Złota legitymacja. "Sytuacja jest dramatyczna"
Złota legitymacja. "To nie politycy KO zapłacą cenę za ten skandal, lecz zwykli pacjenci tego szpitala"

To jest właśnie system stworzony przez niego. Zaczyna się od bezprawia bazującego na bezczelnym poczuciu bycia ponad innymi, a kończy na zwykłym oszustwie.
Nie, to nie jest „zwyrodnienie systemu”, jak Donald Tusk chciałby przedstawić aferę w warszawskim Szpitalu Południowym. To jest właśnie system stworzony przez niego. Zaczyna się od bezprawia bazującego na bezczelnym poczuciu bycia ponad innymi, a kończy na zwykłym oszustwie. Finansowym i tym „zwyczajnym”, jakim jest przechodzenie w kolejce przed chorymi pacjentami. Szef KO będzie teraz udawał, że nic nie widział i nie słyszał, ale fakty są bezlitosne: wszystko działo się pod jego okiem, w stolicy, gdzie od dwóch kadencji prezydentem jest jego zastępca, a miasto oblegli partyjni koledzy Tuska. Gdy na jaw wyszły zarobki Dawida Kacprzyka, premier, Rafał Trzaskowski, Bogdan Klich, Krzysztof Kwiatkowski i wielu innych już wiedziało, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Mieli pełną świadomość, że młody polityk z ich ugrupowania nie „za darmo” dostaje tyle pieniędzy i wiedzą doskonale, kto i na czym skorzystał w tym systemie. Nie ma wątpliwości, że gdyby nie legitymacja partyjna, lekarz radny nie zarobiłby tyle, a jego patroni nie mieliby saloniku VIP i złotej ścieżki w kolejce na SOR.
Każdego dnia w tej historii pojawia się kolejny rozdział. Od wybuchu afery mieliśmy już rezygnację z członkostwa w KO, stanowiska radnego, a na końcu oddanie części pieniędzy w ramach „skorygowanych faktur”. Po kilku dniach odszedł ordynator SOR, a wcześniej odwołano dyrektor ds. medycznych, odsunięto od funkcji lekarza, od którego wszystko się zaczęło, wreszcie odwołano prezes zarządu placówki. Tymczasem to nie politycy KO zapłacą cenę za ten skandal, lecz zwykli pacjenci tego szpitala. Lekarze nie ukrywają, że sytuacja jest dramatyczna. SOR stracił dwóch lekarzy, a znalezienie następców w ciągu kilkunastu dni graniczy z cudem. Jeśli się nie uda, dyżury będą musieli brać lekarze z innych oddziałów, co grozi przeciążeniem całego szpitala. Efekt? Jeszcze dłuższe kolejki, jeszcze większy bałagan i jeszcze większe ryzyko dla chorych. „By żyło się lepiej”. Im.
