Stanowczo zbyt małym echem odbiła się sprawa donosu polityków Platformy Obywatelskiej na dziennikarza "Rzeczpospolitej", który ośmielił się pokazać, jak łatwo można zagłosować w wewnętrznych wyborach Platformy Obywatelskiej. Andrzej Stankiewicz oddał wówczas dwa głosy - na Gowina i Tuska - pokazując, jak kruchy jest "bezpieczny i nowoczesny" system wyborczy przyjęty w szeregach PO.

CZYTAJ WIĘCEJ: Prokuratura na baczność przed Platformą. Na życzenie polityków PO śledczy zajmą się dziennikarzem "Rz", który ośmieszył wewnętrzne wybory w partii

Granice prowokacji dziennikarskiej zawsze są dyskusyjne. Przy okazji sprawy z sędzią Milewskim, który był przekonany, że przyjmuje telefoniczne wskazówki z KPRM (nie widząc w tym niczego nadzwyczajnego) premier Tusk wykazał się czujnością. Rutynowe skarcenie - bardziej za danie się złapać niż za złamanie standardów - poprzedziło jednak pogrożenie palcem samemu dziennikarzowi.

CZYTAJ WIĘCEJ: Sąd w Gdańsku na usługach Kancelarii Premiera? "Gazeta Polska Codziennie" publikuje nagranie z prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku

Premier dużą część odpowiedzialności za całą sprawę przerzucił wówczas na dziennikarzy, przekonując, że "w kwestii prowokacji nie można wykluczyć przestępstwa".

Mamy do czynienia prawdopodobnie z fałszowaniem dokumentów, w tym przypadku maila, oraz powoływanie się na wpływy w KPRM

- przestrzegał szef rządu.

Autor prowokacji był zresztą pierwszą osobą, którą zainteresował się w tej sprawie wymiar sprawiedliwości.

Jedynym winnym jest Miter. Jakby nie węszył, to byśmy się nie dowiedzieli, jakbyśmy się nie dowiedzieli, afery by nie było. Obawiam się, że w najbliższym czasie na dziennikarzach, którzy nieco głębiej zaglądają na zaplecze układów władzy, testowane będą rozmaite „efekty mrożące” – w poszukiwaniu najskuteczniejszego

- pisał Wiktor Świetlik.

CZYTAJ TAKŻE: Idzie zima. Wymiar sprawiedliwości po prostu nauczył się od tych, którzy go krytykowali

Minęło kilka ładnych miesięcy i okazuje się, że Świetlik miał rację - niewiele zmieniło się w mentalności ludzi władzy i w postrzeganiu rzeczywistości przez prokuratorów. "Rzeczpospolita" pisze co prawda, że śledczy nie rwali się do podjęcia śledztwa, na razie mamy też do czynienia z zawiadomieniem i "czynnościami sprawdzającymi", a nie wszczętym postępowaniem czy zarzutami, co wyraźnie podkreślali przedstawiciele Prokuratury Generalnej. Ale warto trzymać rękę na pulsie. Miejmy nadzieję, że przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości zachowają resztki honoru i nie postawią Stankiewiczowi zarzutów. Byłoby to absurdalne i groźne, a przy tym niezdrowo korespondujące z oficjalnym uznaniem, że sprawa taśm PO nie zyskała zainteresowania śledczych. O zamiecionych pod dywan śledztwach związanych z katastrofą smoleńską nie wspominając.

Oby prokuratorzy nie skompromitowali się w stylu nadgorliwej działaczki Platformy Obywatelskiej, która najwyraźniej wzięła sobie do serca słowa premiera i z godnym podziwu zacięciem apelowała do śledczych o sprawdzenie działań Stankiewicza.

Ktoś musiał zareagować i powiedzieć, że "Król jest nagi!"

- pisała na Twitterze.

Na marginesie - jej aktywność w tym serwisie jest godna uwagi. Kilka pierwszych z brzegu próbek:

PO wprowadziła nowoczesny system głosowania który został celowo ośmieszony wraz z organizatorem wyborów. Cudze trzeba oddać.

Nawet przez myśl nie przeszło mi jakiekolwiek współczucie dla Schetyny. A @premiertusk niczym #Lewandowski oddał z nawiązką temu co go kopał

W partii Gowina widzę jedną korzyść : imię Moherowe babki mogą się pomylić w głosowaniu.

Więcej popisów pani Zagozdy na jej profilu na Twitterze.

Reakcje polityków PO - tak w kwestii sędziego Milewskiego, jak i teraz - pokazują, jak mocno rządzący odlecieli, przekonani o swojej wielkiej roli i słuszności tego, co robią. A to przecież tylko dwa przykłady z długiej listy co najmniej dziwnych zachowań na styku rządu, władzy sądowniczej i mediów. Nocne spotkania Pawła Grasia z Hajdarowiczem pod śmietnikiem były tego najlepszym przykładem. Niech więc nie dziwi co bardziej prorządowych komentatorów, gdy wśród ciut przewrażliwionych pojawią się kolejne porównania Polski z Białorusią. Władza sama mruga okiem, dając do zrozumienia, że jej odruchy są często bardziej wschodnie niż pochodzące z Zachodu.

I jeszcze jedno pytanie, które warto postawić sobie przy każdej podobnej sytuacji. Wyobrażają sobie państwo, jak mocny (i słuszny!) byłby odzew i atak mediów, gdyby w analogicznej sytuacji zajęto się, dajmy na to, Dominiką Wielowieyską w trakcie rządów Prawa i Sprawiedliwości, a do prokuratury nie pobiegłaby - wsparta przez posłów PO - Jadwiga Zagozda, tylko któryś z polityków PiS? A dziś cisza. Przyśpiewka "Nic się nie stało" jest już chyba nieformalnym hymnem tych sześcioletnich rządów.

CZYTAJ TAKŻE: Ta władza, ten system, nie mają demokratycznych nawyków. Widać to tym mocniej, im bardziej podbramkowa staje się sytuacja