Dziś Rada Nadzorcza Warszawskiego Szpitala Południowego odwołała ze stanowiska dyrektora ds. medycznych placówki i członka zarządu dr Agatę Kusz-Rynkun. Jest to na razie jedyna osoba wskazana po audycie zleconym przez warszawski Ratusz ws. afery w WSP, dotyczącej zarobków i dyżurów Dawida Kacprzyka, jednego z pracowników szpitala, którego nazwano lekarzem-milionerem. Portal wPolityce rozmawiał z panią dr Kusz-Rynkun, lekarką z 35-letnim stażem i pracującą od początku istnienia Szpitala Południowego, czyli od lutego 2021 r.
wPolityce.pl: Dlaczego w tej całej aferze padło na panią?
Dr Agata Kusz-Rynkun: Zostałam wytypowana. Na dziś mogę powiedzieć panu tak, pani prezes zarządza spółką jednoosobowo, wielokrotnie podkreślała, że nie będzie się władzą dzielić. Byłam tak zmarginalizowana, że nie miałam nic do powiedzenia poza wykonywaniem poleceń. Żadnych inicjatyw, nawet w sferze białego personelu, który dyrektorowi medycznemu teoretycznie podlega. Pani prezes robiła to wszystko sama, a teraz mnie wystawiła, czy wskazała, bo są pewne formalne obowiązki, które ja muszę wykonać.
To znaczy?
Jeśli ktoś pracuje i ordynator mu tę pracę planuje, robi to tak, żeby zapewnić ciągłość opieki nad pacjentami. Najgorszą sytuacją, jaką możemy sobie wyobrazić, to brak lekarza na dyżurze. Zatem ordynator planuje grafik, który w ciągu miesiąca może się zmienić, a na SOR-ze te grafiki zmieniały się bardzo często. Na koniec miesiąca ordynator weryfikuje grafik adekwatnie do wypracowanego czasu i daje do zatwierdzenia. Ja nie zatwierdzam grafiku, robi to ordynator razem z potwierdzeniem faktury. Taka faktura wraz z grafikiem jest sprawdzana przez dział kadr, dział księgowości, przez dział kontraktacji medycznej, który sprawdza, czy w lekarz w rzeczywistości tyle przepracował, czy to jest zgodne z kwotą, która naniósł na fakturę. I na samym końcu,jak już wszyscy to sprawdzili i potwierdzili, trafiało to do mnie, nie jako do dyrektora medycznego, tylko do członka zarządu. Po tych wszystkich zatwierdzeniach ja stawiam pieczątkę i dlatego teraz wykorzystywane jest to przeciwko mnie. Dlatego zostałam wytypowana do zwolnienia.
Były też jakieś inne powody pani „wytypowania” do zwolnienia?
Tak, zostałam wskazana, bo jestem niczyja.
Co pani ma na myśli?
Nie zostałam tu przez nikogo wstawiona, nikt za mną nie stoi. Doszłam do tego miejsca swoją ciężką pracą. Prowadziłam szpital covidowy i chyba nikt w Polsce nie prowadził szpitala na 300 łóżek jednoosobowo. Oczywiście miałam oddziałową i respiratory przy 30 łóżkach, ale miałam też 300 pacjentów i byłam tutaj jedynym ordynatorem. Jeśli zdołałam poprowadzić takie przedsięwzięcie bez wsparcia kadrowego i cała moja kariera była konkretna, to właśnie to spowodowało, że otrzymałam propozycję zostania tutaj dyrektorem medycznym. Przed czym się zresztą broniłam. Jednak ówczesny prezes szpitala powiedział, że nie widzi nikogo innego na to miejsce, bo szpital jest nowy, a ja ten szpital znałam. Poza tym ja jestem tu od samego początku, pracuję tak samo jak wcześniej, to dlaczego miałabym się „popsuć” odkąd przyszła tu pani prezes. Musiało się zmienić coś innego, skoro szpital jest, można powiedzieć, w katastrofalnej sytuacji.
Co się zatem zmieniło?
Szpital, który tworzyliśmy z takim mozołem, pozyskiwaliśmy kadrę z tak ogromnym problemem, a teraz ten szpital spotyka taki los, bo ten szpital na to nie zasłużył.
Skoro mówimy o kadrze. Pani prezes nie wiedziała o cokolwiek wygórowanej stawce, jaką zaproponował pan Dawid Kacprzyk? W zeszłym roku zarobił 1,6 mln zł.
Były rozpisywane konkursy, lekarze składali oferty, za jaką stawkę chcą pracować, ale ja w tych konkursach nie brałam udziału. Nie uczestniczyłam w żadnej ocenie ofert. A w konkursie, do którego wystartował pan Kacprzyk, był on akurat jedynym kandydatem.
I startując jako jedyny kandydat dostał taką stawkę?
Można dyskutować, czy to stawka wysoka, czy niewysoka. Moim zdaniem jest to stawka przeciętna, bo nikt nie chciał tego stanowiska. A koordynator to raczej logistyczne stanowisko. Szczerze mówiąc ja trochę współczuję temu chłopakowi, bo on był tu bardzo często, przyjeżdżał na wsparcia nocne. Jeśli ktoś nie mógł, on musiał. Szczerze też powiem, że to zdolny lekarz, a jego umiejętności są ponad przeciętne.
Pomińmy nawet te pieniądze, skoro ciężko pracował, ale problem w tym że, jak mu się zarzuca, on jednak nie zawsze miał być taki dyspozycyjny i nie zawsze w trakcie dyżuru miał wypełniać swoje obowiązki lekarza szpitala. W tym czasie miał wybierać zobowiązania partyjne i medialne.
To już jest inna sprawa. Nikt nie mógł oczekiwać, że będę chodziła przy każdym lekarzu. Nikt nie sprawdza tak dokładnie lekarzy, nikt nie sprawdza, czy on gdzieś nie wyskoczył. Ile razy byłam w oddziałach, to lekarze byli. Jeżeli robił to, co mu się zarzuca, to robił źle. Tylko pytanie, kto mu na to pozwolił.
No właśnie, kto mu na to pozwolił?
No, ja nie wiem. Musiał komuś powiedzieć, że wychodzi, albo że prosi o godzinną przerwę, czy coś.
Pani dyrektor, żeby dojechać do studia tam wystąpić i wrócić, to jednak zwykle potrzeba więcej niż godziny.
Pewnie tak. Powiem panu, że to po prostu młody człowiek. Przeważyła brawura i chyba jakaś naiwność młodzieńcza, bo już nie wiem, jak mam to tłumaczyć. Nie wiem, czy można uznać go za przestępcę, bo pani prezes tak uznała, a czy ona nie ma nic w tej sprawie na sumieniu?
Pan Dawid Kacprzyk to rzeczywiście młody człowiek, ale znowu, ktoś starszy nim kierował, co pewnie podpowiadało mu tę brawurę. Pani mówiła, że nigdy nie była w żadnym układzie, on jednak w układzie politycznym funkcjonował.
Nie umiem tego ocenić. Mogę tylko powiedzieć, że u mnie się nigdy nie zwalniał. Może u kogoś innego.
A nie przypuszcza pani, że podobne zezwolenie na takie działanie właśnie zniszczyło tego młodego człowieka.
Może tak było. Może się zachłysnął swoją pozycją w ugrupowaniu, trudno mi powiedzieć, bo wydaje mi się, że bliżej był z panią prezes niż ze mną.
Dlaczego zatem przyjęła pani propozycję objęcia stanowiska i tkwiła pani na nim, nie mając na wiele rzeczy wpływu, a jak się okazało odpowiedzialność dużą. Właśnie pani za nią zapłaciła.
Dziękuję, że pan o to pyta. Zgodziłam się i zostałam ze względu na mój zespół. To wspaniały zespół. Myślałam i wciąż wierzyłam, że będę go mogła utrzymać i rozwijać. Bardzo żałuję, że nasza współpraca z panią prezes tak się nie układała, bo to działo się ze szkodą dla tego szpitala, który, powtórzę, na to nie zasłużył.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762947-afera-lekarza-milionera-rozmowa-z-wytypowana-pierwsza-winna
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.