Wyprzedaż = złodziejstwo. "O to chodzi w tych wyborach"
Wyprzedaż = złodziejstwo. "Nie mogą się doczekać kiedy znowu nas okradną… O to chodzi w tych wyborach"

Doczekaliśmy się „świadectw udziałowych”, które okazały się badziewiem, a my, właściciele całokszałtu, zostaliśmy wystrychnięci na dudka i wydudkani na strychu.
Dał głos osławiony „prywatyzator” majątku narodowego z czasów transformacji, były eurokomisarz, a także tuskowy minister.
Upiera się przy swoim zdaniu, bagatelizując opinię społeczną, obiecuje po wyborach ciąg dalszy prywatyzacji. Miejmy nadzieję, że tego rodzaju osoby nigdy nie będą już miały szansy dobrać się do polskiego majątku. Jedno z referendalnych pytań ułatwi elektoratowi refleksję na temat sytuacji majątkowej przed rokiem 1989. „Czy popierasz wyprzedaż majątku narodowego podmiotom zagranicznym”? Pokolenia egzystujące w peerelu miały wbijane do głów, że wszystko jest nasze, wspólne, na tym polega niesłychane dobrodziejstwo socjalizmu. Poza marginesami, jak chałupnicze rolnictwo, drobne rzemiosło, jakiś bazarowy handelek… nie było już gospodarki w rękach burżujów, wyzyskiwaczy. Już nam krwiożerczy imperializm i rekiny z Wall Street nie będą wyjadać tłustych półgęsków z robotniczo-chłopskich misek – krzyczeli mówcy na wiecach. Dzięki jedynie słusznym ideom, my wszyscy, zusammen do kupy, jesteśmy posiadaczami wszystkiego! Hurra! Potwierdzały to hasła w rodzaju: „Cały naród buduje Nową Hutę!”, „Wszystko co cały naród buduje jest własnością całego narodu!”. Taki był stan wiedzy ekonomicznej większości społeczeństwa.
