Prawica, Platforma, prezydent. Jesteśmy o krok od największej zmiany od 10 lat i przywrócenia wielu Polakom poczucia wpływu na rzeczywistość. Jak do tego doszło? Podsumowanie kampanijnego maratonu

wPolityce.pl/tvn24/wSieci
wPolityce.pl/tvn24/wSieci

Zmieniamy szyld i jedziemy dalej!

Kibice w Polsce z pewnością znają to hasło. Dla tych, którzy z piłką nożną są na bakier - było to zawołanie polskiej drużyny olimpijskiej, która na Igrzyskach w Barcelonie w 1992 roku zdobyła srebrny medal. Plan był prosty - zawodnicy po zmianie wspomnianego szyldu (na seniorską reprezentację Polski) mieli pod wodzą tego samego trenera, i w zasadzie w tym samym składzie zdobyć awans na Mistrzostwa Świata w 1994 roku.

Tamten scenariusz - z wielu powodów - nie wypalił. Ale hasło „zmieniamy szyld i jedziemy dalej” przyszło mi na myśl, bo tak naprawdę stało się głównym założeniem kampanii Prawa i Sprawiedliwości. Fundament tej tezy był banalnie prosty - skopiowanie udanej i skutecznej kampanii Andrzeja Dudy. Miejsce europosła PiS, który został prezydentem miała zająć Beata Szydło, główna architekt sukcesu kampanii prezydenckiej, a więc znająca całą sprawę od podszewki. Na fali sukcesu Dudy miało wygrać i PiS. Dudabus zastąpił Szydłobus, merytoryczne spoty Dudy powtórzyła i Szydło, nie zabrakło Tweetupów, akcji 24-godzinnego objazdu Polski na koniec kampanii, podobnych klipów, reklam, a nawet podkładów muzycznych.

Genialny w swej prostocie pomysł miał tylko dwie wady.

Po pierwsze, kampania prezydencka mocno różni się od parlamentarnej. Od stycznia do maja wszyscy, absolutnie wszyscy zaangażowani w pracę na rzecz PiS grali na Andrzeja Dudę. Jarosław Kaczyński raz po raz powtarzał, że to Duda jest numerem jeden na prawicy, a na sukces przyszłego prezydenta pracowało każde lokalne biuro PiS, każdy działacz, każda kampanijna złotówka szła na promocję Dudy.

W kampanii parlamentarnej było to niemożliwe - w niedzielnych wyborach startuje nie jeden kandydat, ale tysiące, a ordynacja wyborcza sprawia, że tak naprawdę głównym rywalem dla kandydującego polityka staje się jego rywal… z tej samej listy. Dodatkowo do „centralnych” obowiązków polityków PiS doszła walka o głos w swoich regionach. Dobrym przykładem tego zjawiska był Paweł Szefernaker - architekt internetowego sukcesu kampanii Andrzeja Dudy w kampanii PiS musiał pogodzić swoje dotychczasowe zaangażowanie z codziennym zmaganiem w Koszalinie, z którego startuje.

Beata Szydło miała przed sobą trudniejszą kampanię niż Andrzej Duda. Aktywna i często, nazwijmy to, wyrazista obecność w kampanii Jarosława Kaczyńskiego czy Antoniego Macierewicza dawała naturalne paliwo Platformie i niechętnym prawicy mediom. Równolegle do przedstawienia się wyborcom PiS i prowadzenia kampanii w terenie Szydło musiała zmagać się z plotkami i sugestiami, że tak naprawdę nic nie znaczy, bo rządzi Kaczyński. Niby te same argumenty pojawiały się i w kampanii Dudy („za Dudą stoi Kaczyński”, „Duda w pakiecie z Macierewiczem!”), ale scenariusz powyborczego „odwołania” prezydenta nie wchodził przecież w grę. W przypadku premiera nie brzmi to już tak absurdalnie.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

123
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...