Gadowski: „Polska i Niemcy są nasycone rosyjską agenturą. To najmocniejsza broń Putina”. NASZ WYWIAD

fot. kremlin.ru
fot. kremlin.ru

W Niemczech mamy do czynienia z całym pokoleniem ’68, które było sterowane przez STASI, a obecnie jest w dużej części przejęte przez rosyjskie służby, zwłaszcza służbę wywiadu zagranicznego. Jedyna nadzieja w tym, że archiwa XVIII departamentu DSS, czyli wywiadu NRD, kierowanego przez Markusa Wolfa, niemal w całości zostały przejęte przez Amerykanów

— mówi w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Witold Gadowski - pisarz, dziennikarz śledczy, znawca służb specjalnych.

wPolityce.pl: Jak pan ocenia wprowadzenie przez Zachód sankcji tzw. „trzeciego poziomu” wobec Rosji. To kolejna gra pozorów, czy akt, który rzeczywiście może powstrzymać agresywną politykę Władimira Putina?

CZYTAJ WIĘCEJ: Jest porozumienie ws. nowych unijnych sankcji! Uderzą one w rosyjskie banki, sektor zbrojeniowy i naftowy

Witold Gadowski: Mamy do czynienia z dwoma rodzajami sankcji. Są sankcje amerykańskie i sankcje Unii Europejskiej. Te pierwsze są realne. Amerykanie nie będą przebierać w środkach – zamrożą rosyjski kapitał i zastosują prawdziwe restrykcje. Bardziej złożona jest natomiast postawa państw Europy. Niezbyt rozumiem grę, którą prowadzi Angela Merkel. Biorąc pod uwagę zasiadanie w zarządzie Nord Streamu, gazociągu wybudowanego de facto w większości za pieniądze rosyjskie, agenta STASI Matthiasa Warniga oraz byłego kanclerza Gerharda Schroedera, możemy zobaczyć, że nitki wiążące wielkie niemieckie koncerny z rosyjskimi surowcami i rosyjskimi pieniędzmi są bardzo liczne. Stąd też nie bardzo wierzę w szczerość intencji Niemiec. Dlatego wydaje mi się, że sankcje nakładane na Rosję przez Unię Europejską będą iluzoryczne. Chyba że dyplomacja holenderska doprowadzi do zasadniczej weryfikacji polityki UE wobec Rosji. Bo to Holendrzy, paradoksalnie, stoją dziś w pierwszym szeregu tych, którzy będą pilnować sankcji. Okaże się, że mała Holandia ma dużo lepszą dyplomację niż pięć razy większa Polska.

Dlaczego trzeba było 298 ofiar zestrzelenia pasażerskiego samolotu nad Ukrainą, żeby Zachód dojrzał do zaostrzenia kursu wobec Rosji?

Między innymi dlatego, że polska dyplomacja nie istnieje, a polska polityka zagraniczna, która miała i nadal ma szansę tłumaczyć Europie Zachodniej istotę reżimu Władimira Putina, boi się tego i nie podejmuje żadnych działań. Po 10 kwietnia 2010 r. mogliśmy mieć międzynarodową komisję śledczą, mogliśmy wykorzystać różne źródła nacisku na Rosję, aby oddała wrak, czarne skrzynki oraz zabezpieczyła miejsce wypadku. Nie zrobiliśmy tego, nie podjęliśmy nawet takiej próby. To pokazuje skalę upadku morale polskiej polityki, polskich polityków, którzy rządzą. Ich postawa jest nie tylko wstydliwa, ale kompletnie nieracjonalna. Ludziom, którzy wskazują na obecny reżim rosyjski jako na zagrożenie i mówią o tym, żeby się strzec Rosji, zarzuca się brak realizmu politycznego i jakieś fantasmagorie. Tymczasem, jak pokazały ostatnie wydarzenia, realizmem politycznym była ostrożność wobec Rosji. Natomiast kompletnie nierealistyczną polityką, która poniosła klęskę, była polityka zbliżania się do Rosji prowadzona przez Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i całą resztę obecnego establishmentu, zresztą bardzo mocno przesiąkniętego rosyjską agenturą wpływu.

Wspomniał pan już wcześniej o agenturze, mówiąc o relacjach niemiecko-rosyjskich. Czy w tej agenturalnej infiltracji i w działaniach służb rosyjskich można widzieć przyczynę miękkiej - przynajmniej do tej pory, a i teraz można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście nastąpił przełom - polityki Zachodu wobec Putina?

Jakiś czas temu rozmawiałem długo ze słynnym rosyjskim dysydentem Władimirem Bukowskim, a kilka dni temu spierałem się z Jurgenem Rothem, znanym niemieckim dziennikarzem śledczym. To dwaj ludzie mający kompletnie różne spojrzenie na Rosję, ale myślący racjonalnie. Z tych dyskusji wynikło stwierdzenie, co chcę z całą mocą powiedzieć, że najmocniejszą bronią Rosji Putina są agentura i służby specjalne. Rosjanie mają niewiele jednostek liniowych, które w pełni nadają się do działalności bojowej. Oczywiście ich siła może wystarczyć na Polskę, „pribałtikę”, a prawdopodobnie również na korpus europejski, gdyby kiedykolwiek taki się zebrał, ale to armia zbyt słaba, żeby stanąć do konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. To armia rozprężona, zdemoralizowana, rozpita, w której pleni się narkomania i działają nieformalne układy bandyckie. Taką armią trudno jest dowodzić i taka armia, napotkawszy na silny opór, może sprawić zawód swoim mocodawcom. Natomiast rosyjskie służby specjalne i agentura, zwłaszcza ta plasowana jako agentura wpływu, to najmocniejsza dziś broń Rosji.

Które kraje są najmocniej nasycone rosyjską agenturą?

Po pierwsze są to kraje, na terenie których biegną rosyjskie instalacje surowcowe, a więc Polska. Jesteśmy krajem pierwszego rzutu, jeśli chodzi o penetrację agenturalną, agenturę wpływu oraz używanie starych agentów, pozostałych jeszcze po PRL, bądź ich rodzin, bo tak to się odbywa. Chodzi o to, żeby zapewnić sobie spokój na terenie, przez który biegną linie surowcowe. Zupełnie inna agentura działa w krajach, które nigdy nie były pod panowaniem sowieckim i rosyjskim. Tam bardzo duży nacisk, szczególnie we Francji i w Niemczech, położony jest na rozwój agentury wpływu. We Francji sytuacja jest niemal taka, jak opisywał to Władimir Wołkow w książce „Montaż”. A w Niemczech mamy do czynienia z całym pokoleniem ’68, które było sterowane przez STASI, a obecnie jest w dużej części przejęte przez rosyjskie służby, zwłaszcza służbę wywiadu zagranicznego. Jedyna nadzieja w tym, że archiwa XVIII departamentu DSS, czyli wywiadu NRD, kierowanego przez Markusa Wolfa, niemal w całości zostały przejęte przez Amerykanów. Jeżeli dziś pojawiają się informacje, że Amerykanie, mówiąc potocznie, szpiegują kręgi Angeli Merkel, to należy sobie zadać pytanie dlaczego tak się dzieje. A odpowiedzi na to pytanie należy szukać w archiwach Markusa Wolfa.

Żeby skutecznie przeciwstawić się Putinowi, trzeba najpierw zlikwidować rosyjską agenturę w krajach Zachodu?

Nie jest to takie łatwe. Szczególnie agentura wpływu jest niezwykle trudna do zidentyfikowania i zlikwidowania. Niemniej Anglicy robią to wytrwale od lat. Co prawda mieli wpadki, jak „piątka z Cambridge” z Kimem Philbym na czele, to jednak potrafią tę agenturę wykrywać i podawać do publicznej wiadomości. Takie „piątki z Cambridge” funkcjonują w sposób swobodny we Francji, w Hiszpanii, a szczególnie w Niemczech, gdzie działalność rosyjskiego wywiadu jest w tej chwili niezwykle nasilona.

Rozmawiał Jerzy Kubrak

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...