Nawet Miller to skrytykował! Tak informowano o "zamachu"Nawet Miller to skrytykował! Tak informowano o "zamachu"

Nie milkną echa tego, co działo się wokół rzekomych planów zamachu na Donalda Tuska. Tym razem działania rządu skrytykował były pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Skierniewicach i premier Leszek Miller.
Przypomnijmy. W niedzielę rano rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował, że planowano zamach na życie premiera Donalda Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. O sprawie poinformowano policję, która zatrzymała mężczyznę po 60tce, który miał mieć kontakty z jedną z radykalnych grup.
Wiele osób krytykuje od początku fakt, w jaki sposób rząd informuje o tym zdarzeniu. Dziennikarze telewizji wPolsce24 zauważyli, że chociaż ich zdaniem sprawa była śmiertelnie poważna, a Tusk został powiadomiony o rzekomym zagrożeniu już o 7 rano w niedzielę, to jeszcze o 8:18 spacerował z dziennikarzami po Alejach Ujazdowskich. Razem z faktem, że mimo tego, że rzekomy zamachowiec jest już w rękach policji, przedstawiciele rządu nie odpowiadają nawet na dość podstawowe pytania dziennikarzy, obudziło to spekulacje, że ten rzekomy zamach jest tylko przykrywką dla ostatnich rządowych afer. Gdy wPolsce24 zapytała o to Dobrzyńskiego wprost, ten uciekł z konferencji, a rządowa neoTVP przerwała transmisję na żywo.
Teraz do sprawy odniósł się Leszek Miller. Zauważył, że w ramach pełnienia ważnych urzędów państwowych, wielokrotnie otrzymywał informacje o zagrożeniach dla osób oraz siedzib najważniejszych instytucji państwa, ale nigdy nie podawał ich do publicznej wiadomości przed zakończeniem działań przez służby.
Opinia publiczna była informowana po zakończeniu działań operacyjnych lub śledztwa, w zakresie, który można było ujawnić, z przedstawieniem ustaleń i informacji o ewentualnych podejrzanych.
- podkreślił.
Zdaniem Millera rząd popełnił błąd, ujawniając informacje o rzekomym zamachu zanim zakończyło się w tej sprawie śledztwo.
Ujawnianie szczegółów trwających operacji uważam za poważny błąd. Może ono ostrzec sprawców, utrudnić pracę służb i zwiększyć zagrożenie dla osób, które mają być chronione. Wyjątkiem są sytuacje, w których publiczny komunikat jest pożyteczny dla toczącego się śledztwa
-napisał.
źr. wPolityce



