Zostawmy Orbana, porozmawiajmy o Tusku, Niemczech i RosjiZostawmy, droga opozycjo, Orbana, porozmawiajmy o Tusku, Niemczech i Rosji

Symbolem pełnego poparcia dla Berlina jest oczywiście Donald Tusk, człowiek, który aktywnie realizował niemiecką politykę poddawania się Rosji w Polsce.
Opozycyjni politycy i dziennikarze bliscy obozowi „totalnej opozycji” w tych dniach lubią wykorzystywać tragedię wojny do pobudzania negatywnych emocji politycznych wobec ich arcywroga – Zjednoczonej Prawicy.
W tej politycznej wersji wojenne spekulacji jedną z ulubionych tez opozycji, obok haniebnego stawiania znaku równości między zbrodniarzem Putinem i PiS, jest ta, w której partia rządząca zostaje rozliczana z powodu polityki Viktora Orbana. Dokładniej, z powodu niezrozumiałej niechęci Orbána do zadeklarowania bardziej zdecydowanej polityki wobec faktu brutalnego ataku na Ukrainę.
„Mam nadzieję, Panie Premierze, że już nigdy nie usłyszymy o przyjaźni polsko-węgierskiej, ani ofiarowaniu im Kodeksu Korwina z XV w. i wycofamy sprzedaż części Lotosu (stacje) Grupie Mol, bo i tak nikt tam nie będzie tankować”
— pisze Katarzyna Lubnauer.
„Niemcy skorygowały swoją politykę. Węgry pozostają sojusznikiem Putina”, pisze dziennikarka Dominika Wieloweyska, komentując wypowiedzi Morawieckiego, który wysłał do Berlina wyraźne ostrzeżenia, że Niemcy muszą zrobić wszystko, co możliwe, aby powstrzymać brutalne i bezpodstawne ataki na Ukrainie. Wielowiejska nie napisze, oczywiście, że według wszelkich relacji to Polska i Morawiecki pomogli zmienić stanowisko Niemiec, a Berlin zgodził się na zaostrzenie sankcji wobec reżimu Putina. O czym pisał Jacek Karnowski.
Takie zjawiska jak opisane powyżej są w rzeczywistości desperackim odwracanie kota ogonem.
Próbując rozliczyć PiS za Orbana i jego zachowanie, opozycja tak naprawdę chce uniknąć rozliczanie swojego obozu za koncepcje kompletnego poparcia polityki Berlina, która polegał na tolerowaniu Putina i jego imperializmu, w celu robienia z nim interesów. To polityka, która, co teraz dla wszystkich jest jasne, pomogła sprowadzić rosyjskie czołgi na Ukrainę. Wszyscy są tego świadomi, nawet lewicowo-liberalny Politico o tym pisze.
Symbolem pełnego poparcia dla Berlina jest oczywiście Donald Tusk, człowiek, który aktywnie realizował niemiecką politykę poddawania się Rosji w Polsce. Nawet minister spraw zagranicznych w rządzie Tuska Radosław Sikorski przyznał w tych dniach, że „Putin stracił Niemcy”, co jest potwierdzeniem, że kiedyś je „miał”. A to właśnie ten polityk błagał kiedyś Niemców o przejęcie inicjatywy i „odpowiedzialność” za Unię.
Jeśli więc ktoś musi być za coś pociągnięty do odpowiedzialności politycznej, to nie PiS, ale Tusk i jego ludzie, którzy od lat prowadzą oportunistyczną politykę wobec Rosji.
Zostawmy, droga opozycjo, Orbana.
Porozmawiajmy o Tusku, Niemczech i Rosji.
