Co za odklejka! Sierakowski opluwa Nawrockiego, Polaków i... mężczyznCo za odklejka! Sierakowski opluwa Nawrockiego, Polaków i... mężczyzn
Jak dać upust odklejeniu od rzeczywistości, klasizmowi (mimo lewicowej proweniencji) i połączyć to wszystko z rzekomą niechęcią do kobiet? Takie combo zaserwował czytelnikom publicysta Sławomir Sierakowski na łamach „Newsweeka”. „Człowieka wykształconego, z językami, obytego na świecie Polacy na prezydenta nie chcieli, bo po co czuć się gorszym. Woleli obytego na stadionach, siłowniach i hotelowych bramkach” – emocjonował się. Nie zabrakło kuriozalnych wstawek o MMA, boksie, filmach Vegi, grach komputerowych, a nawet... masturbacji.
Znamy to doskonale, a wciąż nie przestaje szokować, zadziwiać, niekiedy oburzać. To pogarda samozwańczych „elit” wobec Polaków, jeśli ci zagłosują nie tak, jak chcieliby publicyści „Newsweeka”, znani aktorzy czy naukowcy za rządów PiS mówiący publicznie, że sprawdzają znajomym zapraszanym do domu portfele czy nie ma tam kart Orlenu. Falę tego rodzaju reakcji nieprzerwanie wywołuje wygrana Karola Nawrockiego w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Bo przecież wygrać „miał” ktoś inny, przedstawiany jako „lepszy”, bo zna język francuski i chętnie pozuje na tle książek lub obwozi co wybory ten sam egzemplarz w metrze. Rafał Trzaskowski był tym „lepszym”, Karola Nawrockiego próbowano sprowadzić do „dresiarza z bramy”.
Pogarda dla prezydenta i wyborców
Sławomir Sierakowski, współtwórca lewicowej „Krytyki Politycznej”, postanowił za jednym zamachem zareagować na – owszem, bardzo niemądre i niepotrzebne – wypowiedzi Konrada Berkowicza i Sławomira Mentzena z Konfederacji i włączyć w to wszystko prezydenta Nawrockiego oraz pogardę dla jego wyborców. Jak to zrobił?
Człowieka wykształconego, z językami, obytego na świecie Polacy na prezydenta nie chcieli, bo po co czuć się gorszym. Woleli obytego na stadionach, siłowniach i hotelowych bramkach. Nie przeszkadzały im przejęcie kawalerki, nierozliczone transakcje za pokój w muzeum, zarzuty o sutenerstwo, przyjaźnie z kryminalistami i naziolami. Dokładnie takich Polak ogląda w filmach Vegi, na galach MMA, więc co go tu bulwersuje? A czy sam by chętnie nie chapnął kawalerki, gdyby była okazja? Swój do swego, a przecież ponad 40 proc. Polaków lubi MMA, ponad 42 proc. boks, a po francusku mówi mniej niż 1 proc. Ilu korzysta z usług, o które toczy się proces Nawrocki kontra Onet — wiarygodnych danych nie ma, ale zjawisko do śladowych nie należy
- podkreśla, jakby zainteresowanie sportami walki wykluczało znajomość języków obcych, a do tego jeszcze wiązało się z korzystaniem z „usług”.
Publicysta tłumaczy następnie, że kandydatura Nawrockiego wyrosła z badań wewnętrznych w PiS, które zwykle dotyczą tego, co podoba się jak największej grupie Polaków.
Prezydent ma tylko dwa instrumenty i oba to blokowanie. Nic własnego, aktywnego, ciekawego. Samo weto i to, co podbierze innym instytucjom, a Nawrocki podbierać umie
- przekonuje ten niezwykle rzetelny dziennikarz, zapominając najwyraźniej o prezydenckich projektach w sejmowej zamrażarce marszałka Czarzastego.
"Między masturbacją a grą komputerową"
Nie zabrakło oskarżeń o to, że prezydenckie weta miały rzekomo przyczynić się do serii ataków w szkołach, zdaniem Sierakowskiego, „motywowanych prawdopodobnie oglądaniem przemocy w sieci”. Co z tego, że motywów ataków póki co konkretnie nie wskazano i nie ustalono. Sławomir Sierakowski wie najlepiej, tak jak i wie najlepiej, że miłość do sportów walki wyklucza znajomość języków obcych.
Albo Nawrocki najpierw blokuje prawo o bezpieczeństwie cyfrowym, a teraz cała Polska ogląda serię ataków uczniów motywowanych prawdopodobnie oglądaniem przemocy w sieci. Co weto, to wzięcie na siebie odpowiedzialności za szokujące wydarzenia. Miał Nawrocki być liderem prawicy. A stał się symbolem tępej siły i mieszania polityki z pieniędzmi.
- napisał publicysta, dalej skupiając się na Mentzenie i Berkowiczu z Konfederacji oraz ich „atakach na kobiety”, czyli po prostu głupich wypowiedziach, w przypadku tego pierwszego będących zwykłym „biciem piany”, a drugiego – niepotrzebnym użyciem obraźliwego określenia wobec dziennikarki, której naprawdę łatwo wytknąć nierzetelność czy uprawianie propagandy bez obrażania jej.
Do jakich wniosków dochodzi Sławomir Sierakowski, łącząc Karola Nawrockiego, który nie ma na swoim koncie obraźliwych wypowiedzi wobec kobiet ze Sławomirem Mentzenem i Konradem Berkowiczem?
Wszyscy wymienieni dowodzą jedynie, że cały ten obóz z kobietami ma ewidentnie jakiś problem
- konstatuje lewicowy publicysta i daje… prawdziwy popis nienawiści do mężczyzn.
Według badań CBOS z 2025 r. 76 proc. deklarowanego elektoratu Konfederacji stanowią mężczyźni. Konfederacja to nie jest partia, to jest jęk rozpaczy mężczyzn, którzy w Polsce zatrzymali się w rozwoju, gdy kobiety z kolei dawno poszły szybko do przodu. Kobiety w ciągu dwóch pokoleń zmieniły swoje życie radykalnie. (...) Mężczyzn nikt tymczasem równie skutecznie nie nauczył nowej roli. Ci marzą o świecie niemożliwym już do przywrócenia, a samemu kobiet dogonić już "nie umią"
- pisze.
Co im zostało? Zemścić się na elitach, wybierając na prezydenta osiłka Nawrockiego, popatrzeć na pętaka Berkowicza, jak atakuje o trzy głowy niższą dziennikarkę, albo na wyskoki Mentzena. W przerwie między masturbacją a grą komputerową
- podsumowuje Sławomir Sierakowski.
Dodajmy, że tak głupie, prymitywne skojarzenia prezentuje osoba, która z dumą podkreśla, że jest socjologiem, autorem i współautorem licznych badań naukowych na temat preferencji politycznych Polaków. Nasz rzetelny publicysta, oczywiście, zapomniał również, że „osiłek”, tak samo jak jego wspaniały, „wykształcony i obyty” dawny kontrkandydat, ma stopień naukowy doktora i że w czasie studiów łączył naukę z niekoniecznie prestiżowymi, nisko płatnymi zajęciami (ale także niekoniecznie takimi, jak przekonuje redaktor Stankiewicz, który poza powtarzaniem jak mantrę, że ma świadków, którzy zeznawali przed sądem lub są gotowi zeznawać, nie ma żadnych wiarygodnych dowodów), a poza tym trenował boks i nadal robi to hobbystycznie, choć zapewne w nieco innym zakresie niż przed prezydenturą.
W sumie pozostaje zapytać, jaki problem z mężczyznami ma redaktor Sławomir Sierakowski. Może powinien, zamiast uprawiać jadowitą publicystykę, wybrać się na trening bokserski? Poznałby trochę i mężczyzn, i kobiet, wyszedłby z tej odklejki, a w dodatku nie stałaby mu się żadna krzywda (pierwsze zajęcia to absolutne podstawy). Mógłby najwyżej zrobić ją sobie sam, nie słuchając trenera, gdyby ten okazał się jakimś „osiłkiem”, może nawet nieznającym francuskiego. Jednak z całą pewnością, gdyby Sierakowski wylał swoje frustracje na treningu, byłoby z tego więcej korzyści i dla niego, i dla polskich mediów. Tylko ci straszni mężczyźni!
jj/źr. wPolityce.pl, za: Newsweek.pl
