Tusk, Kierwiński, Kamysz. Tak się tłumaczą ws. rakietyTusk, Kierwiński i Kosiniak. Tak się tłumaczą na miejscu upadku rakiety

Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz i Marcin Kierwiński udali się na miejsce upadku rakiety na Lubelszczyźnie. Szef rządu i jego ministrowie uczestniczyli w specjalnej konferencji prasowej, gdzie udzielali odpowiedzi na najbardziej nurtujące Polaków pytania. Niestety, ale po raz kolejny doszło do kompromitacji rządu koalicji 13 grudnia, która tym razem na szczęście nie skończyła się tragedią...
Po spotkaniu w Lublinie zespołu koordynacyjnego premier Tusk, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MSWiA Marcin Kierwiński udali się w pobliże miejscowości Tarnawa-Kolonia na miejsce upadku obiektu, który w czwartek nad ranem, podczas zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę, naruszył polską przestrzeń powietrzną.
Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska, ale dwa z tych obiektów naruszyły przestrzeń powietrzną Polski. Jeden na pewno, bo tutaj mamy jego ślady, a drugi w pobliżu polskiej granicy, ale to był bardzo krótki sygnał, więc z nim nie było związanych żadnych konsekwencji
- mówił Tusk.
Dodał, że wielkość krateru zlokalizowanego w pobliżu Tarnawy – około 10 metrów średnicy i do 5 metrów głębokości – wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że pocisk eksplodował.
My nie rozstrzygamy tego ostatecznie, ale według ocen ekspertów, wojskowych, zdecydowana większość śladów, w tym odnalezione elementy, wskazują na rosyjską rakietę CH101
- powiedział premier.
Generał wprost o ruskiej rakiecie: Panie premierze, to kompromitacja!
Przypomniał, że wojsko było gotowe do zestrzelenia pocisku, gdyby ten „bezpośrednio zagrażał terenom zabudowanym”.
Ludność cywilna została ostrzeżona syrenami. Wiem, że ciągle jako społeczeństwo uczymy się sytuacji, w której musimy, każdy z nas w swój sposób, jednak reagować na ostrzeżenia, sygnały, syreny alarmowe, ale to jest odrębny temat
- powiedział szef rządu.
"NATO musi pokazać swoją siłę"
Premier zaznaczył, że jest w kontakcie z większością przywódców europejskich. Jak dodał Amerykanie wyrazili zainteresowanie uczestnictwem w postępowaniu wyjaśniającym.
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz także zaznaczył, że Stany Zjednoczone są zainteresowane zbadaniem i wyjaśnieniem sprawy. Podkreślił, że strona polska liczy na wszystkich swoich sojuszników.
NATO musi pokazać swoją siłę, swoją odporność i swoją jedność
- mówił.
Tusk poinformował, że pomoc w dochodzeniu zaproponowała również strona ukraińska. Podkreślił, że odebrał wyrazy solidarności i deklaracje pełnego wsparcia i pomocy od premierów i prezydentów z UE i nie tylko.
Nie będziemy na pewno sami z tym problemem
- podkreślił.
Mocne pytanie Błaszczaka do Kosiniaka-Kamysza. "Dlaczego nie zestrzelono?
Tusk dodał, że zbadany zostanie też „każdy najbardziej szczegółowy element naszych reakcji, państwa polskiego”.
"Ta wojna jest pełna niespodzianek"
Premier powiedział, że informację o incydencie otrzymał natychmiast po tym, kiedy poderwały się polskie myśliwce, od szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, który powiadomił o tym również prezydenta Karola Nawrockiego. Zapewnił, że jest w tej sprawie w kontakcie z prezydentem.
Tusk podkreślił, że szczegółowo badane będą „wszystkie elementy tego, co się zdarzyło ze strony rosyjskiej i ukraińskiej”, a także „wszystkie elementy reakcji państwa tak, żeby każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”.
Ta wojna jest pełna niespodzianek i musimy się bardzo szybko uczyć nowych sytuacji i ewentualnie nowych zagrożeń. Na razie z meldunków, szczególnie wojskowych, wynika, że wszystko zadziałało tak jak powinno
- powiedział premier.
Tusk rozważy dalszą pomoc dla Ukrainy
Po tym zdarzeniu, paradoksalnie, będę wspólnie z panem premierem (wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem) rozważał jak najszybciej dalszą pomoc dla Ukrainy, także z kolejnymi Patriotami, jeśli będzie taka potrzeba
- powiedział.
Rząd przespał ruską rakietę? Wypunktowano "braki" w reakcji!
Dodał, że po jego środowej rozmowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim „sprawa jest dość ewidentna: najbliższe 100 dni może rozstrzygnąć o tej wojnie i to jest 50/50”.
Podkreślił, że to już „nie są pozory akcji”. Jak dodał, na końcu „liczy się to, co się stało, a nie, co się mogło stać”.
Nie ma takiego nieba, ani w Stanach, ani w Izraelu, ani w Ukrainie, ani Rosji, które jest w stu procentach bezpieczne. To zawsze będą decyzje
- zauważył szef rządu.
Zadaniem premiera Kosiniaka-Kamysza jako ministra obrony narodowej, moim jako premiera - wiem, że akurat w tej sprawie mamy takie samo zdanie z prezydentem Karolem Nawrockim - jest pełne wsparcie dla wojskowych wtedy, kiedy podejmują decyzje
- oświadczył premier.
"W drugiej sytuacji nie było przekroczenia"
Premier dodał, że w czasie ostrzału Ukrainy, dwa obiekty naruszyły polską przestrzeń, drugi sygnał był krótki, więc nie było tu „żadnych konsekwencji”.
Szef MON - dopytywany później przez dziennikarzy o drugi incydent - doprecyzował, że w drugiej sytuacji, o której mówił Tusk, nie doszło do przekroczenia polskiej przestrzeni powietrznej.
W drugiej sytuacji nie było przekroczenia. Było blisko
- podkreślił Kosiniak-Kamysz.
Kpina Tuska! „Byliśmy gotowi zestrzelić”, alertu RCB nie wysłali
Wicepremier przekazał, że drugi obiekt zawrócił przed granicą.
Więc mamy do czynienia z jednym przekroczeniem potwierdzonym, bardzo namacalnym
- oświadczył minister, dodając, że to drugie „potencjalne zagrożenie” doprowadziło do uruchomienia „wszystkich systemów”.
"Syreny to zakomunikowały"
Około godziny 3.00, gdy zostały przekazane pierwsze informacje, nastąpiło włączenie radioodbiorników, na które ewentualnie, zgodnie z polskimi procedurami, przychodzi informacja o bliskim zagrożeniu. Rozpoczęło się uruchamianie systemów alarmowych. Ten czas krytyczny, czyli czas zagrożenia, to było około 13 minut. W tym czasie uruchomiono najszybszy sposób powiadomienia ludności i zgodnie z procedurą, czyli system syren alarmowych. Po 13 minutach zagrożenie minęło i także syreny to zakomunikowały
- wyjaśnił Kierwiński.
Zaznaczył, że oczywiście wdrożono system kontroli każdego elementu procedur, żeby wyciągać wnioski i ewentualnie je zaktualizować.
Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie, a to znaczy, że należy postępować zgodnie z procedurami, które zawarte zostały w specjalnym „Poradniku bezpieczeństwa”
- podkreślił Kierwiński, dodając, że od wielu miesięcy przeprowadzane są szkolenia dla ludności, jak reagować w takim przypadku.
Podkreślił, że użycie syren alarmowych jest najszybszym sposobem ostrzeżenia ludności przed zagrożeniem.
Najpierw sygnał zarządzający alarm, a potem sygnał odwołujący alarm w momencie, kiedy ustaje przyczyna alarmu
- wyjaśnił.
Dworczyk: Widzimy, że działania kryzysowe rządu to klęska
Powtórzył, że nie ma skuteczniejszego i szybszego systemu powiadamiania niż syreny alarmowe.
Premier Donald Tusk powiedział, że nie zostały wysłane SMS-y z alertem RCB, bo po prostu syrena jest szybsza.
Ale rzeczywiście trzeba SMS-y wykorzystywać nie tylko do informowania, że jest zagrożenie, ale musimy wprowadzić bezwzględnie zasady, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać uspokajające SMS-y do ludzi
- dodał.
Kierwiński podkreślił, że komunikacja za pośrednictwem RCB jest cały czas doskonalona.
Choć poprzednicy chcieli RCB zlikwidować w ramach swoich pomysłów
- dodał.
Podkreślił, że zostaną przejrzane procedury pod kątem ewentualnego wdrożenia drugiego środka informującego o tym, co zdarzyło się po zarządzeniu alarmu syrenowego.
Celem alarmu jest ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem i po to są procedury. W momencie, gdy zagrożenie trwa bardzo krótko, ten system ma jedną funkcję – poinformować Polaków o tym, że nadchodzi niebezpieczeństwo, i tyle
- dodał Kierwiński.
xyz/źr. wPolityce.pl za PAP
