowania Trybunału? Jakieś rozruchy, prowokacje to najlepszy sposób by tego dokonać.
Nie będę pięknoduchem w tej sprawie. We wrześniu muszę mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do tego gmachu, że to będzie wszystko zgodne z prawem
- mówił w sierpniu Donald Tusk.
Pomińmy już fakt że jak zwykle nie dotrzymał akurat nie obietnicy, ale nawet groźby. Może właśnie o to chodziło: wybierzmy kogoś nielegalnie, kogoś kto nie spełnia wymogów, to będą protesty, rozruchy, prowokacje i w tej zadymie będzie najlepsza okazja by Trybunał rozwalić.
