Stuhr nie odpuszcza i wciąż krytykuje Polaków: "Nasze negatywne cechy przenoszą się z pokolenia na pokolenie"

Fot. youtube.pl
Fot. youtube.pl

Przy okazji promocji filmu „Obywatel” Jerzy Stuhr gdzie może i jak może narzeka na swój kraj i własnych rodaków. Tym razem nawiązuje także do 11 listopada i obchodów Święta Niepodległości.

Jest w nas słowiański smutek, który sprawia, że lubimy myśleć o sobie jako o narodzie szczególnie poszkodowanym

—podkreśla Jerzy Stuhr w wywiadzie dla portalu menstream.pl. Aktor i reżyser twierdzi, że jego film „Obywatel” ma nas pogodzić ze swoją mentalnością.

(…) mam właśnie nadzieję, że pokazanie naszych przywar w krzywym zwierciadle pozwoli nam się z nich pośmiać, oswoić i powoli z nich wyzwolić

— mówi aktor.

Stuhr podkreśla, że jego najnowszy film jest komediodramatem. Jednak na pytanie, czy śmieszy go polskość odpowiada:

W pierwszym odruchu zawsze. Później zaczynam czuć gorycz i wstyd. Za to, że polscy politycy znowu się wygłupili, że ktoś coś palnął na arenie międzynarodowej. Często się wstydzę.

Filmowiec stawiając się w roli autorytetu stwierdza, że jest z Polakami źle i jego pomoc jest nam potrzebna.

Jestem stąd i uważam, że mam prawo do krytyki. Gdybym nie był stąd, to bym nie miał prawa. Wiele lat spędziłem za granicą i zrozumiałem, że trzeba być bardzo ostrożnym w ocienianiu innych narodów. Bo naród od swojego przyjmie krytykę, a od obcego nie

— twierdzi aktor.

Co szczególnie Jerzego Stuhra denerwuje i z czym chce u Polaków walczyć?

Narzekanie to element naszej kultury. W pewien sposób lepiej się czujemy, gdy jest nam źle. Szczególnie dobrze widać to, kiedy się pojedzie do Rosji. Wiem, o czym mówię, bo spędziłem tam sporo czasu. Te wszystkie rosyjskie dumki, rosyjskie łzy… Coś w tym jest. W Polsce mamy tego mniej, bo jesteśmy pod wpływem Zachodu, ale nadal pozostajemy Słowianami. Nie jest to związane z systemem, z polityką. To jest smutek wpisany w nasz naród. A za nim idzie jakaś dziwna agresja, którą najlepiej było widać w zeszłym tygodniu przy okazji Marszu Niepodległości

— przekonuje artysta.

Według aktora młodzi ludzie nie pamiętają PRL-u i nie rozumiejąc, że żyjemy w wolnym kraju twierdzą, że wciąż należy walczyć o niepodległość.

To bardzo prymitywna forma mitu martyrologii. Dać się pobić, oblać się keczupem. To ciągle ten sam etos walki z obcym, najeźdźcą, wrogiem. Dawniej byli komuniści, Niemcy, dziś pozostaje walka o niepodległość. Ci ludzie wmawiają sobie, że nie ma wolności i dają się pobić, bo zazdroszczą martyrologii starszym pokoleniom. Jacy muszą być szczęśliwi, gdy widzą archiwalne zdjęcia ze stanu wojennego, jak polewaczki pruły do ludzi

— przekonuje twórca „Obywatela”.

Stuhr przyznaje się do pesymizmu, jego zdaniem przyszłość naszego kraju według niego nie zapowiada się dobrze.

Widzę, że nasze negatywne cechy przenoszą się z pokolenia na pokolenie, że politykę najlepiej się uprawia, jeśli dzieli się ludzi. A jeszcze dziesięć lat temu, to bym powiedział, że w przyszłości widzę Polskę bez podziałów. Że pokolenie naszych dzieci będzie już od tego wolne. Teraz coraz mniej w to wierzę.

— przyznaje aktor.

Czytając wynurzenia Stuhra i jego żale na rodaków trudno oprzeć się wrażeniu, że widzi drzazgę w oku rodaków, a belki w swoim już nie zauważa. Sam mógłby o tym powiedzieć: „Jakie to polskie”… Oczywiście, gdyby nie dotyczyło jego.

Czytaj również: Jerzy Stuhr: „Polacy mają skłonność do odrobinę histerycznego patriotyzmu”

Jerzy Stuhr batoży polski ciemnogród. Robert Lewandowski nie ma z tym problemu

Kabaret dla „lemingów”. Nowy film Stuhrów nie jest, jak tego chcą, „antypolski”. Jest po prostu kiepski, a ich kampania absurdalna

Obywatel nihilista. Nowy film Stuhra to pamflet na polskość

ann/menstream.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...