„Stulecie Winnych”: egzamin z empatii
Zaremba przed telewizorem. „Stulecie Winnych”: egzamin z empatii. Czy upiększanie polskich portretów to błąd?

Upiększanie portretów w czasach, gdy nasza samoocena jest wbrew stereotypom niska, a lud stał się w ostatnich latach przedmiotem uproszczeń negatywnych.
Czwarty sezon serialu „Stulecie Winnych”, produktu TVP, za nami. Skończył się w 1989 r., wraz z upadkiem PRL. Powieść Ałbeny Grabowskiej to tytułowe 100 lat: 1914–2014. Było słychać, że telewizja nie chce wchodzić w kontrowersje dotyczące III RP. Zwłaszcza że najmłodsze generacje nie wydawały się aż tak ciekawe jak starzy Winni: Stach, 100-letni w ostatnim odcinku Władek, córki Stacha, które mają na końcu ostatniej serii po 75 lat (choć Urszula Grabowska i Magdalena Walach wyglądają dużo młodziej).
Jednak podobno piąty sezon ma powstać, co wynika z gigantycznej popularności serialu. Sprzyjałem tym nastrojom, bo kryła się za tym ciekawość historii Polski i losów zwykłych Polaków w nią uwikłanych. Oczywiście kryła się też za tym przyjemność podglądania życia rodzinnego. Saga daje możliwość zaspokojenia ciekawości w telegraficznym skrócie. Czytałem doniesienia zza kulis, że „Antek Winny wyszedł z dołka, ale jak sobie poradzi dalej”, i sam bywałem ciekawy.
