„Tygodnik Powszechny”, czyli „Krytyka Polityczna”
„Tygodnik Powszechny”, czyli „Krytyka Polityczna”. "Bicie się w piersi ludu ze strony elit jest zaiste wzruszające"

Polska historia, a więc i tożsamość, mają być przecież przedmiotem wstydu. Tak jak dziś Polska i jej mieszkańcy, za wyjątkiem oczywiście oświeconych elit.
„Tygodnik Powszechny”, który pełnił funkcję dodatku religijnego „Gazety Wyborczej”, stał się ekspozyturą „Krytyki Politycznej”. Trudno się dziwić, gdyż ta ostatnia już lata temu skolonizowała organ Michnika. Nie tylko idee, ale i polityka ma konsekwencje. Opowieść o mentalnym przejęciu „GW” przez „KP” jest tego doskonałą ilustracją i nadaje się na solidną monografię, której raczej nikt nie napisze, bo wymagałoby to odwagi, a niedługo będzie miało znaczenie wyłącznie historyczne.
„GW” miała uzasadnić sojusz części elit opozycji z komunistami jako fuzję postępowych i liberalnych środowisk III RP. Zabetonować rządy grupy, która przejęła władzę po upadku PRL. W tym celu gazeta przodowała w narzucaniu pedagogiki wstydu, która obrzydzała Polakom ich historię i tożsamość, aby tym łatwiej podporządkowali się rządom oświeconych, europejskich liberałów. Dekomunizacja i lustracja miały być zakazane, bo uderzały w znaczną część panujących środowisk. Wzbronione było eksponowanie Solidarności, co wzbudzić mogłoby „niezdrową” dumę Polaków. Zastępowano to kultem odpowiednio dobranych liderów związku. Ograniczona miała być również rola Kościoła – zarówno jako konkurenta do przejęcia rządu dusz, jak i fundamentu polskiej wspólnoty.
