To pewne. Po studyjnej wizycie w Sztokholmie pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania nie będzie już miała najmniejszych wątpliwości, że szwedzkie rozwiązania równościowe trzeba wszczepić w Polsce choćby dziś. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zafascynowana jest wynalazkami sióstr feministek z drugiej strony Bałtyku od dawna. Nie ona jedna. W laudacyjnym chórze zawodzą także jej ministerialne koleżanki, które teki zawdzięczają chyba jedynie parytetom. Chcąc się jednak dowartościować w kategorii otwarcia na rozwiązania światowe, co rusz wychodzi spod ich ręki jakaś wydziergana z entuzjazmem skandynawska wzorowanka. Ostatnio popisała się minister Szumilas, rozpatrując programy edukacyjne dla przeszkoli.

Czym zachwycają się nowoczesne matrony Platformy? Na przykład pozornym ubezpłciowieniem przedszkolaków, pod którą ukryte jest rozbudzanie panseksualnej mentalności w najmłodszych latach życia. Zaczyna się niewinnie, kończy pedofilskimi teoriami Cohn-Bendita.

W imię walki ze stereotypami, była minister edukacji Katarzyna Hall, nawołuje do zrywania ze stereotypami.

Kupmy dziewczynce samochód, a chłopcu naczynia kuchenne

- namawiała przed Bożym Narodzeniem na swoim blogu.

Jeśli jesteśmy orędownikami równego statusu kobiet i mężczyzn, chcemy porównywalnej obecności reprezentacji kobiet i mężczyzn w różnych gremiach decydujących o naszej przyszłości, nauce, gospodarce, oczekujemy także podobnego zaangażowania obu płci w wychowywanie dzieci, prowadzenie domu, zacznijmy od poważnego podejścia do wychowywania najmłodszych, a w tym przemyślanego podchodzenia do półek w sklepach z zabawkami, gdy trzeba wybrać prezenty świąteczne. (...) Może przyszły młody mężczyzna chętnie woziłby w wózku ulubionego misia i szył dla niego ubrania? Zaś młoda kobieta chętnie budowałaby domy, jeździła samochodami, konstruowała roboty? Dajmy szansę młodym ludziom już od najmłodszych lat spróbować odnaleźć się w różnych rolach. Pomyślmy o ich chęciach, potrzebach rozwojowych i zdolnościach mniej stereotypowo

- agitowała przed Bożym Narodzeniem była minister edukacji, zainspirowana szwedzką kampanią reklamową firmy Top-Toy Group. Zamiana ról w wieku przedszkolnym to kolejny element wpisujący się w szwedzką strategię propagowania ideologii gender. Szwedzki rząd nie szczędzi milionów dolarów na programy zmierzające do zrównania płci. Nie zorientował się jeszcze, że dawno już zadeptał króliczka, za którym wciąż uparcie goni.

Polskie gendero-propagandystki uwijają się za pędzącym królikiem nowoczesności jak początkujący maratończycy. Nie można przecież zostać ze wstydem w tyle. Hall, Szumilas, Kozłowska-Rajewicz, wspomagane przez siostrę Środę, poganiają Polskę unijnym bacikiem równości, by zaczęła wreszcie trzymać tempo. Po przeforsowaniu Konwencji Rady Europy ws. Przemocy wobec Kobiet, przyszedł czas na edukację przedszkolną.

Z unijnych grantów, zideologizowana paczka trzech feministek stworzyła program "Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć". Sześdziesięciostronicowy dokument, współfinansowany przez UE w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, opatrzony metkami Fundacji Edukacji Przedszkolnej oraz programu Kapitał Ludzki, aspiruje do roli programu dydaktycznego.

Zwracamy uwagę na szkodliwość powielania stereotypów płciowych w edukacji przedszkolnej, na propozycje zabaw, ćwiczeń i zajęć przełamujących owe stereotypy, jak również podajemy wskazówki dla nauczycielek przedszkolnych, jak w swych działaniach edukacyjnych stereotypy te przełamywali i ich nie powielali

- piszą autorki we wstępie i podkreślają, że ich pragnieniem jest, by "dzieci w przedszkolu mogły mieć takie możliwości i wolność, jak dzieci z wierszyka":

Bawię się z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie.
Czy jestem dziewczynką, czy jestem chłopakiem, mogę być pilotką, mogę być strażakiem
Czy jestem chłopakiem czy jestem dziewczynką, bawię się lalkami i olbrzymią piłką.
Bawię się z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie!

Anna Dzierzgowska, Joanna Piotrowska, Ewa Rutkowska, znane aktywistki Feminoteki, przekonują wychowawców przedszkolnych, że czas otworzyć się na równościową edukację swoich podopiecznych. Feministyczne wywody poparte są oczywiście licznymi odniesieniami bibliograficznymi, tyle że w większości do własnych publikacji lub publicystycznych tekstów w "Wysokich obcasach".

Po pół roku w przedszkolu czterolatek dostaje płeć. Odgórnie, bez możliwości zmiany, nagięcia, bez szans na rys indywidualny. Wpływ domu jest bez znaczenia. Posyłasz do przedszkola miłą androginiczną istotę nieświadomą wartości metek; której obojętne jest, czy wkłada majteczki w wyścigówki, czy z kokardkami, o ile tylko nie spadają ani nie wbijają się w pupę. Ciekawą świata bestyjkę, która wspina się na siatkę okalającą plac zabaw, by dać się z niej ściągnąć jedynie obietnicą zabawy liliowym wózkiem z lalką Chińczykiem. A kogo odbierasz? Dziewczynkę w różowej baletowej spódnicy (zdejmowanej wyłącznie do snu i kąpieli), w białych skarpetkach z falbanką (mogą być brudne), świadomą swoich umiejętności i możliwości („Judo? Dziewczynki nie uprawiają judo. Dziewczynki chodzą na balet!”). Jeśli posłałaś do placówki chłopca, odbierasz chłopca. Zapomnij o chwilach, gdy z jego pozlepianych kaszką kołtunków z rozczuleniem wyplątywałaś podkradzioną siostrze spinkę z kokardą. To se ne vrati. Dziś chłopiec prosi o T-shirt ze Spidermanem i transformersa, choć Bóg ci świadkiem, nawet nie pomyślałaś, by dziecko o istnieniu Spidermana poinformować. Twój pięciolatek rechocze grubym głosem i informuje cię, że chłopaki nie bawią się z dziewczynami. Dlaczego? Nie, bo nie. Proste?

- straszy na łamach kolorowego dodatku do Wyborczej Joanna Sokolińska cytowana w programie.

Autorki proponują więc przedszkolankom, by uwolniły podopiecznych spod pręgierza stereotypów, które - według genderowskich badań - zagrażają prawidłowemu rozwojowi dzieci. Należy więc w pierwszej kolejności zdekodować utkane ze stereotypów bajki i baśnie, które są przestarzałe, nienowoczesne, bo powstawały przecież kilkaset lat temu. Proponują więc opowiadać bajki tak, by zamieniać bohaterom imiona, Kopciuszkiem nazywając na przykład Księcia, a Księciem Kopciuszka.

Są też ćwiczenia z przebierankami. Jeden ze scenariuszy zajęć zawiera np. Gender Quiz, mający na celu m.in. "Zdobycie wiedzy, że gender zmienia się w zależności od czasu i kultury" oraz "poznanie historii kobiet, roli ruchów emancypacyjnych". Zadanie z wykorzystaniem rekwizytów przebiega prosto:

Trzy lub cztery osoby opuszczają z nauczycielką pomieszczenie. Zanim powrócą, mają podjąć decyzję czy wracają jako chłopcy czy dziewczęta. Pozostałe dzieci mają, po ich zachowaniu, ruchach odgadnąć ich płeć.

Następnie scenariusz przewiduje rozmowę z dziećmi na temat tego po czym rozpoznały płeć kolegów i koleżanek oraz uświadomienie ich, że tak jak noszenie kiedyś spodni czy krótkich włosów przez kobiety nie było możliwe, tak możliwe jest w przyszłości noszenie sukienek przez mężczyzn.

Powiedz dzieciom o ruchach emancypacyjnych, o sufrażystkach i roli kobiet dla innych kobiet w historii, podkreśl, że dawniej kobiety miały bardzo ograniczone prawa i możliwości, nie mogły pracować, uczyć się, mieć własnych pieniędzy, głosować. Ruch kobiecy wywalczył dla kobiet prawa dla nich. Więcej informacji i scenariusze lekcji: wirtualne Muzeum Historii Kobiet www.feminoteka.pl/muzeum

- zachęcają autorki scenariusza.

Ideałem byłoby pewnie aseksualne przedszkole, w którym płeć nie istnieje, wszystkie dzieci są dla siebie „kolegami” a słów „chłopiec” czy „dziewczynka”, "ona" lub "on" nie używa się wcale. Tak właśnie przebiega edukacja w sztokholmskim przedszkolu Egalia, w którym dzieci mogą być tym kim chcą, chłopcem lub dziewczynką. Wychowawcy nie używają słów "ona" lub "on". Wszystko jest bezpłciowe. W książeczkach nie występują heteroseksualni rodzice, lecz osoby samotne i pary homoseksualne. Wszystko to po to, by żyjące w heteroseksualnym świecie dzieci złapały przeciwwagę i nauczyły myślenia antydyskryminacyjnego. Przedszkole Egalia jest zaprzeczeniem heteroseksualnego społeczeństwa. Dzieci bawią się lalkami, po których nie widać jaką mają płeć. Wszystko po to, by w przyszłości uniknąć uprzedzenia do odmienności. Tak przynajmniej mówią założenia.

Przykład Sztokholmu znalazł swoich zwolenników w Krakowie. W przedszkolu „Pozytywka” przeprowadzono warsztaty antydyskryminacyjne. Tolerancji miała dzieci nauczyć bajka, w której królewicz zakochał się nie w królewnie, lecz w księciu. Pięciolatki nie mogły pojąć wyboru królewicza i doszły do wniosku, że królewicz wybrał pewnie księcia dlatego, że był przebraną królewną.

Przez ten czas włożono sporo wysiłku w mentalne wyrobienie społeczeństwa. Nie można się przecież pogodzić z edukacyjną porażką. Liczne programy genderowe mają wpłynąć na odpuszkowanie konserwatywnych Polaków i otwarcie ich na odmienność. Gdy nie udaje się zmiękczyć betonu oddolnie, kruszy się go odgórnymi nakazami.

22 kwietnia odbyła się w PAN zorganizowana przez MEN konferencja, na której zaprezentowano „standardy edukacji seksualnej w Europie", opracowane przez WHO i niemieckie Federalne Biuro ds. Edukacji Zdrowotnej. Prezentował je konsultant krajowy w dziedzinie seksuologii prof. Zbigniew Lew-Starowicz, który znaczną część wykładu poświęcił seksualności dzieci. Dowodził, że dzieci nie są aseksualne, bo orgazmów doznają już niemowlęta. Z wniosków WHO wynika, że „rozwój seksualności rozpoczyna się w momencie urodzenia", dlatego edukację w tym zakresie należy rozpocząć przed czwartym rokiem życia. Podczas konferencji zaprezentowano propozycję edukacyjną podzieloną na cztery grupy wiekowe. Obecna na konferencji wiceminister edukacji Joanna Bredzik przekonywała, że na razie trwa na ten temat dyskusja, jednak „rozpowszechni raport wśród nauczycieli i rodziców".

Jeszcze do niedawna na stronie internetowej MEN widniała relacja z konferencji. Można była przeczytać m.in. następującą informację:

Przedstawiciele MEN podkreślili, że standardy są warte polecenia nauczycielom jako materiał, który może wspomóc ich w realizacji programów nauczania, dlatego znajdą się na portalu Scholaris, zawierającym zasoby edukacyjne dla nauczycieli.

Genderowe ruchy rządu są na razie delikatne. Każdy opór społeczny skutkuje częściowym wycofaniem się z zamierzeń. Presja jest jednak coraz silniejsza. Każda chwila nieuwagi może zostać wykorzystana do wprowadzenia szkodliwych i nieodwracalnych zmian. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się choćby w Kanadzie. Kuratorium z Toronto wprowadziło do szkół obowiązkowy program zwalczania homofobii i obowiązkowe lekcje relatywizmu. Nie pomogły protesty rodziców. Na tych, którzy przestali posyłać dzieci na lekcje nałożono surowe kary grzywny, a niektórzy trafili z tego powodu do aresztu. To nie koniec. Sądowy zakaz nauki religii otrzymało nawet prywatne, jezuickie liceum.

Opętane genderomanią matrony na stanowiskach nie potrafią znaleźć związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy niedojrzałością emocjonalną, niezdolnością do utrzymania trwałych relacji, rosnącą przemocą seksualną a przedwczesnym rozbudzeniem aktywności seksualnej. Nie potrafią połączyć rosnącego problemu pedofilii z medialną pochwałą dla homoseksualizmu. Nie widzą związku pomiędzy narkotycznymi wizjami pedofila z Zielonego Europarlamentu Cohn-Bendita a programami otwierania przedszkolaków na seksualność.

 

 

Na ślepo dążą do wprowadzania edukacji seksualnej według unijnych standardów. Brną w załgane zakłamanie, że jeśli nauczymy siedmiolatka obsługi prezerwatywy, będziemy świadomym i nowoczesnym i bezpiecznym społeczeństwem. Ciekawe tylko dlaczego liczba niechcianych ciąż wśród nastolatków idzie zwykle w parze z wolnym dostępem do bezpłatnych środków antykoncepcyjnych i przedwczesną edukacją seksualną. Czas zacząć nazywać rzeczy po imieniu. Czy wychowywanie pedofilom ofiar albo formowanie klientów biznesowi pornograficznemu to zadanie ministerstwa edukacji? Prawdziwe wychowanie seksualne nie polega na nauce technik, a na wykuwaniu charakteru i budowaniu harmonijnej, godnej człowieka dojrzałej postawy. Dla parytetowych matron omamionych zarazą gender to jednak kategorie zbyt wymagające.

 

CZYTAJ TAKŻE: Guru lewicy Daniel Cohn-Bendit ujawnia w "Wyborczej", że nie napisze nowej autobiografii. Bo nie przepracował pewnych wątków...