Wolne media? Wolne żarty! Jak się robi politykę w tabloidachWolne media? Wolne żarty! PRZYPOMINAMY, jak robi się politykę w redakcjach, które dzisiaj najgłośniej krzyczą o wolności

Dwa bardzo ważne artykuły Wojciecha Biedronia demaskujące szokującą praktykę w "polskim" tabloidzie, którego linię polityczną wytyczają nadzorcy z Niemiec.
W cyklu „Ważne archiwa SIECI” przypominamy Państwu najważniejsze publikacje naszych autorów. Czytelnicy portalu wPolityce.pl, którzy przystąpią do „Sieci Przyjaciół” (można to zrobić ==> TUTAJ) dostaną porcję dobrej publicystyki, reportażu, ważnych opinii.
Dzisiaj w cyklu WAŻNE ARCHIWA SIECI dwa bardzo ważne artykuły Wojciecha Biedronia demaskujące szokującą praktykę w „polskim” tabloidzie, którego linię polityczną wytyczają nadzorcy z Niemiec.
MASKI OPADŁY!
Wojciech Biedroń
Artykuł ukazał się w numerze tygodnika „wSieci” Nr 12 (225) 2017
20–26 marca 2017 r.
Ci, którzy uważali, że należące do niemiecko-szwajcarskiego potentata medialnego Ringier Axel Springer media mogą zachować niezależność, stracili resztki złudzeń. Po tym, jak „Wiadomości” TVP oraz portal wPolityce.pl opublikowały list prezesa RASP Marka Dekana do dziennikarzy „Faktu”, „Newsweeka” i portalu Onet, nikt nie ma już wątpliwości, że za nagonką na polski rząd w mediach niemieckiego giganta stoją zagraniczni właściciele tych tytułów.
Bulwersująca treść listu Dekana jest potwierdzeniem, że przeciwko Polsce zawiązała się nieformalna koalicja potężnych rekinów medialnych oraz urzędników europejskich.
Pracodawca dziennikarzy w sposób przejrzysty sugeruje im, jak mają opisywać polską rzeczywistość polityczną. Mają mianowicie straszyć odbiorców tym, że na skutek działań rządu PiS (próba storpedowania reelekcji Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej) Polska zostanie zdegradowana do „Europy drugiej prędkości” („Unia Europejska nauczyła się, że o jedność nie warto zabiegać za wszelką cenę”). Ale jeśli Polacy obalą swoje demokratycznie wybrane władze – sugeruje szef niemiecko-szwajcarskiego koncernu – to zasłużą na pozostawienie w europejskim centrum („Podpowiedzmy im co zrobić, żeby pozostać na pasie szybkiego ruchu i nie skończyć na parkingu”).
Zagraniczny pracodawca sugeruje też podległym sobie dziennikarzom, żeby podkreślali, iż „Polska na skutek głosowania przeciw Tuskowi straciła dobrą reputację w UE”. Powinni także suflować swoim czytelnikom opinię, że konfrontujące się z europejskim establishmentem polskie władze są nieudolne („Kaczyński, zapewne wbrew sobie, stał się najskuteczniejszym orędownikiem reelekcji Donalda Tuska”).
Odnosząc się do ostatniego szczytu Unii Europejskiej, na którym wbrew stanowisku Polski Tusk został wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej, austriacki prezes niemiecko- -szwajcarskiego koncernu napisał: „Ideologia i prymitywne manipulacje przegrały z wartościami i rozsądkiem”. Te „wartości i rozsądek” to właśnie wybór Tuska. Przegrani zaś – jak instruuje dziennikarzy Dekan – to Jarosław Kaczyński i dobra reputacja Polski.
List Dekana brzmi jak instrukcja napisana przez rząd w Berlinie.
Dekan boi się niezależnych
Instrukcję tę, rozesłaną e-mailem po redakcjach polskich gazet należących do koncernu, dziennikarze odebrali jako nacisk na to, co mają pisać. Wyjątkowo bezczelny, jednak nie pierwszy. Jeszcze w lutym ub. r. austriacki prezes i polskie władze niemiecko-szwajcarskiego wydawnictwa urządziły pogadankę dla dziennikarzy „Faktu”, której przesłanie sprowadzało się do tezy, że nowy polski rząd jest największym wrogiem.
Kulisy politycznych manipulacji w redakcji „Faktu” ujawnił już w zeszłym roku dziennikarz TVP Cezary Gmyz. Z opublikowanych przez niego nagrań rozmowy między ministrem w rządzie Tuska, Pawłem Grasiem, a biznesmenem Janem Kulczykiem wynika, że Graś podejmował interwencje w rządzie kanclerz Angeli Merkel, by odwołać ówczesnego redaktora naczelnego „Faktu”. Śledztwo w tej sprawie, po zmianie rządu w Polsce, wszczęła prokuratura.
Kiedy naczelny, a później inne osoby z kierownictwa redakcji straciły stanowiska, raptownie zmieniła się polityka redakcyjna „Faktu”. Gazeta ta – wbrew interesom Polski, a zgodnie z ówczesną polityką kanclerz Merkel – promowała masowe przyjmowanie w naszym kraju uchodźców. Po wyborach rozpoczęła zajadłą krytykę nowego polskiego rządu. Ministrowi spraw zagranicznych zarzucała np., że ignoruje stanowisko Niemiec.
Faktycznym redaktorem naczelnym, jak opisywał to Gmyz, stał się przysłany z Niemiec doradca, na co dzień prowadzący drużynę piłkarek ręcznych w małym miasteczku pod Hamburgiem. Podczas redakcyjnych kolegiów instruował dziennikarzy, co i jak mają pisać.
Latem zaś na konferencji medialnej we Wrocławiu prezes Dekan łajał polskich dziennikarzy za to, że są za mało krytyczni wobec rządu. Za wzór stawiał im niemiecką prasę – tę, która akurat w tym samym roku przemilczała seksualne napaści uchodźców na kobiety w sylwestrową noc w Niemczech. Wyrażał też niepokój tym, że na rynki medialne w Europie Środkowej wchodzą nowi gracze, nienależący do kapitału zagranicznego, natomiast „powiązani z partiami politycznymi”. Dekan potępiał ich m.in. za to, że próbują „stać się mediami opiniotwórczymi”.
Ofiary manipulacji
Słowa Dekana w mig łapią wydawcy i niektórzy dziennikarze mediów należących do RASP. Przykładami niech będą np. okładka „Newsweeka”, na której Jarosław Kaczyński pali flagę unijną, czy histeryczne teksty publicystów wieszczących w Polsce autorytaryzm. Takie materiały to codzienność w wydawanych w Polsce, a należących do Niemców, mediach.
Poraża też skala manipulacji. Kilka miesięcy temu portal Fakt24.pl zmanipulował wypowiedzi Marka Magierowskiego, dyrektora Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta RP. Afera zaczęła się od wywiadu, którego Magierowski udzielił portalom Fakt24.pl. i Onet.pl. w programie „Burza polityczna”. Pytany o możliwą konfrontację wyborczą między prezydentem Andrzejem Dudą a Tuskiem Magierowski odpowiedział bardzo wstrzemięźliwie: „Jeśli dobrze pamiętam, w jednym z ostatnich sondaży, to przewaga dzisiaj – dzisiaj [podkreślił Magierowski – dop. red.] – Andrzeja Dudy nad Donaldem Tuskiem jest znacząca. Ale oczywiście, pamiętając przygody różnych poprzednich prezydentów, należy patrzeć z dużą wstrzemięźliwością na dzisiejsze sondaże i starać się rzeczywiście o to, aby poszerzać jak najbardziej tę bazę wyborczą”.
Jak słowa Magierowskiego odczytały internetowy portal „Faktu” i Onet? Po swojemu – tak, by uderzyć w prezydenta niby przekonanego o własnej wielkości, pełnego pychy i pewnego zwycięstwa dzięki wielkiej popularności.
„Starcie Dudy z Donaldem Tuskiem? Wynik oczywisty” – krzyczał wielki nagłówek na portalu. Magierowski musiał interweniować na Twitterze, by redaktor naczelny „Faktu” wymusił korektę materiału w portalu Fakt24.pl.
Podobnych sytuacji było wiele i należy się ich spodziewać w przyszłości. Ostry antyrządowy ton widać też było w czasie szczytu unijnego, gdy niemal wszystkie tytuły RASP atakowały polski rząd. Obiektywizmu nie było widać w żadnym z tytułów koncernu. W podobnym tonie wypowiadali się dziennikarze „Faktu”, Onetu i „Newsweeka” na portalach społecznościowych.
Przestraszona mniejszość
Sprawa listu Dekana i linii programowej medialnego giganta nie wszystkim dziennikarzom tytułów RASP przypadła do gustu. Wielu z nich nie zgadza się na niemiecką dominację i ciągłe uderzanie w rząd oraz polski interes. Nie chcą występować pod nazwiskami, gdyż boją się utracić pracę.
– Właściwie jest tylko jedna linia, którą reprezentuje redakcja. Ci, którzy myślą inaczej, ukrywają swoje poglądy, ale wyczuwają presję związaną z polityczną doktryną firmy. Przed wyborami w 2015 r. można było jeszcze się silić na obiektywizm, ale po wyborach gazeta jak walec rozjeżdża niemal wszystkie projekty rządu, opr.cz programu 500+ – mówi jeden z dziennikarzy „Faktu”.
Zdaniem naszych rozmówców z „Faktu” i portalu Onet wewnętrzna opozycja wobec jednostronnej polityki redakcyjnej jest słaba, bo dziennikarze boją się, że stracą pracę, a kierownictwo redakcji całkowicie popiera antyrządowy kurs całego koncernu.
Krytyka obecnego rządu wzmogła się na łamach prasy wydawanej przez niemiecko-szwajcarski koncern, gdy rządzący politycy rozpoczęli pracę nad ustawą, która ma ograniczyć udział zagranicznego kapitału w polskich mediach. Dziś trzy czwarte polskich gazet należy do zagranicznych, niemal wyłącznie niemieckich, wydawców. Planowane zmiany otwarcie skrytykował prezes niemieckiego koncernu Axel Springer Mathias Dopfner, atakując osobiście Jarosława Kaczyńskiego. Gazety wydawane w Polsce przez jego koncern, jak „Fakt” i „Newsweek”, wtórują mu w tej krytyce.
= = = = = =
Instrukcja szefa Ringier Axel Springer Marka Dekana dla polskich dziennikarzy pracujących w mediach koncernu
Uwaga: pisownia oryginalna
Barcelona kontra PSG 6:1 – co to był za mecz! Jednak to nie te rozgrywki zasłużyły na miano starcia tygodnia. Ta kategoria należała do dwóch Polaków, którzy zmierzyli się ze sobą na arenie europejskiej, a ich spotkanie zakończyło się wynikiem 27:1!
Wyłącznym zwycięzcą nie jest jednak Donald Tusk, tak jak Kaczyński nie jest jedynym przegranym. Razem z Tuskiem wygrali Polacy – wszyscy ci, którzy są dumni z przynależności do Unii Europejskiej.
Badania pokazują, że takie poglądy ma blisko 80% polskiego społeczeństwa. Co do przegranych w tym starciu, to obok Jarosława Kaczyńskiego znalazła się dobra reputacja Polski jako rzetelnego partnera w UE.
Czego się dowiedzieliśmy:
-
Kaczyński, zapewne wbrew sobie, stał się najskuteczniejszym orędownikiem reelekcji Donalda Tuska.
-
Ideologia i prymitywne manipulacje przegrały z wartościami i rozsądkiem. Zarówno rządzone przez Orbana Węgry, jak i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej, poparły w głosowaniu Tuska.
-
UE nauczyła się, że o jedność nie warto zabiegać za wszelką cenę. To bardzo cenna lekcja na przyszłość, która z pewnością przyspieszy wdrażanie koncepcji UE różnych prędkości.
Ta ostatnia z lekcji ma kluczowe znaczenie dla Polski. W nadchodzącym czasie na autostradzie unijnej integracji pojawia się nie tylko pas szybkiego i wolnego ruchu, ale też parking. I to jest właśnie moment, gdy do gry włączają się wolne media, takie jak my.
Nigdy nie zapominajmy o podstawowych wartościach, jakie reprezentujemy: opowiadamy się za wolnością, rządami prawa, demokracją i ZJEDNOCZONĄ EUROPĄ.
Pamiętajmy, że większość naszych czytelników i użytkowników należy do tej miażdżącej większości, która popiera członkostwo Polski w UE. Podpowiedzmy im co zrobić, żeby pozostać na pasie szybkiego ruchu i nie skończyć na parkingu.
Stawką w tej grze jest wolność i pomyślność przyszłych pokoleń.
Polacy popierają Unię Europejską.
[?Polaków] popiera członkostwo Polski w UE. Wskazują na to wyniki ankiety przeprowadzonej 9 marca przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS).
[?] osób w wieku 35–44 lat, mieszkających w dużych miastach (pow. 500 tys. mieszkańców) popiera polskie członkostwo w UE – jest to najwyższy poziom akceptacji wśród wszystkich grup wiekowych.
[?Polaków] opowiada się za opuszczeniem przez Polskę UE. Jednak w grupie wiekowej 18–24 lat odsetek ten wzrasta do 26%.
Choć wyniki badań napawają optymizmem, to jednocześnie rodzą pytania, na które warto poszukać odpowiedzi.
Dlaczego krytyczna postawa wobec Europy jest widoczna zwłaszcza wśród młodego pokolenia? Dlaczego w mniejszym stopniu wierzy ono w ideę wspólnej Europy?
Z pewnością po części przyczyniło się do tego obrzucanie UE błotem przez populistów oraz kreowany w mediach negatywny obraz pogrążonej w kryzysie Unii. Są to kwestie, na które UE powinna zwrócić większą uwagę.
Obywatele Europy dostrzegli obecność tego trendu wśród młodszego pokolenia i samodzielnie podejmują działania. Swoje poparcie dla zjednoczonej Europy wyrażają poprzez inicjatywę pod nazwą „Pulse of Europe”.
Warto się z nią zapoznać: www.pulseofeurope.eu
= = = =
Odpowiedź koncernu
Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej w Grupie Ringier Axel Springer Polska, w odpowiedzi na pytania Wirtualnemedia.pl wyjaśniła, że Mark Dekan co tydzień pisze krótki list do pracowników. Podkreśliła, że w ostatnim liście nie sugerował, jak należy opisywać decyzję na szczycie UE o reelekcji Donalda Tuska. „Mark Dekan odniósł się natomiast do raportu IBRiS, który badał postawę Polaków dotyczącą UE, a także do tego, że jedność w UE jest niezbędna, by zagwarantować wolność i możliwość rozwoju, także dla przyszłych pokoleń” – stwierdziła. Czy sugestie szefa wydawnictwa, co jego dziennikarze mogą radzić czytelnikom w tematyce Unii Europejskiej, nie naruszają niezależności dziennikarzy i zespołów redakcyjnych? „Nie było takich sugestii. W swoim liście Mark Dekan przypomniał pracownikom o wartościach, jakie reprezentuje Grupa Onet-RAS Polska: wolność, rządy prawa, demokracja i zjednoczona Europa” – odpowiedziała Agnieszka Odachowska.
= = = = = =
REDAKTORZY POD NADZOREM
Wojciech Biedroń
Artykuł ukazał się w numerze tygodnika „wSieci” Nr 13 (226) 2017
27 marca–2 kwietnia 2017 r.
Dziennikarze „Faktu” twierdzą, że byli instruowani przez niemieckiego konsultanta, w jaki sposób należy pisać o rządzie i opozycji.
Historia jak ze szpiegowskich filmów. Prowincjonalne niemieckie miasteczko pod Hamburgiem, niewielki sklepik ze sportowymi gadżetami i starszy pan, który na co dzień chodzi w swetrze albo dresie i od ponad 40 lat angażuje się zawodowo w działalność lokalnej drużyny piłkarek ręcznych. Jest jej szefem.
Pozory jednak mylą. Przeszło 60-letni Peter Prior jest osobą, która od lat 90. wydaje dyspozycje szefom największych gazet w Europie Środkowo- Wschodniej. W Polsce od lata 2014 r. do przynajmniej połowy 2016 r. miał rzeczywisty wpływ na to, jaką linię polityczną i światopoglądową przyjął największy polski dziennik – „Fakt”.
Niemiec został przysłany do gazety, gdy stanowisko redaktora naczelnego stracił jej założyciel Grzegorz Jankowski. O dymisję naczelnego – jak wynika z nagrań ujawnionych w tzw. aferze taśmowej – zabiegał u kanclerz Niemiec Angeli Merkel Paweł Graś, rzecznik rządu Donalda Tuska. Powodem miała być krytyka rządu Tuska, zwłaszcza gdy wyszła na jaw afera Amber Gold, w którą był uwikłany syn ówczesnego premiera.
Jak należy pisać o PO
Prior, przedstawiany dziennikarzom jako konsultant i doradca gazety, odgrywał kluczową rolę w „Fakcie” od lata 2014 r., gdy niepokornego Jankowskiego zastąpił Robert Feluś. Niemiec miał brać udział w przynajmniej kilkunastu spotkaniach i kolegiach redakcyjnych, podczas których pouczał dziennikarzy, co i jak mają pisać. Zwłaszcza na tematy polityczne. Z informacji jednego z dziennikarzy „Faktu” wynika, że strofował ich i kierunkował politycznie.
– Wielu z nas było zażenowanych. Szczególnie niektórzy wydawcy, którzy wizytę Priora i jego uwagi traktowali jak połajanki i instrukcje. To była ingerencja w naszą pracę. I ten ton! – słyszymy w relacji z jednego ze spotkań z „cenionym” doradcą, jak nazywali Priora przedstawiciele wydającego „Fakt” koncernu Ringier Axel Springer Polska.
Okazuje się, że ten „ceniony doradca” nie znał nawet języka polskiego, a warto dodać, że wielu niemieckich pracowników koncernu wcześniej odpowiadających za nasz rynek mówiło po polsku. Dlatego artykuły przygotowywane przez dziennikarzy były najpierw tłumaczone przez sekretarkę, a potem przesyłane mu mailem. Prior czytał i pouczał dziennikarzy, jeśli ci napisali artykuły krytyczne wobec rządu PO, Donalda Tuska czy Lecha Wałęsy. Ale atakował też za to, że zbyt życzliwie piszą o nowo wybranym prezydencie Andrzeju Dudzie.
– Nie był zadowolony, gdy bez sensacji pisaliśmy o urlopie Andrzeja Dudy we Włoszech. Staraliśmy się opisać to bez emocji i nie doszukiwaliśmy się w tym włoskim wypadzie Dudów niczego zdrożnego. Jakiś czas potem musieliśmy wrzucić do wydania idiotyczny przedruk z „Newsweeka”, który znalazł „aferę” w tych wakacjach Dudy – wspomina jeden z dziennikarzy gazety.
Upokarzające dla dziennikarzy było też to, że pouczani są przez osobę bez udokumentowanych kwalifikacji. Prior, opr.cz tego, że przed wieloma laty miał skończyć studia dziennikarskie, nie mógł się bowiem pochwalić większym dorobkiem. W internecie nie można się natknąć na jego publikacje ani artykuły. Dziennikarze, z którymi rozmawialiśmy, byli zdumieni banałami, jakie opowiadał Prior.
– Wymachiwał jakimiś pożółkłymi egzemplarzami „Bilda” sprzed kilkunastu lat i stawiał je nam za wzór. Dla większości z nas, którzy w „Fakcie” pracowali od dawna, nie były to żadne wskazówki. Ameryki nie wymyślił ani nie wniósł niczego nowego do gazety – mówi nam jeden z dziennikarzy, który uczestniczył w kolegiach z niemieckim „doradcą”.
Inny z dziennikarzy w rozmowie z tygodnikiem „wSieci” twierdzi, że Peter Prior niepochlebnie miał się wypowiadać o ostrym kursie redakcji przeciwko znanym postaciom schyłkowego okresu rządów PO.
– Bardzo nie podobało mu się, że nawoływaliśmy Sławomira Nowaka do złożenia mandatu poselskiego – mówi nasz informator.
Przełożony zza Odry
Po co więc przyjechał do Polski ten tajemniczy „doradca”? Po to, by dyktować dziennikarzom, jak powstają teksty w bulwarówce? Dla wielu z nich obecność Petera Priora mogła mieć związek jedynie z nadaniem gazecie pożądanego kursu politycznego. Innego powodu jego obecności nie dostrzegają.
Tymczasem – jak się dowiadujemy – nowy redaktor naczelny „Faktu” Robert Feluś traktował niemieckiego wysłannika jak swojego przełożonego. Skrzętnie notował jego uwagi wygłoszone na redakcyjnych kolegiach, a potem egzekwował dyspozycje Niemca od dziennikarzy. Na przykład artykuły agitujące za przyjmowaniem uchodźców w Polsce musiały być napisane w tonie zgodnym z polityką Niemiec i zarazem sprzeczne z ówczesnym stanowiskiem rządu Ewy Kopacz, która początkowo bardzo wstrzemięźliwie wypowiadała się na temat przyjmowania uchodźców.
– Robert stał się nagle zwolennikiem otwarcia się Polski na emigrantów. Obnosił się z tym i podkreślał swoją „otwartość”. Pamiętam, gdy w redakcji pojawił się forsowany przez szefostwo pomysł, by podpisać się pod jakimś listem przeciwko „mowie nienawiści”, Feluś miał żartować, że albo się podpiszemy, albo możemy iść do „Gazety Polskiej”. Specyficzny „żart” jak na naczelnego – opowiada jeden z proszących o zachowanie anonimowości dziennikarzy redakcji.
Proemigracyjny kurs redakcji posłużył oczywiście do ataku na rząd Prawa i Sprawiedliwości. Gdy w styczniu dwaj muzułmanie zabili Polaka przed barem w Ełku, „Fakt” ogłosił, że to wina… polskiego rządu. „Widać na tym przykładzie, jak złe owoce zaczyna przynosić polityka rządzących wobec ludzi, którzy mają inny kolor skóry i w innego wierzą Boga” – oburzał się w swoim komentarzu Feluś.
A gdy w zamachach w Paryżu w listopadzie 2015 r. islamscy terroryści zabili 130 osób, redaktor naczelny się oburzał: „Obrzydzeniem napawają mnie komentarze w stylu: to wszystko przez uchodźców, bo my ich przyjmujemy, a oni nas mordują”. Gazeta lansowała bowiem tezę, że należy przyjmować imigrantów bez limitów, tak jak chce tego rząd Niemiec.
Codziennie atak na rząd
Skąd się wzięła się taka linia gazety, ujawniła dopiero niedawna afera z listem prezesa Marka Dekana, w którym instruował dziennikarzy pracujących dla RASP, jak powinni interpretować wybór Donalda Tuska na drugą kadencję jako prezydenta Rady Europejskiej: „Ideologia i prymitywne manipulacje przegrały z wartościami i rozsądkiem” – pisał. Upublicznienie tego listu wywołało panikę w wydawnictwie, a rzeczniczka Ringier Axel Springer Polska jeszcze bardziej pogrążyła swoją firmę, przyznając, że tego rodzaju „instrukcje” z centrali wysyłane są redakcjom co tydzień:
– Nie jest prawdą, by Mark Dekan w swoim cotygodniowym liście do pracowników określał, jak powinien być opisywany wybór przewodniczącego Rady Europejskiej – ogłosiła.
Wydawnictwo odsunęło w cień niemieckiego nadzorcę dopiero wtedy, gdy wiosną 2016 r. jego rolę w redakcji „Faktu” ujawnił publicysta Cezary Gmyz. Niemiec nie brał już udziału w redakcyjnych kolegiach, ale – jak wynika z naszych informacji – nadal pojawiał się na spotkaniach w wąskim gronie – z redaktorem naczelnym i szefami wybranych działów. Nie zmieniła się też linia polityczna gazety.
Prawie każdy dzień przynosił zmasowany atak „Faktu” na rząd. Za to o wybrykach opozycji pisze się mało, niechętnie i na mniej eksponowanych miejscach. Czołowi dziennikarze działu politycznego są także aktywni w mediach społecznościowych, gdzie niemal codziennie uderzają w PiS. Nikt z nich nie kryje, że obecna ekipa jest im wroga. W ubiegły czwartek, gdy premier Beata Szydło udzieliła wywiadu w TVN24, naczelny „Faktu”, dworował sobie, że premier wysłała do Londynu, jak to określił, szeregowego posła [Jarosława Kaczyńskiego – red.], bo chciała udzielić wywiadu w telewizji. W obliczu tragedii, jaką przyniósł tego samego dnia atak terrorystyczny na moście Westminsterskim, trudno o gorszy przykład złej woli.
Polityka ważniejsza niż sprzedaż
Peter Prior reprezentuje interesy prasowego giganta od co najmniej od 1994 r. Wtedy pojawił się w największych środkowoeuropejskich gazetach należących do szwajcarskiego koncernu Ringier. Decydował o polityce redakcyjnej czeskiego bulwarowego dziennika „Blesk”, węgierskiego „Magyar Hórlap” i rumuńskiego „Libertatea”.
Po jego wyczynach z rumuńskiego dziennika w proteście odeszła niemal cała redakcja – ponad 70 redaktorów i dziennikarzy. Zarzucili wydawcy, że przysyła „osoby znikąd”, które decydują o kształcie gazety i ją rujnują. Sprzedaż dziennika „Libertatea” spadła z pół miliona do kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy.
Problemy ma też „Fakt”. Spadki sprzedaży w różnych okresach sięgały nawet kilkunastu procent miesięcznie. Jednak linia polityczna gazety nadal jest zgodna z dyspozycjami niemieckiego „nadzorcy” i instrukcji przesyłanej przez koncernową szychę Marka Dekana.
Zapytaliśmy Ringier Axel Springer Polska o Petera Priora. Przedstawiciele koncernu potwierdzili, że Prior przynajmniej kilkanaście razy bywał na kolegiach redakcyjnych „Faktu”. Zdaniem rzeczniczki RASP Prior miał „rozwijać warsztat dziennikarski” redaktorów gazety.
– Peter Prior jest niezależnym konsultantem, który doradzał przez wiele lat redakcjom należącym do szwajcarskiego wydawnictwa Ringier na różnych rynkach. Jeśli zaś chodzi o „Fakt”, to zadaniem pana Priora była wyłącznie konsultacja służąca rozwijaniu warsztatu dziennikarskiego oraz makiety dziennika – informuje Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej Grupy Onet-RASP Polska.
Odachowska potwierdziła, że Prior uczestniczył w „kilkunastu” kolegiach redakcyjnych. Pytana, czy odbywały się także nieformalne spotkania Petera Priora z poszczególnymi szefami działów, w tym najważniejszego, kierowanego przez Mikołaja Wójcika działu politycznego, odpowiedziała:
– Peter Prior nigdy nie spotykał się z Mikołajem Wójcikiem poza forum kolegium redakcyjnego. Nie spotykał się też nieformalnie z Robertem Felusiem, jedynie w sprawach merytorycznych, np. przy okazji tematów dotyczących dystrybucji materiałów wideo w serwisach internetowych.
Odachowska zapewnia też, że w obecnie Prior nie spotyka się już z pracownikami redakcji należących do RASP.
Pytania do naczelnego
Instrukcjami zagranicznych „nadzorców” w redakcjach należących do Ringier Axel Springer Polska zajęli się już posłowie z komisji kultury i środków przekazu oraz przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ci pierwsi nie kryli oburzenia ingerencjami Marka Dekana oraz jego instrukcją.
– MSZ interweniowało, wyraziliśmy zaniepokojenie, że niemiecko-szwajcarski koncern wystosował list do swoich pracowników, który może stanowić próbę ingerencji w niezależność mediów. […] Tę sprawę traktujemy jako wysoce niepokojącą i wpływającą w wewnętrzne sprawy kraju – mówił na środowym posiedzeniu komisji Jan Dziedziczak z MSZ.
Komisja wezwie też na swoje posiedzenie redaktora naczelnego „Faktu” Roberta Felusia. Posłowie będą mu zadawali pytania dotyczące ewentualnego wpływu osób z zagranicy na linię programową gazety. Jest wielce prawdopodobne, że parlamentarzyści będą też pytali Roberta Felusia o kolegia redakcyjne z udziałem Petera Priora. Czy jego słowa rzucą nowe światło na sprawę niemieckiego „doradcy”? Tego nie wiadomo, ale posłanka Joanna Lichocka wskazywała na możliwość nacisków w redakcjach kierowanych przez RASP.
– Mam sygnały od dziennikarzy pracujących w tym wydawnictwie, że są zmęczeni, oburzeni. Nikt nie może powiedzieć tego pod nazwiskiem, bo natychmiast straci pracę. Jest świadectwo byłego redaktora naczelnego tygodnika „Forbes” [głośny wywiad z Kazimierzem Krupą przeprowadził portal wPolityce. pl – red.] oburzonego tym, w którą stronę poszło zarządzanie redakcjami wydawanymi w Polsce – przekonywała Joanna Lichocka.
Sprawa ewentualnych nacisków przyspieszyła też prace nad ustawą o repolonizacji mediów. – Mam nadzieję, że do wakacji gotowy rządowy projekt legislacyjny dotyczący repolonizacji mediów będzie mógł ujrzeć światło dzienne – zapowiedział wiceminister kultury Jarosław Sellin.
Człowiek z witryny
W witrynie sklepiku z gadżetami sportowymi w Buxtehude pod Hamburgiem wiszą artykuły z lokalnych gazet. Ze zdjęć na nich uśmiecha się Peter Prior. Opowiada o sukcesach drużyny piłkarek ręcznych, którą kieruje i w której grają jego córki. Chwali się planami budowy hali sportowej w swoim miasteczku.
Nie ma ani słowa o tym, że wydawał polecenia szefom największych gazet w Europie Środkowo-Wschodniej. I że w Polsce stawał przed nim na baczność redaktor naczelny „Faktu”.
Człowiek zagadka do zadań specjalnych nadal pozostaje w cieniu. Pojawi się zapewne niedługo na innym froncie, by jako „niezależny konsultant” nadal dbać o poprawność linii redakcji należących do Ringier Axel Springer.
Poprosiliśmy Petera Priora o odpowiedzi na nasze pytania, które przesłaliśmy mu w języku niemieckim. Do momentu zamknięcia tego numeru tygodnika „wSieci” nie otrzymaliśmy na nie żadnej odpowiedzi.
= = = = = = = = =
W cyklu „Ważne archiwa SIECI” przypominamy Państwu najważniejsze publikacje naszych autorów. Co tydzień, w weekendy czytelnicy portalu wPolityce.pl, którzy przystąpią do „Sieci Przyjaciół” (można to zrobić ==> TUTAJ) dostaną porcję dobrej publicystyki, reportażu, ważnych opinii.
