Walka z Karolem Nawrockim w kampanii wyborczej przekroczyła najbardziej mroczne granice brutalności i kłamstw. Było jasne, że w tym starciu wszelkie siły zdolne są do wszystkiego. Dziś dowiadujemy się, że nawet do zamachu. Okazuje się, że doszło do próby otrucia. Prezydent ujawnił to dopiero po roku i trudno się dziwić, że nie zabiegano wówczas o wszczęcie śledztwa. Nie było szans na rzetelne postępowanie. Nie ma ich także dzisiaj. Nielegalna prokuratura nie wyjaśni tej sprawy, może co najwyżej skutecznie ukręcić jej łeb i wykorzystać zebrane materiały przeciwko prezydentowi.
Te doniesienia są porażające. W wydanym właśnie wywiadzie-rzece prof. Andrzeja Nowaka z dr. Karolem Nawrockim prezydent ujawnił wymierzone w niego podczas kampanii najbardziej gangsterskie zagrania i iście ubeckie prowokacje. Okazuje się, że sztab Trzaskowskiego nie uruchomił wszystkich przygotowanych bomb, mających zniszczyć politycznego konkurenta. W zanadrzu miał jeszcze jedną prowokację, którą próbowano szantażować prezydenta. Planowano podczas debaty z Trzaskowskim wrzucić temat rzekomej dawnej kochanki z rzekomym nieślubnym dzieckiem. Ostatecznie nie zdecydowano się na ten krok. Stało się jednak coś, o czym wiedziało dotąd jedynie najbliższe otoczenie prezydenta. Na wiecu wyborczym w Ząbkowicach Śląskich Karol Nawrocki nagle bardzo źle się poczuł. Następne spotkanie z wyborcami miało być w Dzierżoniowie, a prezydent miał tam jechać pociągiem. „Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem”. (…) „Nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła”. (…) „Byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem” - wspomina prezydent. Wygląda na to, że to, co stało się później miało rozegrać się na oczach kamer. „Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm. Coś bardzo złego się ze mną stało. Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle” - relacjonuje prezydent w książce „Skąd się wziął Karol Nawrocki”. Dodaje że współpracownicy zaprowadzili go do autokaru. Zdążył jeszcze wypić wodę i poczuł, że traci świadomość:
Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu – i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu „Egzorcysta” – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut”.
Nie trzeba być biegłym śledczym, by dostrzec, że chciano Karola Nawrockiego wystawić w takim stanie na widok publiczny. Przecież przez całą kampanię próbowano zrobić z niego narkomana, a takie kompromaty były wręcz marzeniem politycznych wrogów. Ale cała ta prowokacja mogła skończyć znacznie gorzej. Nawet definitywnym otruciem. Dlatego tak daleko posunięta ingerencja powinna zostać potraktowana jako próba zamachu. W normalnie funkcjonującym państwie, czynności wyjaśniające należałoby podjąć natychmiast. Za tymi działaniami mogły przecież stać obce służby. Karol Nawrocki jest na czarnej liście likwidacyjnej Putina. Tyle tylko, że Polska pod rządami KO normalnie funkcjonującym państwem nie jest. Tajne informacje służb specjalnych zostały użyte przez sztab kandydata partii rządzącej do bezwzględnej walki z obecnym prezydentem. Jak zatem te same służby miałyby rzetelnie zbadać sprawę otrucia? Skoro wyciągano informacje z ankiety bezpieczeństwa i tak nimi manipulowano, by zdyskredytować kandydata PiS, to czy nie zrobiono by tego samego w tym przypadku? Można się spodziewać, że zebrane w śledztwie materiały zostałyby użyte publicznie przeciwko Karolowi Nawrockiemu. Czy coś się zmieniło? Absolutnie nic. Informacje z ankiet bezpieczeństwa wyciekały także później i dotyczyły choćby nominowanego przez prezydenta szefa BBN. Dlatego wszelkie postulaty o wszczęcie śledztwa przez służby podległe nieobliczalnemu rządowi Donalda Tuska uważam za naiwność. Wystarczy spojrzeć na pierwsze reakcje polityków KO. Jak zwykle na prowadzenie wysuwa się Roman Giertych i choć można by uznać jego wpisy za nikczemne szaleństwo, doświadczenie pokazuje, że zwykle wyznaczają one partyjną narrację. Tak samo było w przypadku uderzenia w wiarygodność lekarza-sygnalisty, dr. Emila Jędrzejewskiego, który odsłonił kulisy największej afery zdrowotnej III RP w wykonaniu polityków KO. Co ze śledztwem? Podejrzany hula na wolności, prokuratura nie ma nawet planów przesłuchania go, a politycy Platformy atakują i oskarżają doktora Jędrzejewskiego. Nie spodziewajmy się więc, że nielegalnie przejęta przez partię Donalda Tuska prokuratura, zdoła rzetelnie zająć się próbą zamachu/otrucia prezydenta Karola Nawrockiego podczas kampanii wyborczej. Czyżbyśmy zapomnieli, że prokuratura wszczynała przeciwko niemu śledztwa na podstawie fałszywych oskarżeń? Jedyne, czego można by się teraz spodziewać, to podjęcie sprawy wyłącznie po to, by ją umorzyć ewentualnie poprowadzić tak, by prezydentowi jak najskuteczniej zaszkodzić. Na rzetelne śledztwa i sprawiedliwość Polska musi jeszcze niestety zaczekać.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763674-sledztwo-ws-otrucia-karola-nawrockiego-nie-w-panstwie-tuska
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.