Zrobiło się „politycznie niebezpiecznie”. "Wydostały się demony"
Zrobiło się „politycznie niebezpiecznie”. "Na powierzchnię wydostały się wszystkie możliwe demony"

Akta Epsteina odsłoniły zepsucie, bezkarność i wszechwładzę bogatej oligarchii. Degrengoladę przywołującą skojarzenia z czasami upadku imperium rzymskiego. Ale beneficjenci systemu nie przyjmują tego do wiadomości. Epstein uosabia zgniły Zachód, bo zachodnia klasa rządząca to w sumie Epstein. Światem rządzi banda zepsutych zboczeńców i manipulatorów. Ten system – jak pisały – od lat umożliwia elitom gromadzenie „ekstremalnego bogactwa”, które pozwala im prywatyzować wymiar sprawiedliwości oraz gwarantuje bezkarność.
„To, w jaki sposób będziemy mówić o aferze Epsteina, zadecyduje o tym, czym ona była” – przekonuje Agata Bielik-Robson na łamach „Wyborczej”. Radzi, by „przekłuć balon”, „zachować dystans”, bo zrobiło się „politycznie niebezpiecznie”.
Sprawa Epsteina sprawiła, że na powierzchnię wydostały się wszystkie możliwe demony. A konkretnie dwie skrajne postawy. Jedna z nich doprowadziła do wykopania w samym centrum oligarchicznej elity jakiejś piekielnej czarnej dziury. Takie karykaturalne wręcz interpretacje próbuje narzucić rosyjska propaganda, w której brakuje tropów wiodących na Kreml i Łubiankę, ale całość została odmalowana jako wizja piekielnych kręgów obejmujących media, świat mody, celebrytów, kina, rynków finansowych, nauki, służb specjalnych i samych szczytów polityki zachodnich potęg. I tu oczywiście pojawia się Aleksandr Dugin, który niczym alchemik klecący najbardziej apokaliptyczne teorie głosi, że Epstein uosabia zgniły Zachód, bo zachodnia klasa rządząca to w sumie Epstein, a jego wyspa – to centrum niegodziwości. Inni zaś postanowili odwracać głowę w drugą stronę. „The New York Times” już ogłosił, że „Akta Epsteina nigdy nie powinny być ujawnione”.
